+48 736-84-84-44

Pożegnanie ciotki

Mieliśmy wtedy po kilka lat i mieszkaliśmy w Gzach — małej, spokojnej wsi, w której czas zdawał się płynąć wolniej. Wakacje rozciągały się jak guma, komary były wielkie jak wróble, a każdy dzień zaczynał się bieganiem po miękkiej trawie i kończył brudnymi kolanami. Najmłodsza siostra mamy, ciotka Barbara zwana Baśką, odwiedzała nas często — była tylko trochę starsza, bardziej kumpelka niż dorosła. Przepadaliśmy za nią. Biegaliśmy razem po polach, graliśmy w „ziemię” w piaskownicy i, chlapiąc się wodą z wiadra, gdy rodzice nie patrzyli, śmialiśmy się do łez.

Baśka mieszkała z dziadkami w Moszynie, niedaleko Pułtuska. Przyjeżdżała na dzień albo na kilka dni, aż nadchodził nieuchronny moment rozstania. Jedna z takich chwil utkwiła mi w pamięci szczególnie wyraźnie. Szliśmy z mamą, by odprowadzić Basię na przystanek. Słońce powoli chowało się za horyzont, kurz unosił się leniwie nad drogą, a powietrze pachniało świeżym zbożem i spalinami mijających nas motorów.

Na rozstaju dróg Baśka zatrzymała się, poprawiła torbę na ramieniu i spojrzała na nas z powagą, jakby wyjeżdżała na zawsze. Mama objęła ją serdecznie, a ich pocałunek był ciepły i pełen czułości. Brat machnął ręką i zaczął zbierać kamyki z drogi, zupełnie jakby chciał zatrzymać czas.

A ja… cóż, widziałam wiele razy, jak dorośli się żegnają. To przecież były lata siedemdziesiąte — kobiety żegnano pocałunkiem w rękę. Nawet babcia Kowalska całowała księdza Fudałę w rękę. Wprawdzie on tego nie wymagał, ale nie chciał robić starowince przykrości. W tym geście było coś uroczystego, niemal teatralnego, coś imponującego.

Postanowiłam więc zrobić to samo.

Podeszłam do Baśki, chwyciłam jej dłoń — jak prawdziwy ojciec chrzestny — i z całą dziecięcą powagą złożyłam na niej delikatnego całusa. Baśka zamarła. Mama wybuchła śmiechem tak głośnym, że aż pies z sąsiedztwa zaczął szczekać. Brat upuścił kamień i zapytał, czy teraz będziemy się bawić w ślub.

Nie rozumiałam, co w tym śmiesznego. Dla mnie to był po prostu gest pełen szacunku i godności — całkiem poważny rytuał.

Tego dnia po raz pierwszy zrozumiałam, że dorośli często nie wiedzą, dlaczego robią pewne rzeczy — ale dzieci naśladują ich bez wahania. I tak zostaje. Do samego końca.

Przejdź do treści