— Jadę do Drohobycza.— Gdzie?— Do Drohobycza, na Ukrainę.— Żartujesz, co? Moi rodzice uznali to za kolejną dziwaczną fanaberię albo też pomysł bez przyszłości. — No wiecie przecież… Bruno Schulz.— Ach, ten… „Ten” — i to było wszystko, co kiedykolwiek zdołali we mnie...