+48 736-84-84-44

Czarno-białe

Wiosenny czwartek. Taki, który niczym nie różni się od innych wiosennych czwartków, a nawet wtorków czy sobót. Stoję na przystanku, obserwując z daleka śmietnikową pergolę, przy której zaczął się jakiś niespokojny ruch. Może nawet rejwach. Wzdłuż altany przemieszczały się dwa ludzkie cienie z niewielkim łóżkiem. Ot, nic nadzwyczajnego. Pewnie rodzice wynoszą łóżeczko, z którego ich dziecko już wyrosło. Cienie zachowują się jednak na tyle intrygująco, że przykuwają moją uwagę. Pod słońce wyglądają jak dwie czarne plamy uginające się pod ciężarem białej.

Przyglądam się dalej zaciekawiona, zwłaszcza że autobus wciąż nie nadjeżdża, a senna o tej porze ulica nie wykazuje żadnych innych oznak aktywności. Patrzę na kobietę w długim czarnym płaszczu i mężczyznę w równie czarnej, choć znacznie krótszej kurtce. Kręcą się nieporadnie wokół łóżeczka, robią zdjęcia – pewnie zdecydowali się jednak wystawić je na sprzedaż – myślę, wciąż zaaferowana.

Mężczyzna gładzi kobietę po przygarbionych plecach, a ona łóżeczko po kanciastej ramie. O ile pierwszy gest zdaje się zostać wykonany ku pocieszeniu, drugi jakby skierowany w stronę pożegnania. Scena ta ma w sobie coś z ulicznej pantomimy. Ludzieńcy tulą się do siebie i kulą w sobie, ocierają twarze – z daleka nie potrafię rozróżnić – z potu czy łez?! Z pewnością z trudu.

Odchodzą. Łóżeczko spoczywa pod pergolą. Nawet całkiem małe i tak zalicza się do wielkogabarytowych. Gdy nadjeżdża wreszcie moje 189, wsiadam i widzę przez szybę, jak ludzie spod pergoli odchodzą, raz po raz odwracając się jeszcze do wynieśliska. Z daleka widzę znów ich cienie wzdłuż parkanu. Są jak plamy na negatywie niewywołanych zdjęć.

Przejdź do treści