+48 736-84-84-44

Zdążyć przed końcem

Niedziela – dzień błogiego lenistwa! Tata właśnie wrócił ze służby i zasiedliśmy do śniadania. Tego dnia mama przygotowała jajecznicę i tosty. Widziałam, że tata jest bardzo zmęczony, ma podkrążone oczy, a zapach świeżo mielonej kawy już nie pobudza energetycznie. Najwyraźniej nie miał też apetytu. Wypił tylko kawę i postanowił się zdrzemnąć. Nigdy dotąd nie widziałam go w takim stanie.

Jak się potem okazało, jego milczenie miało swe podłoże w tym, co wydarzyło się poprzedniej nocy na służbie. Opowiedział mi o tym kilka dni później, odwożąc mnie do szkoły.

Gdy zaczynają bić dzwony, dla każdego strażaka oznacza to, że trzeba w ciągu kilku sekund ubrać się i zjechać po rurze na dół. Dyspozytor rozdzielił zadania. Tata tego dnia był kierowcą, nie brał bezpośredniego udziału w akcji ratowniczej. Na miejscu okazało się, że kierowca czarnego BMW jechał z prędkością 230 km na godzinę, wpadł w poślizg i uderzył w nadjeżdżającego Opla Astrę. Kierowca był pod wpływem środków odurzających i miał 1,5 promila alkoholu. Wracał z wieczornej imprezy. Przeżył. Wewnątrz samochodu, który został uderzony, znajdowały się ciała dwóch mężczyzn. Kobieta siedząca z przodu walczyła o życie swoje i dziecka – była wtedy w ciąży. Zrozpaczona wołała ciągle: ,,tam jest mój syn! Proszę go ratować!”. Siła uderzenia była tak ogromna, że jeszcze kilka kilometrów dalej można było znaleźć resztki wraku i przedmiotów znajdujących się w samochodzie. Były tam m.in. ubranka, dokumenty, fotelik dziecięcy. Widok krwi był wszechobecny, mózg na ulicy, porozrzucane części ciała. Policja zabezpieczała teren i  spisywała zeznania świadków.

            Już po zwinięciu sprzętu tata zorientował się, że jakieś 1,5 km od miejsca wypadku słychać płacz. Poszedł w tamtą stronę. Okazało się, że był to płacz dziecka. Chłopczyk miał ze 2 lata – cały się trząsł. Krwawił. Wielki kawałek szkła z pękającej podczas uderzenia szyby wbił mu się w żebra. Widok konającego chłopca i bezradność mojego taty w tamtym momencie miały ogromny wpływ na przebieg jego życia w kolejnych latach.

Matka, widząc swoje ciężko ranne dziecko, wybiegła z karetki, uklękła, zrobiła znak krzyża na jego czole i pożegnała się z nim. Zdążyła przed końcem – kilka minut później jej syn zmarł. Kobieta została przewieziona do szpitala.

Mój tata dowiedział się, że urodziła zdrową córeczkę. Jednak kilka dni później w wyniku powikłań zmarła. Śmierć niewinnego chłopca – walka matki – cud narodzin – śmierć matki. Nigdy więcej tata nie wracał do tego tematu – wydarzyło się to w ciągu jego pierwszych dni bycia strażakiem. Później każdego dnia mierzył się z ludzkimi nieszczęściami. Musiał zrozumieć, że nie zawsze będzie w stanie pomóc. Każdy z nas ma gdzieś u góry zapisany swój los, swój ziemski  koniec, na który nie mamy wpływu.  

Przejdź do treści