fbpx
+48 736-84-84-44
Zaznacz stronę

Tłumacz pamięci

Z cyklu: Impresje polskie w niemieckim krajobrazie literackim  

Adam Zagajewski nad trumną Dedeciusa, założyciela „Deutsches Polen Institut“ w Darmstadt: „Freundschaft war sein Element, Poesie sein Instrument.“  („Przyjaźń była jego żywiołem, poezja jego narzędziem”).

Ogarnięci na co dzień pięknem własnej mowy, nie czujemy goryczy, chociaż na rynkach
świata nie kupują naszej myśli z powodu drożyzny słów.
Czyż nie żywimy pragnienia głębszej jeszcze wymiany?
Lud żyjący w sercu własnej mowy pozostaje poprzez pokolenia tajemnicą myśli
nie przejrzanej do końca.  
Słowa z poematu Karola Wojtyły – Myśląc ojczyzna.
                        

Tytuł tego cyklu eseistycznego – kilka tekstów ukazało się na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat w czasopismach literackich w Polsce, ale też w polonijnych w Niemczech, Austrii i na Litwie – mówi o impresjach wychwyconych przeze mnie w krajobrazie literackim tego kraju, w którym przyszło mi teraz żyć. Impresje w swojej naturze są ulotne. A choć sprzyjają one zawsze naszym tęsknotom, tęsknoty te tworzy dal i tam szuka, pozostajemy z nią w naszym intymnym sam na sam. Znalazłem się daleko i to ze świadomością, że dali tej już nie zbliżę. Pierwsze impresje zaczęły pojawiać się jeszcze w malignie pooperacyjnej, gdy nawet najbliższa mi osoba miała wątpliwości, czy wyjdę poza nie.

…tutaj było zawsze coś ostatniego, niepowtarzalne dni;
schody prowadzą w jedną tylko stronę, a drzwi
wiatr historii otwiera w toczące się burze.
Niebo oparło się zadumane; żadne nowych pór barwy –
ledwie zbrodnie zapomniane odeszły bez skargi;
poeta czeka u stopni na nadejście muzy.
Spójrz, jakie wielkie szat tu białych grono!* A wszystkie
w jednym idą rytmie i wszystkie w naszą suną stronę.
Będziemy mieli gości w naszym polskim domu.
…polonez niemiecki: Niemcy, Jura Szwabska, 1995
*Dante Alighieri; Beatrycze w „XXX Pieśni Raju“

  1. Liczne impresje pojawiają się ciągle i mają realny kształt. Są obrazem, wydarzeniem lub postacią. Taką jak ten człowiek o prostej biografii; to jego postać jest tutaj moją polską impresją w niemieckim krajobrazie literackim:
 (…) Biografia moja jest bardzo prosta. Urodziłem się w Łodzi. Jako dziecko miałem już bardzo żywe związki z językiem polskim. Potem ukończyłem polskie gimnazjum humanistyczne, znowu w pełni w obcowaniu z językiem polskim. W tym gimnazjum najbardziej ulubionym moim przedmiotem był język polski i literatura polska. I to właśnie poprzez wojnę i poprzez początki powojennej mojej biografii, która była po prostu poszukiwaniem pracy, urządzeniem sobie i rodzinie jakich takich warunków ekonomicznych, ta świadomość zdobytych w latach młodzieńczych wiadomości o polskiej literaturze, pozostała i działała dalej. I pewnego dnia, jak już byłem urządzony zawodowo, postanowiłem oprócz zarabiania pieniędzy na nagie życie, zająć się czymś pożytecznym dla naszych obu narodów, społeczeństw, i wtedy postanowiłem Niemcom, moim rodakom, przetłumaczyć pomniki polskiej literatury, które uważałem za ciekawe, ważne, jako przekazanie wiadomości o Polsce, o polskiej historii, o polskiej mentalności…
            Mówi Karl Dedecius (audycja cykliczna z archiwum Radia Wolna Europa – 2.07.1980)

 

Wciąż nie wiedziałem, jak miałbym go szukać. On mówił dwoma językami, ja porozumiewałem się jeszcze wtedy tylko moim językiem ojczystym. Jedynie przypadek sprawił, że moje wiersze, pisane po polsku, trafiły, przetłumaczone na niemiecki, do „Instytutu Dedeciusa”, jak nazywaliśmy między sobą Deutsches Polen-Institut w Darmstadcie.

 

   Biografia moja jest bardzo prosta. Czas unicestwia wszystko, co zakłóca tok naszej pamięci, ale gdy słyszy się tego Niemca mówiącego moim językiem w sposób, którego mogę mu tylko pozazdrościć, nie sposób przejść nad jego prostą biografią do porządku dziennego.

Karl Dedecius urodził się 20 maja 1921 roku w wielonarodowym wówczas mieście Łodzi. Rozbrojenie wojsk niemieckich w Łodzi, nastąpiło 11 listopada 1918 roku, po 125 latach niewoli, ale niemieckie rodziny pozostały w mieście. W czasie, gdy rusyfikacja i germanizacja narodu polskiego groziła wynarodowieniem, wiele z tych rodzin stopniowo asymilowało się  w Polsce. Tak samo właśnie było i z moimi dziadkami.

Dedecius uczył się w polskim gimnazjum im. Stefana Żeromskiego wraz z Polakami, Niemcami, Żydami i Rosjanami… Każdy z uczniów zdawał sobie sprawę, że znaleźli się w Polsce, której w czasie, gdy przybyli tutaj ich przodkowie, formalnie nie było na mapie. Już w gimnazjum Dedecius zajął się tłumaczeniami, przekładał na niemiecki wiersze Jana Kochanowskiego. Maturę zdawał w maju 1939 roku, a wiadomość o wybuchu wojny zastała go podczas kopania umocnień na granicy polsko-niemieckiej pod Łomżą w polskim Ochotniczym Hufcu Pracy. Hufiec udał się w stronę Lwowa. Jednak gdy tam dotarł, okazało się, że miasto jest już zajęte przez Rosjan. Po tułaczce i chorobie uciekinierowi udało się przedostać do Łodzi dopiero pod koniec 1939 roku. Jego rodzice nie należeli do zwolenników nazizmu. Ojciec odmówił wstąpienia do NSDAP, jednak gdy Karl wrócił do domu, pochodzenie niemieckie członków rodziny zostało już zidentyfikowane przez nowe władze i  niejako automatycznie stali się volksdeutschami Trzeciej Rzeszy. Pod koniec 1940 roku Karla powołano do wojska.

Latem 1942 roku jego jednostka została skierowana na rosyjski front pod Stalingradem. Z  tragicznego oblężenia w pamięci Dedeciusa pozostały migawkowe wspomnienia: długie tygodnie przeżyte w okopach, z których nie wychodził, potem marsz w wielokilometrowej kolumnie tysięcy, łachmany na grzbietach w niczym nieprzypominające dopasowanych kiedyś uniformów. Udało mu się też przeżyć niewolę, nie podzielił więc losu tysięcy zamordowanych polskich jeńców.  On sam dowie się o tym dopiero przekładając wiersze polskich poetów. We wspomnieniach tłumacza pozostał pewien symptomatyczny i jasny obraz z niewoli: nauka rosyjskiego i pierwsze próby przekładów na niemiecki wierszy Puszkina i Lermontowa. Więzień został wypuszczony w roku 1950. W Łodzi nie znalazł już swoich rodziców ani domu… Polska była wówczas ciągle jeszcze oficjalnie w stanie wojny z Niemcami. A narzeczona, z którą Karl rozstał się w Łodzi przed wyjazdem na front, czekała na niego w Weimarze. 

 

2.

Historia warstwą wydarzeń powleka zmagania sumień.
W warstwie tej drgają zwycięstwa i upadki. Historia ich nie pokrywa, lecz uwydatnia…
Czyż może historia popłynąć przeciw prądowi sumień?
                   Karol Wojtyła w poemacie –  Myśląc ojczyzna

   Słowa tego wielkiego Polaka pomagają mi uporządkować myśli o Karlu Dedeciusie. W jego książce Europejczyk z Łodzi czytam:

…gdy zbliżała się dwudziesta rocznica wybuchu wojny, ja, jej uczestnik, niemiecki żołnierz ze skamieniałą kromką suchego chleba w plecaku, pragnąłem uczcić moich rówieśników poległych po drugiej stronie barykady. Chciałem dowiedzieć się, jak odczuwali świat, zanim polegli. W swojej niewielkiej biblioteczce znalazłem ich wiersze, przetłumaczyłem je i położyłem ten skromny wybór na grobach nieznanych mi żołnierzy, „wrogów”, którzy nigdy nie wyrządzili mi żadnej krzywdy. Zatytułowałem ten cykl „Leuchtende Gräber” („Świecące groby”).

Znalazły się w tym wyborze wiersze m.in. Andrzeja Trzebińskiego, Wacława Bojarskiego,     Zdzisława Stroińskiego (czyli poetów związanych z okupacyjnym pismem Sztuka i Naród”). Trzebiński prowadził dziennik – pisze Karl Dedecius w swoich wspomnieniach – a zapisane w nim myśli i nastroje, dotyczą całego ówczesnego młodego pokolenia. I cytuje w swoich zapiskach – z myślą tak o niemieckich, jak i polskich czytelnikach – przesłanie Trzebińskiego: Pochłonie nas historia. Młodych, dwudziestoletnich chłopców. Nie będziemy Mochnackimi, Mickiewiczami, Norwidami swojej epoki. Mogliśmy być Rimbaudami. Ale odrzuciliśmy to, bo szliśmy gdzie indziej.

Karl Dedecius rozświetla groby poległych polskich poetów. Od tych poetów nie otrzyma już nowych wierszy do tłumaczenia, więc od nich zaczyna i podsuwa pod oczy swoim rodakom obraz brutalny, bo prawdziwy:

   Trzebiński, został aresztowany w 1943 roku i publicznie rozstrzelany, Bojarskiego, który pod koniec maja 1943 roku wraz ze Zdzisławem Stroińskim i Tadeuszem Gajcym składał wieniec pod pomnikiem Kopernika, trafiła niemiecka kula, od której zmarł na początku czerwca; Stroiński i Gajcy zginęli jako żołnierze AK w powstaniu warszawskim. (…)

Niemiecki tłumacz literatury polskiej przekazuje swoim rodakom nie tylko wiersze. Są to wiersze poetów, których Hitler wskazał ich niemieckim rówieśnikom jako wrogów. Do przełożonych utworów tłumacz dołącza więc wizytówki: Krzysztofa Baczyńskiego, Józefa Czechowicza, ale i Władysława Sebyły (zginął w Katyniu), Tadeusza Boya-Żeleńskiego (rozstrzelany we Lwowie), Stefana Napierskiego (rozstrzelany w Palmirach), Tadeusza Hollendera (uczestnik zbrojnych akcji organizowanych w latach 1941 – 1944 przez gen. Stefana Roweckiego, rozstrzelany przez gestapo w roku 1943) i Jerzego Kamila Weintruba (przyjaciel Krzysztofa Baczyńskiego; Żyd, żył w ciągłym ukryciu nie tylko przed Niemcami; okoliczności jego śmierci w roku 1943 nie zostały do końca wyjaśnione), Bruno Schulza (rozstrzelany w biały dzień przez esesmana na ulicy w Drohobyczu). Nie pomija też Tadeusza Borowskiego (poeta z tragicznym życiorysem, zagubiony i wplątany po wojnie w ideologię  komunistyczną, w roku 1951 popełnił samobójstwo).

Karl Dedecius jako żołnierz nie wiedział o tym, co działo się za jego plecami. O Auschwitz nie słyszał ani w okopach na froncie stalingradzkim, ani w niewoli rosyjskiej. Dowiedział się dopiero po powrocie do kraju.  I dopiero po wojnie pojął, jak właściwie wygląda jego status w Polsce. W latach sześćdziesiątych w Warszawie, kiedy jako jeden z uczestników Międzynarodowej Konferencji Tłumaczy miał zaprezentować swoje teksty, spotkał się z zapamiętaną reakcją słuchaczy. W swoich wspomnieniach Europejczyk z Łodzi Dedecius powraca do tego dnia:

   Obok mnie siedział polonista, profesor Alois Hermann z Uniwersytetu im. Humboldta w Berlinie Wschodnim. Przed rozpoczęciem uroczystości zapytał:

  • Bywa pan częściej w Polsce?
  • Nie, jestem tu drugi raz.

  – Słyszę, że pochodzi pan z Łodzi? Ja również. Przyjeżdżam tu dość często. Służbowo. Czy mogę dać panu pewną radę?

  • Owszem, słucham.

    –  Panuje tutaj zwyczaj, by przed prezentacją wierszy się przedstawić. Niech pan nie mówi, że urodził się w Polsce, jest volksdeutschem, i że był pan żołnierzem niemieckiego Wehrmachtu. To nie będzie tu mile widziane.  

   Przyszła moja kolej. Przedstawiłem się krótko: urodzony w Łodzi, volksdeutsch, polskie gimnazjum, matura w 1939 roku, potem Arbeitsdienst i niemiecki Wehrmacht, front rosyjski. Stalingrad, niewola. W zdenerwowaniu zapomniałem o radzie znajomego  uczonego.

     Na sali uprzejme milczenie. Ale żadnych negatywnych reakcji.

     Przeczytałem wiersz Sebyły Pogrzebany. Zapanowała śmiertelna cisza. Następnie – po niemiecku – przeczytałem jeszcze: Wie wirst du denn wiedergeboren i wtedy na scenę weszła zapłakana kobieta, objęła mnie, podziękowała i powiedziała:

    – Po raz pierwszy po 1945 roku są w Polsce czytane wiersze mojego męża. I to przez kogo? Przez Niemca, po niemiecku.

 

Wzruszenie żony poety zamordowanego w Katyniu musiało być ogromne. O Katyniu w tym czasie nikt nie mógł w Polsce wspominać. W wierszu Pogrzebany, napisanym w roku 1933, ta traumatyczna wizja własnej śmierci jest tak nieprawdopodobna, że aż prawdziwa, tak w oryginale, jak i w tłumaczeniu:

(…) Otoś już zwyciężony,
już przedzwoniły dzwony,
płaczliwy śpiew cię prowadzi
ku ostatecznej zagładzie
ku ostatecznej zagładzie
w granice nieruchome
w te piachy niewiadome (…)

(…)Schon sind die Glocken verhalt,
chon bist du besiegt und kalt,
entführt dem Klagegesang,
zum gültigen Untergang
ins unbewegliche Land,
in die erfahrenen Sand (…)

 Sebyła został powołany do wojska w sierpniu 1939 r., wtedy, gdy Dedecius w polskim Hufcu Pracy kopał szańce obronne na zachodzie Polski. Sebyłę trafiła kula w plecy od zdrajcy ze Wschodu. Jeszcze tego samego roku w wydawnictwie Carla Hansera w Monachium ukazał się reprezentacyjny almanach współczesnych poetów polskich w przekładzie Karla Dedeciusa, zatytułowany Lekcja ciszy. Mogę dziś powiedzieć, parafrazując słowa niemieckiego tłumacza: wielokrotnie czytałem wiersze tych polskich poetów zapisane po niemiecku, ucząc się tego języka w ciszy nad doliną wśród wzgórz Wyżyny Szwabskiej;  oddając się refleksji nad moim czasem, tym minionym i tym przyszłym, jak tajemnicze światło z niewidzialnego źródła.

Czytając przekłady wierszy dokonane przez Dedeciusa staram się zawsze mieć obok polski oryginał. Teraz trzymam przed sobą coś więcej: dwa lata temu nakładem wydawnictwa Carla Hansera w Monachium ukazał się zbiór esejów Karla Dedeciusa Szkiełko tłumacza i oko poety[1], w których dzieli się on swoim translatorskim doświadczeniem i ułatwiając przeciętnemu Niemcowi odczytanie polskiej poezji, wychodzi naprzeciw powyżej sformułowanej trosce Jana Pawła II. We wstępie do Szkiełka tłumacza… pisze Andreas Lawaty:  

Kto ma swoim słuchaczom i czytelnikom coś do powiedzenia, zastanawia się nad skutkami tego, co mówi. Dedecius dba o wypowiedź jasną, niekiedy także prowokacyjną, ale i stara się wyważyć estetyczne i etyczne oddziaływanie własnych słów. Wyczucie formy, dbałość o przyjemność (nie tylko u tłumacza) płynącą z wieloznaczności słów, wariacje z wariantami zwrotów mowy i myśli chronią go najwidoczniej nawet wtedy przed natrętnym moralizatorstwem, kiedy w ostatecznej konsekwencji chodzi mu właśnie o moralność: na przykład kiedy apeluje o uchronienie kultury przed spłyceniem i dowolnością. (…) Jak to gdzieś napisał Dedecius: Książki powinny być „pożywne i strawne”. Tutaj język jest sztuką i informacją, rozpuszczalnikiem i spoiwem jednocześnie. 2

 

  1. W roku 1980 z inicjatywy Karla Dedeciusa powstał w Darmstadcie Deutsches Polen-Institut, pełniący funkcję centrum polskiej literatury i kultury w Niemczech. Dynamika inicjatyw i osobistej twórczości translatorskiej Dedeciusa przerosła jednakże szybko możliwości Instytutu. Przy założonym w 1991 roku we Frankfurcie nad Odrą Uniwersytecie Europejskim Viadrina, który szybko dołączył do znanych niemieckich i europejskich uczelni wyższych, w roku 2010 powstało w Słubicach Archiwum Karla Dedeciusa, jako oddział Biblioteki Uniwersyteckiej. Tej placówce, a osobiście panu Błażejowi Kazimierczakowi, kierującemu Archiwum, wdzięczny jestem za pomoc w przygotowaniu tego eseju. Poznałem m.in korespondencję między Karlem Dedeciusem i Czesławem Miłoszem3 opracowaną przez Przemysława Chojnowskiego. Korespondencja ta, to coś więcej niż czytanie rozpraw naukowych na temat już nie tylko Miłosza, ale samego Dedeciusa, jako głównego propagatora literatury polskiej w Niemczech.. Pierwszy list datowany jest na 22 marca 1958 roku, ostatni na 7 stycznia 2000. Jako autor listów, tłumacz potwierdza swoje zainteresowanie nie tylko artystycznymi walorami literatury polskiej, ale i sytuacją polityczną za wschodnią granicą oraz jej odbiciem w twórczości Miłosza.

 

Pojawienie się wierszy i esejów poety w Paryżu, stało się alertem. Dedecius podkreślał w swoich publikacjach, także w wywiadach dla Wolnej Europy, wyjątkowy rezonans polskiej literatury czułej na momenty przesileń społecznych. Musiała nastąpić polaryzacja w szeregach twórców i szczególnie w tym kontekście Karl Dedecius wie do kogo pisze w tym pierwszym liście (22.03.1958):

Szanowny Panie,

mam zamiar przygotować obszerniejszą ANTOLOGIĘ POLSKIEJ POEZJI WSPÓŁCZESNEJ w języku niemieckim i byłbym Panu bardzo wdzięczny za pozwolenie na przetłumaczenie Pańskich wierszy i za przesłanie odpowiednich tekstów. (…) Zależy mi bardzo na tym, żeby Pan osobiście wybrał wiersze, którymi Pan chciałby być przedstawiony w niemieckiej antologii. Także ze względu na Pańską osobę i wybitną pozycję w(e) współczesnej poezji polskiej, chciałbym w antologii Pańskiej twórczości, poświęcić odpowiednie miejsce. Książka powinna ukazać się wkrótce albowiem zainteresowanie (także polityczne) u nas szczególnie aktualne.

Oczekując odpowiedzi (Pańskie wskazówki krytyczne dotyczące wyboru poetów w kraju, byłoby dla nas także bardzo cenne).

                                                           Łączę wyrazy szacunku i poważania

Karl Dedecius

 

Chodziło o antologię poezji polskiej. W  owym czasie znane już były w Niemczech przekłady prozy polskiej, także współczesnej, w tym również Czesława Miłosza. Dedecius sięgał po poezję polską, którą poznał w latach młodzieńczych; wielu tych poetów żyło jeszcze. Dla wydawnictw edycja poezji jest zawsze obarczona pewnym ryzykiem, a już na pewno wówczas, gdy ma być wydana poezja nieznanego poety. Zresztą dla samego tłumacza poezja też staje się często ogromnym problemem z powodu trudnej przetłumaczalności zwrotów, przenośni, metafor…  To nie stanowiło jednak problemu dla tłumacza takiego jak Dedecius, zżytego z językiem polskim, i wyczuwającego zarazem niemiecki artystyczny język. Problemu tego nie kryje on w swojej korespondencji. Miłosz przecież też jest tłumaczem. Tak pisze doń Dedecius 19 października 1965 roku:

Mnie osobiście Pańskie „proste” wiersze z tych pierwszych bardzo przemawiają do uczucia i do rozumu. Dlaczego nie zacząć przedstawiania Pańskiej poezji w Niemczech od tego akcentu, na który Niemcy są najbardziej wrażliwi? Wiersze, które się Panu podobają i które Pan wymienia, są w wielu przypadkach nieprzetłumaczalne, albo traciłyby w tłumaczeniu dużo ze swoich walorów językowych i poetyckich. Mówiąc szczerze: nie mam już więcej sił, cierpliwości i spokoju, tłumaczyć większą ilość wierszy rymowanych, które mi pożerają całe tygodnie (których nie posiadam).

 

Korespondencja zbliża polskiego poetę i niemieckiego tłumacza. Miłosz bezpośrednio np. w liście z 22 czerwca 1958 roku przekazuje Dedeciusowi swój pogląd na konstelację i hierarchię współczesnych literatów polskich:… po „odwilży” następujący powinni być brani, moim zdaniem, pod uwagę: Miron Białoszewski (tom: „Obroty rzeczy”), Zbigniew Herbert (tom: „Hermes, pies i gwiazda”), Jerzy Harasymowicz, Stanisław Grochowiak, zapewne Marian Jachimowicz, Stanisław Czycz jest młody jeszcze, nie wiadomo, jak się rozwinie. Ze starszego pokolenia, które debiutowało bezpośrednio po wojnie, najbardziej utalentowany jest Tadeusz Różewicz. (…) Dedecius prosi w listach Miłosza o pomoc w skatalogowaniu postaci polskich literatów, nie tylko pod względem ich klasy, ale też w kontekście: emigracja – kraj.  W innym liście Miłosz zdradza korespondentowi kod pozwalający odczytać ukryte pod zmyślonymi pseudonimami nazwiska bohaterów Zniewolonego umysłu.

____________________

Czesław Miłosz odszedł, jak wiadomo, w 2004 roku. To za jego radą Dedecius sięgnął po wiersze Różewicza. Jak trafna była ta propozycja, okazało się bardzo szybko.

Tadeusz Różewicz odszedł w kwietniu 2014 roku. Jeszcze jeden z wielkich Polaków, którego – jak pisał Miłosz – pamięć tłumaczył Dedecius na własną pamięć… Na koniec niech ta moja „polska impresja w niemieckim krajobrazie literackim” przemówi sama za siebie ich słowami:

 

Do K.D.

Moją pamięć
tłumaczysz
na pamięć własną
moje milczenie
na swoje milczenie
słowo
słowem naświetlasz
wyławiasz obrazy z obrazu
wydobywasz z wiersza wiersz
przeszczepiasz
obcojęzycznym
mój język
potem
moje myśli
owocują w twej mowie

 

Zostawcie nas                                                         

Zapomnijcie o nas
o naszym pokoleniu
żyjcie jak ludzie
zapomnijcie o nas

my zazdrościliśmy
roślinom i kamieniom
zazdrościliśmy psom

chciałbym być szczurem
mówiłem wtedy do niej

chciałabym nie być
chciałabym zasnąć
i zbudzić się po wojnie

mówiła z zamkniętymi oczami

zapomnijcie o nas
nie pytajcie o naszą młodość
zostawcie nas

 

 

 

 An K.D.

Du übersetzt
mein gedächtnis
in dein gedächtnis
mein schweigen
in dein schweigen

 das wort leuchtes du aus
mit dem wort
hebst das bild
aus dem bild

 förderst das gedicht
aus dem gedicht zutage
verpflanzt
meine zunge
in eine fremde
dann
tragen meine gedanken
 früchte
in deiner sprache

 

Last uns

Vergesst uns
und unsere generation
lebt wie menschen
vergesst uns

 wir beneideten
pflanzen und steine
beneideten hunde

 ich wollte ich
wäre eine
ratte
zagte ich damals zu ihr

 ich möchte nicht sein
ich möchte einschlafen
und nach dem krieg erwachen
sagte sie mit geschlossenen augen

 vergesst uns
fragt nicht nach unserer jugend
lasst uns

 Christian Medard Manteuffel
Niemcy, Jura Szwabska, 2015

 

[1]    Wydawnictwo „Uniwersitas” 2013.

2     Andreas Lawaty – ur. 1953 w Bytomiu; Deutsches Polen-Institut Darmstadt.  Ze wstępu do zbioru esejów Karla Dedeciusa Szkiełko tłumacza i oko poety.  Universitas 2013.

3     Dedecius – Miłosz LISTY/BRIEFE 1958 – 2000 . Zebrał, przygotował do druku, opatrzył przypisami i wstępem P. Chojnowski. Śródmiejskie Forum Kultury – Dom Literatury, Łódź 2011.

Skip to content