Zakopane, połowa lat dziewięćdziesiątych. Zima. Późne popołudnie. Idąc obrzeżami miasta z nartami w rękach, szukałem wzrokiem transportu, którym mógłbym dostać się na najbliższy stok.
Z ulgą spostrzegłem zbliżające się sanie zaprzężone w parę karych koni, którymi powoził miejscowy góral. Mimo że w saniach siedział już turysta, góral na jego wyraźną prośbę, zatrzymał się. Miłym pasażerem okazał się znany polski aktor dość słusznej postury, który szerokim gestem ręki zaprosił mnie do wspólnej podróży w kierunku stoku.
Poczułem niemałą nobilitację zasiadając w saniach obok znanej zarówno ze szklanego ekranu, jak i z dorobku teatralnego, gwiazdy. Podczas rozmowy zauważyłem, że aktor jest już na lekkim rauszu, w związku z czym ma doskonały humor. Do konwersacji włączył się też góral, który nadal zręcznie powoził saniami, choć oddechem zdołałby już pewnie powalić nawet swego konia. Okazał się on przedstawicielem dużej i znanej na Podhalu rodziny Groń-Gąsieniców. Miejscowy dysponował własnym naczyniem w postaci termosu, którego zawartością częstował zarówno aktora jak i mnie. Nie mogłem jednak przyjąć oferowanego poczęstunku, ponieważ obie ręce miałem zajęte nartami i kijkami, co jak się okazało, ocaliło mi życie. Aktor bowiem w tym czasie, kiedy sunęliśmy saniami po zaśnieżonych ulicach Zakopanego, bratał się z góralem za siebie i za mnie, w pewnym momencie pytając:
– A co my właściwie pijemy, panie Gąsienica?
Góral majaczącą i coraz mniej składną prozą wyjaśnił, że przez cały dzień klienci częstują go przeróżnymi trunkami, które on zapamiętale składuje w termosie. Obawia się bowiem jawnej jego konsumpcji za dnia i w miejscu publicznym. Co innego po zmroku, gdy nadciąga noc, a wraz z nią odwaga. Góral rozpoczyna wtedy degustację, a bywa, że i poczęstuje wyjątkowo miłych pasażerów, czyli w tym wypadku nas. Aktor właśnie zaprzestał wznoszenia toastów, dla niego było już za wiele. Gdy zaparkowaliśmy w pobliżu Krupówek, aktor co prawda wydobył się samodzielnie z sań, ale tylko po to, aby złożyć swoją blisko dwumetrową posturę na bruku.
I momentalnie zachrapał.
Z pomocą litościwych ludzi, którzy przyglądali się niecodziennemu zjawisku, włożyliśmy aktora z powrotem do sań. Góral wydawał się nieco urażony tym, że nie przyjąłem jego zaproszenia do kontynuacji zakrapianego wieczoru. A przyglądająca się gawiedź kiwała głowami, bowiem w ich oczach upadł właśnie autorytet wybitnego aktora wraz z całym jego niemałym kinematograficznym dorobkiem. Zaszczuty zaszczytami, obarczony sławą, przytłoczony marmurową statuetką. Termos górala – niby banalna rzecz, a szacunek do człowieka zatopił. Aktorowi wystarczy czasem jedna źle albo jedna wybitnie zagrana rola, by utopić smutki czy uczcić sukces, dokładnie tak samo jak każdemu innemu człowiekowi. Jedna sytuacja związana z alkoholem może zmienić czyjeś życie… zwykle nie na lepsze. Warto o tym pamiętać, gdy…