+48 736-84-84-44

Rzecz o sztuce

Eksperci, jurorzy, artyści docenieni, usatysfakcjonowani, wyniesieni na szczyt, spełnieni podchodzą do sztuki z entuzjazmem, uznaniem, szacunkiem, uwielbieniem i znawstwem. Są autorami, twórcami, a jednak dzielą się na ocenianych i oceniających. W czasie oceniania, z racji pełnionej funkcji, znajdują się po stronie tych większych, ważniejszych, bardziej sprawczych, profesjonalnych, zarządzających i uznanych. Nie dopuszczam jednak myśli, że tak właśnie się czują.

Traktując sztukę z pełnym uznaniem, umiarkowaniem i najwyższym znawstwem jako uniwersum, można oczekiwać wspólnotowości i bezkonfliktowości. Wszystko i wszyscy krążą wokół modelowego ideału. Zaciera się granica między ocenianymi a oceniającymi, którzy coraz częściej prezentują podobny poziom wiedzy, umiejętności i zaangażowania. Różni ich tylko stopień rozpoznawalności. Tak samo odczuwają i przeżywają. Są w pewnym sensie równi. Co jednak zmienia się, kiedy autor – twórca osiąga próg ideału lub swoją twórczością przekracza granice, staje się zbyt śmiały? Wówczas zakłóca równowagę, a tym samym ją wzbogaca. Często czyni to z potrzeby ducha, kierując się naturalną odwagą. Używa żartu albo sięga po bardzo drastyczne środki wyrazu, co dla odbiorcy staje się nowym smakiem. Ten nowy smak może zostać polubiony, przyjęty z zachwytem lub całkowicie odrzucony.

Pojawiają się również odbiorcy pośredni. Skrajnie różne opinie i reakcje potrzebują czasu, aby się oswoić i zostać zaakceptowane. Tu rodzi się sztuka niszowa, choć nie musi nią pozostać na zawsze.

Wszelkie szokujące i skrajne pomysły mogą być twórcze i wzbogacać sztukę.

Myślę, że autor – twórca ma prawo i moralne przyzwolenie do przekraczania umownych granic i norm. Może posługiwać się żartem (kabaret, stand-up, karykatura, parodia). Może bawić się swoją twórczością lub poważnie eksperymentować, sprawdzając siebie i będąc ciekawym efektów  nowych poszukiwań. Jeśli nie odważy się, jeśli nie stanie się w pewnym sensie drapieżnikiem, nie pozna rezultatów swoich pomysłów.

Sztuka bawi, a twórca może swobodnie bawić się tym, co robi, nikogo nie krzywdząc. Cenne są   poczucie humoru, fantazja i śmiałość. Cechy te bywają tłumione strachem przed ostrą krytyką, a nawet przed wykluczeniem. Wiele osób od początku wybiera postawę: „pokorne cielę dwie matki ssie”.

Różnorodność pomysłów i sposobów uprawiania sztuki dotyczy każdej dziedziny, a nawet każdej czynności wykonywanej przez twórcę.

Chcę podzielić się pewnym pomysłem i jednocześnie postawić pytanie dotyczące opiniowania sztuki i jej twórców w konkursach. Mam na myśli ujawnianie życiorysu, w tym dorobku ocenianej osoby, przed zaprezentowaniem pracy – przed wysłuchaniem utworu muzycznego czy przeczytaniem tekstu literackiego. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że taka wiedza wpływa na ocenę, czyniąc ją mniej              obiektywną i mniej sprawiedliwą. Nie chodzi mi o powtarzanie utartych opinii, że sztuka sama się obroni albo że prawdziwa sztuka nie boi się krytyki. Co złego stałoby się, gdyby autor został ujawniony dopiero po zaopiniowaniu i ocenieniu jego pracy? Mam na uwadze twórców                            uczestniczących w konkursach muzycznych na wysokim poziomie, gdzie decyzja o przyznaniu nagrody bywa niezwykle trudna.

Najwyższe nagrody często otrzymują osoby bardzo dojrzałe – i bywa to słuszne, ponieważ  dojrzałość łączy się z doświadczeniem i profesjonalizmem. Osoby młode nagradza się najczęściej w kategorii debiutu – również częściowo słusznie, z uwagi na brak doświadczenia. Brakuje mi jednak wyjątków, odejścia od utartych schematów. Wśród młodych mogą być jednostki wybitnie utalentowane, które pozostaną niezauważone. Ich pominięcie byłoby krzywdą dla nich samych i stratą dla odbiorców, którym odbiera się szansę poznania nowego talentu.

Choć w sztuce pojawia się wiele nowości i śmiałych pomysłów, trudniejsze jest ich zaistnienie. Twórcy – zwłaszcza spoza środowiska – często pokonują cierniową drogę. Nazywam ich nowymi lub obcymi, których nikt nie wspiera poza ich własnym talentem i pracą.

Są twórcy i dzieła przekraczające różne granice: artystyczne, obyczajowe, estetyczne, skandalizujące. Z czasem ostrze tej sztuki tępieje, zostaje oswojone i staje się normą. Mechanizm ten dotyczy wielu dziedzin życia. Wystarczy przyjrzeć się modzie, malarstwu czy piosence, aby zobaczyć, jak granice ulegają przesunięciu. Sztuka początkowo szokuje, lecz po pewnym czasie odbiorca akceptuje ją jako coś naturalnego.

Kultura, której częścią jest sztuka, funkcjonuje w obrębie zmieniających się granic. Podobnie jest z człowiekiem: wyznacza granice, a potem je przesuwa. Czy istnieje coś stałego? Być może urok życia polega właśnie na tej zmienności.

Są – a może były – granice, których człowiek nie powinien przekraczać swoją sztuką. A jednak je przekracza. Trudno również o jednoznaczną definicję sztuki, bo i ona pozostaje ruchoma. Niektórzy twierdzą, że wszystko, co tworzy człowiek, jest sztuką. XXI wiek wydaje się bardzo otwarty na różnorodne formy twórczości. Każdy może tworzyć dowolnie, co prowadzi do przekraczania granic dobrego smaku i do skandalizowania.

Wiele staje się dopuszczalne i wartościowe, jeśli w jakikolwiek sposób porusza, zmusza do myślenia lub po prostu się podoba.

Czy granice sztuki rzeczywiście nie istnieją? Pojawiła się wolność tworzenia, lecz czy oznacza ona bezkarność? To pytanie pozostaje otwarte.

Wszelkie podziały w sztuce budzą nieporozumienia i stanowią ogromne pole do dyskusji. A może sama dyskusja jest również formą sztuki?

Przejdź do treści