
Paweł Kuczyński, fot. Sylwester Kurowski
O milczeniu, które mówi więcej…
Portret Pawła Kuczyńskiego, który nie chce być tłumaczem rysunku.
„Rysowałem odkąd pamiętam. Przecież wszystkie dzieci, tak zaczynają poznawać świat. Rysunki to pierwsza forma notatek i obserwacji. Próba uchwycenia emocji i zatrzymania chwili. Próba skupienia się nad problemem. Ciekawość.
Później dzieci uczą się innych sposobów poznawania świata. Idą do szkoły i cały proces edukacji spycha tę archaiczną formę na dalszy plan. Ja takim dzieckiem pozostałem i dalej <<notuję>> i obserwuję za pomocą rysunku. Jest to dla mnie naturalny język.
Dlatego nie chcę być tłumaczem moich prac i wyjaśniać, o czym one opowiadają. Nie chcę być adwokatem moich prac i bronić słuszności tez w nich zawartych. Oszczędzę Państwu wynurzeń na temat moich inspiracji. Chcę, aby moje prace funkcjonowały samodzielnie, bez mojej pomocy. Chcę wierzyć w to, że moje prace zostaną zrozumiane, że przekaz dotrze tym dosadniej, bo nie <<zanieczyszczony>> opisem autora.
Będę szczęśliwy, jeśli dzięki temu krótkiemu tekstowi, znajdzie się miejsce na publikację dodatkowej pracy. Dziękuję i życzę udanej przygody.”
Paweł Kuczyński
Kim zatem jest Paweł Kuczyński, który zdobył pół miliona obserwujących, prawie 200 nagród na całym świecie, a wciąż woli pracować w ciszy pod Szczecinem, z dala od galerii i wernisaży?
Człowiek z Polic
Artysta urodził się w 1976 roku w Szczecinie, ale to Police – małe miasteczko, bez hałasu i tłoku – stały się jego królestwem. „Nie lubię dużych miast” – mówi krótko. Wystarczy mu niewielki kąt i dostęp do internetu.
Jest absolwentem grafiki na Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu. Przez lata pracował jako wolny strzelec tworząc ilustracje do czasopism, okładki płyt. Satyra przyszła przypadkiem. W 2004 roku kolega namówił go na wzięcie udziału w konkursie rysunku satyrycznego. Dostał pierwszą nagrodę – wyróżnienie na prestiżowym Aydın Doğan International Cartoons Competition w Stambule. Tak ruszyła lawina.
Dziś ma na koncie blisko 200 nagród i wyróżnień. W 2023 roku jego praca Domek z kart zdobyła główną nagrodę w 39. edycji tego samego konkursu – nazywanego „Oscarem dla karykatury”. Jest jednym z najwybitniejszych karykaturzystów na świecie. I wciąż mieszka w Policach.
Unika własnych wernisaży. Uważa, że galerie nie są najlepszym miejscem dla jego prac. Kiedy padają pytania o interpretację, jest – jak sam twierdzi – zmęczony i smutny. Bo pytania sugerują, że jego rysunki nie bronią się same.
Jego prace – jak sam przyznaje – są często lepiej rozumiane poza Polską. Brexit, wojna, uchodźcy, social media, pieniądze traktowane jako bóstwo. To uniwersalne tematy, które nie potrzebują podpisu ani tłumacza. Krążą po globalnym internecie, wywołując dyskusje od São Paulo po Seul.
Kuczyński jest bacznym obserwatorem. Nie epatuje krzykiem. Jego broń to spokój, precyzja i celna metafora. Jak napisał o nim prof. Roman Konik na łamach „Rynku i Sztuki”: „Jego prace pełnią funkcję satyrycznych opowieści rysunkowych, które nie są graficznym dodatkiem prasowym, ale samodzielną formą rysunku.”
Język. Realny surrealizm
Krytycy często porównują go do Magritte’a. Kuczyński nie zaprzecza inspiracji, ale precyzuje: jego celem nie jest ucieczka w inny wymiar, lecz podkreślenie, wyeksponowanie, wyjaśnienie i zdefiniowanie prawdziwego świata.
Bo ten świat – nasz świat – jest już wystarczająco nielogiczny.
Artysta nie używa tekstu w swoich rysunkach. Uważa, że choć słowa ułatwiają przekaz, to jednocześnie ograniczają wieloznaczność. A wieloznaczność jest dla niego kluczowa. To dlatego nie chce tłumaczyć swoich prac – interpretacje pozostawiając wyłącznie widzowi.
Jest ona skrupulatna, staranna, bliska rzemiosłu. Jeden rysunek powstaje przez dzień, czasem dwa. Pracuje przy świetle dziennym, w godzinach porannych. Wieczory spędza przy komputerze – szkicując, korespondując, przygotowując pomysły. I choć krytykuje technologie, nie wyobraża sobie życia bez internetu. Ta sprzeczność jest w nim fascynująca.
„Nie próbuję nikogo obudzić. Często sam jestem ciekaw reakcji, jakie wywołają moje prace, i interpretacji, jakich się doczekają.”
Ironia. Śmiech, który nie jest wesoły
To, co odróżnia Kuczyńskiego od moralizatora, to dystans. On nie mówi: jesteście głupi, bo siedzicie na Facebooku. On rysuje człowieka przykutego łańcuchem do serwera i każe tobie samemu wyciągać wnioski. Jego prace często bawią, zanim zabolą.
A potem zostają w tobie.
Sam artysta funkcjonuje w systemie, który krytykuje. Ma pół miliona obserwujących na Facebooku. Używa internetu, by zarabiać na życie. Mówi o tym otwarcie: „Oczywiście byłoby przyjemnie, gdyby ludzie kupowali wydruki moich prac, ale wystarcza im oglądanie na monitorze.” I dodaje z autodystansem: „Sukces rysunku z Pokemonem nie wpłynął w żaden sposób na moje finanse. Ale pośrednio przyczynił się do zwiększenia zamówień.”
Ta ironia – skierowana także w niego samego – czyni go wiarygodnym.
Dziecko, które nie przestało rysować
Wróćmy do jego słów: „Ja takim dzieckiem pozostałem i dalej <<notuję>> i obserwuję za pomocą rysunku.”
To chyba najważniejsze zdanie w całym tym portrecie. Kuczyński nie jest artystą-wizjonerem Jest kimś, kto po prostu nie przestał zadawać pytań w najbardziej pierwotny sposób – rysując.
Ten język był dla niego zawsze najczystszy.
W przeciwieństwie do wielu artystów nie tęskni za wielką sceną. Nie tęskni nawet za własnymi wystawami. Wystarczy mu cichy kąt w Policach, okno z dziennym światłem i świadomość, że jego rysunki krążą po świecie.
A tłumaczyć to zdradzić. Rysunek powiedział już wszystko.
Milczenie jako odpowiedź
Paweł Kuczyński nie chce być, ani tłumaczem, ani adwokatem swoich prac. Ufa, że jego rysunki – te precyzyjne, wieloznaczne, często smutne, ale zawsze celne – dotrą do nas bez pośredników.
Sztuka zadziała.