fbpx
+48 736-84-84-44
Zaznacz stronę

Ostatni pobyt w hotelu

Dzień 1 – Przyjazd do hotelu

Po przekroczeniu progu przywitała mnie bordowa, zakurzona wykładzina, zdobiona w rogach złocistymi girlandami. Na środku, przed biurkiem recepcjonisty, znajdowała się plama po rosole. Wyglądała na świeżą, była wilgotna; wokół walały się makaron, marchewka i kawałki kurczaka. W powietrzu unosił się gorzkawy zapach potu i papierosów. Coś w tym miejscu się wydarzyło i już nie wróciło do pierwotnego stanu. Ktoś nie dostał pierwszego dania na czas. Wydawało się, że nikogo to nie obchodzi. To miejsce było pozbawione zbędnego pozerstwa. Co ja tutaj robię? Za biurkiem siedział mężczyzna zapatrzony w monitor. Nie zwrócił na mnie uwagi, nie uśmiechnął się. Jego marmurową twarz wydłubał nieudolny rzemieślnik. Nie chciałem na niego patrzeć. Przywitałem się jednak. W odpowiedzi otrzymałem oschłe:

– Słucham.

– Mam rezerwację pokoju na nazwisko P.G.

– Już sprawdzam – odparł z niechęcią. Szukał mojej rezerwacji przez kilka minut.

– Niestety, nie mogę znaleźć pana nazwiska w systemie.

– Mam potwierdzenie w telefonie. Proszę zobaczyć. – Pokazałem mu mail.

– Najwidoczniej wkradł się błąd.

Wkradł się błąd. Ludzie często szukają wymówek. To wina błędu, więc nie otrzymałem przeprosin. Z irytacją w oczach, lecz z uśmiechem na ustach, wręczył mi klucz do pokoju 309. Po mnie do recepcjonisty podeszła kobieta o rudych, długich i kręconych włosach. Jej sportowe buty kontrastowały z elegancką marynarką, spod której widoczna była opinająca ciało czarna koszulka. Dostała klucz z łatwością. Usłyszałem numer pokoju – 303. Nieznajoma ruszyła w kierunku windy. Poszedłem za nią, przyglądając się jej falującym biodrom. Do windy, w której było pełno dzieci, weszliśmy jednocześnie. Dzieci śmiały się i rozmawiały o zabawie w chowanego. Z kobietą przywitałem się spojrzeniem. Po dotarciu na trzecie piętro, poszliśmy do swoich pokoi. Dzieci, rechocząc jak żaby nad stawem, zostały w windzie.

W pokoju rozpakowałem się, a potem wziąłem prysznic. Było ciepło. Po wszystkim rzuciłem się na łóżko i rozłożyłem w figurę krzyża. Podczas pierwszej godziny w hotelu odczuwałem dużą samotność. Zawsze to samo, ale przechodzi następnego dnia. Przypomniałem sobie list studenta-samobójcy, który dostałem od znajomego profesora filozofii. Mężczyzna przed śmiercią zapisał na kartce krótkie zdanie: życie mi obrzydło, nie szukajcie powodów. Wolny człowiek. Bez powodów życie mu obrzydło i dlatego je sobie odebrał. Ile odwagi w nim było. Albo zgorzknienia, którego nikt ani nic nie mogło osłodzić. Z listu tego nie wyczytam. Ale ten wycinek pisma mówił tak wiele. Każda litera słów pisana była osobno, jakby chciał podkreślić trudność w nawiązywaniu kontaktów i to, jak bardzo był wyalienowany. Albo te kropki nad i, precyzyjne kółka, sugerujące duszę artysty i jeszcze znaki podlinijne, przeciągnięte y i j, charakteryzujące osoby o bogatym życiu erotycznym. Czego mu zabrakło, że postanowił pożegnać się z wszystkim raz na zawsze?

Zacząłem odczuwać ból w żołądku. Przypadłość tę zwalczałem alkoholem. Poszedłem do restauracji hotelowej i poprosiłem o szklankę czystej. Po drodze minąłem rudowłosą kobietę, która skupiała się na swoim telefonie. Na moment jednak oderwała się od niego i spojrzała na mnie. Rzuciła cześć. Skinąłem głową w odpowiedzi.

Pierwszego dnia poszedłem spać dość wcześnie. Przed północą miałem sen o spacerze po plaży.

Dzień 2 – Ksiądz i głuchoniemi

Otworzyłem oczy o 6:33. Nie byłem w stanie zasnąć ponownie, czułem kłucie w brzuchu. Włączyłem elektryczny czajnik pokryty kamieniem, a po chwili zalałem wrzątkiem herbatę. Żona zawsze się na mnie gniewała, gdy to robiłem, twierdziła, że tym sposobem niszczyłem korzystne właściwości napoju.

Nie mogłem uwierzyć, że to ten sam hotel, w którym byłem z żoną dziesięć lat temu. Nie było już śladu po naszej miłości, tylko smutek i żal. E.M. nie żyje od dwóch lat, a ja zostałem sam z naszymi wspomnieniami.

O 7:30 wyszedłem z pokoju i skierowałem się do restauracji na śniadanie. Na korytarzu spotkałem dwoje dzieci, które biegały z cukierkami w rękach, śmiejąc się i krzycząc. Za nimi szedł mężczyzna w czarnym garniturze i białej koszuli z koloratką na szyi. Ksiądz musiał przyjechać tu na rekolekcje. Uśmiechnął się do mnie i przywitał.

– Dużo dzieci w tym hotelu – powiedziałem.

– Urocze i niewinne. Rodzice nie powinni zostawiać ich bez opieki. Nie wiadomo kogo mogą spotkać.

– Długo służysz Bogu?

– Będzie już z dziesięć lat. Niedawno przyjechałem tu na rekolekcje. Zapraszam na…

– Dziękuje, ale mam lepsze plany niż wypatrywać dzieci na spotkaniach rekolekcyjnych. – Nie wiem, czemu to powiedziałem.

– Nie znasz mnie. Jestem szanowanym głosicielem słowa bożego.

– Możesz być nawet kaznodzieją celebrytą, mam to w dupie.

Nie znam motywów księdza. Nie chcę go oceniać przedwcześnie, ale nie ufam ludziom w sutannach. Zignorowałem go i ruszyłem w stronę restauracji na śniadanie. Zauważyłem, że przy jednym ze stolików siedzi para: kobieta o rudych włosach i mężczyzna, prawdopodobnie z Włoch; mocno gestykulował prawą dłonią. Rozmawiali łamanym angielskim. Ona wydawała się znudzona i obojętna, a on próbował ją zainteresować swoimi opowieściami. Nie wiem, czy mieli się ku sobie, czy to była tylko przelotna znajomość, ale nie zazdrościłem mu jej towarzystwa.

Przy barze czekałem na swoje zamówienie: jajecznicę i kieliszek wina. Nie było wolnych miejsc, więc zwróciłem się do siedzących przy stoliku obok. Byli to ludzie głuchoniemi, więc nie mogłem z nimi zwyczajnie porozmawiać. Pokazałem im gestem, że chcę zjeść przy ich stoliku i wskazałem na talerz i szklankę. Obaj skinęli głową z uśmiechem i zaprosili mnie gestem. W tle mieszała się głośna muzyka i śmiech dzieci biegających po restauracji. Hałas mi nie przeszkadzał, ale widziałem, że inni goście byli zirytowani. Moi towarzysze nie reagowali na dziecięcy harmider, bo nie mogli go usłyszeć. Zjadłem smaczną jajecznicę i wypiłem wino, czując się lepiej.

Po zjedzeniu śniadania, udałem się do swojego pokoju i poświęciłem resztę dnia na słuchanie muzyki Nilsa Frahma i czytanie książki Wiedza a zbawienie. Muzyka zbudowana z powtarzających się motywów i długich, melodyjnych fraz, wprawiła mnie w stan tantrycznego spokoju. Książka natomiast zainspirowała mnie do refleksji nad własną świadomością i drogą do oświecenia. Myślę, że lepszym tytułem byłaby Samowiedza a zbawienie i że warto by ją napisać na nowo.

Wybrałem się na wieczorny spacer około 20:00. Miałem zamiar obejrzeć film w kinie. Gdy zbliżałem się do wyjścia z hotelu, zauważyłem rudowłosą kobietę, która znów była pochłonięta swoim telefonem. Zrobiłem kilka kroków w jej kierunku, udając, że to przypadek.

– Przepraszam. Zamyśliłem się. – Dotknąłem przepraszająco jej ramienia.

– Nic się nie stało. To ja muszę uważać, ciągle gapię się w ten telefon i nie widzę ludzi.

– Byłaś może w pobliskim kinie? – zapytałem zapraszająco.

– Nie byłam i nie będę. Kino jest zamknięte. Poza tym wolę teatr. Muszę iść, jestem umówiona. – Odeszła. Nie pozostawiając po sobie żadnego zapachu.

Wpadła na mnie dziewczynka. Przezornie popatrzyła i zaproponowała mi jeden z wielu cukierków, które trzymała w dłoni. Zaniepokojony ich pochodzeniem zapytałem, czy rodzice je kupili. Odpowiedziała, że dostała je od pana w czarnym stroju. Powiedziała, że to bardzo miły człowiek i że opowiada jej ciekawe historie. Poradziłem, żeby nie rozmawiała z obcymi. Skinęła głową i odeszła.

Zmieniłem plan. Zrobiłem sobie krótki spacer do najbliższego monopolowego i nabyłem butelkę pszenicznego piwa. Nie tknąłem go. Szwendałem się jeszcze godzinę, zanim wróciłem do hotelu. Pod prysznicem marzyłem o rudowłosej kobiecie. Na łóżku, w ciszy, przypomniałem sobie o żonie. Dałem jej więcej niż mogła oczekiwać, swoją wolność. Nigdy nie pytałem jej, czy tęskni za mną, ja chciałem tęsknić za nią, pozwoliłem się zniewolić. Kochałem ją.

  Dzień ciągnął się niemiłosiernie. Nudził. Drażnił. Po raz kolejny poszedłem spać przed północą.

Dzień 3 – W pokoju rudowłosej

Trzeciego dnia o 10:15 zaplanowałem spotkanie z czytelnikami w księgarni niedaleko hotelu. Nie spływała ze mnie ekscytacja, ale postanowiłem się stawić. Spotkanie zajęło mi godzinę. Nie było wielkiego zainteresowania, ale doceniłem ludzi, którzy przyszli. Byli ciekawi, zadawali mądre pytania. Wśród nich zauważyłem księdza z hotelu i rudowłosą kobietę. Siedzieli razem – owoc zakazany i instytucja zakazująca. Po spotkaniu zamieniłem z nimi kilka słów, a potem została tylko ona.

– Nie wiedziałam, że jesteś pisarzem. Mam na imię A. – Próbowała zauroczyć mnie podniesioną brwią i figlarnym uśmiechem.

– Jestem nie tylko pisarzem – odpowiedziałem. Zmaterializowała mnie do roli społecznej. Nic więcej we mnie nie widziała.

– Kim jeszcze?

Zignorowałem to pytanie. Nie chciałem wdawać się w coś, co mogłoby trącić filozofią. Zmieniłem temat.

– Spotykamy się trzeci dzień. Może wyjdziemy wieczorem na piwo?

– Niestety dziś jestem umówiona z mężem. Może jutro?

– Ten Włoch, to twój mąż?

– Nie, kolega. Mój mąż to także kolega, po prostu tak go nazywam.

– Jutro wyjeżdżam. Dziś spędzam tu ostatnią noc. – Obok nas przebiegła dziewczynka
z cukierkami.

– Mówi się trudno. – Nastała niezręczna cisza.

– Dziękuję, że przyszłaś na spotkanie.

– Drobiazg. Nudziłam się. Wiesz, muszę iść. Do zobaczenia później w hotelu. – Odeszła. Nie odwróciłem się, aby spojrzeć na jej biodra.

Po zakończeniu spotkania autorskiego i otrzymaniu zapłaty, opuściłem księgarnię. Na zewnątrz czekało na mnie dwoje niesłyszących, których poznałem w restauracji. Był z nimi tłumacz języka migowego, który zapytał mnie o przebieg spotkania. Z przyjemnością podpisałem dla nich kilka egzemplarzy mojej książki, porozmawiałem przez chwilę, a następnie udałem się do hotelu. Miałem ochotę w spokoju wypić piwo piwo, które kupiłem poprzedniego dnia.

Dobrze mi było w pokoju. Może w innym byłoby inaczej. Piłem powoli, bez pośpiechu. Piwo było letnie, popijałem je herbatą. Dla niektórych picie alkoholu to samozniszczenie, powolna śmierć. Kiedy umieramy, mózg wydziela endorfiny, które łagodzą ból. Umieranie bez bólu, jest jak nagroda za życie. Piję i umieram. Jest miło. Czasem doświadczam czegoś, co nazywam poczuciem oderwania. Wiem, że jestem inny od tego, co mnie otacza. Jestem sam na sam ze wszystkim, widzę tylko powierzchnię rzeczy. To samo czuję, kiedy zdaję sobie sprawę, że normy społeczne są względne. Nic nie jest pewne i wszystko jest możliwe, ale żyję według jednego planu, który mnie w coś angażuje. Ach…

Bez problemu zasnąłem po piwie. Obudziłem się z niewielkim bólem głowy. Ktoś zapukał do moich drzwi. Podniosłem się z łóżka i poszedłem je otworzyć. Na progu stała A., rudowłosa kobieta z pokoju 303. Spojrzała na mnie mile i przeciągała spojrzenie. Była godzina 21:15.

– Cześć. Nie spotykam się dziś z mężem. Wpadniesz do mnie? Napijemy się czegoś.

– Mam piwo – powiedziałem niepewnie.

–  Może być. Przyjdź do 303. 

 Odeszła. Tym razem zostawiła zapach.

Pokój 303 wyglądał identycznie jak mój. Nie powinno mnie to dziwić. Różnicą były liczne kosmetyki i ubrania rozrzucone po całym pokoju.

– Muszę się odświeżyć, zmyć makijaż i umyć włosy.

– Jasne – odpowiedziałem zaskoczony jej swobodą, jakbyśmy byli starymi znajomymi.

Zaczęła monolog. Słuchałem jej opowieści z rosnącym zainteresowaniem, pustosząc piwo. Nie byłem bardzo pijany, ale na tyle, że nie przerwałem jej ani razu. Poznałem historię Włocha, który ją znudził swoją gadatliwością i niezdecydowaniem. Poznałem też historię męża, który nie pojawił się na umówionym spotkaniu i zniknął bez śladu. Poznałem wreszcie historię innych mężczyzn, którzy przeszli przez jej życie. I jednego, który miał szansę z nią być, ale nie potrafił tej szansy wykorzystać.

Siedzieliśmy na łóżku. Moje spojrzenie błądziło po jej sylwetce, zatrzymując się na piersiach opiętych bluzką. W myślach skupiałem się tylko na nich. W tym momencie widziałem w niej jedynie ciało, nic więcej. Czułem, jak duszę się od narastających pragnień. Zza drzwi dochodził do nas śmiech dzieci. Nasza rozmowa z każdą chwilą stawała się coraz mniej płynna, a ja zacząłem czuć się niezręcznie. Podziękowałem za zaproszenie i zacząłem powoli szykować się do wyjścia, kiedy nagle zaskoczyło nas pukanie do drzwi. Nie zareagowaliśmy. Drzwi nie były zamknięte, otworzyła je głuchoniema kobieta. Kiedy nas zobaczyła, wydała z siebie ledwie słyszalny dźwięk i szybko zniknęła. Ta sytuacja rozbawiła nas oboje. Mimo że nie chciałem wychodzić, opuściłem jej pokój. W swoim byłem przed północą, wziąłem szybki prysznic i z poczuciem rozczarowania poszedłem spać.

Dzień 4 – Życie mi obrzydło

Po raz kolejny obudziłem się przed 7:00. Miałem co najmniej godzinę na rozmyślania.

E.M. poznałem w pierwszej poważnej pracy, którą podjąłem po skończeniu studiów. Zakochałem się w niej bez pamięci. Jako jedyna z działu marketingu wychodziła co godzinę na papierosa. Nie przeszkadzało mi to, a nawet podziwiałem ten zapał. Mało osób pali, a ona wbrew wszystkim robiła to, co chciała. Później było kilka wspólnych wypadów do kina, wspólne wycieczki, wszystko odbyło się naturalnie. Poprosiłem ją o rękę w dniu moich urodzin. Był to najlepszy prezent. Na szczęście powiedziała tak.

Około siódmej rano usłyszałem głośną awanturę. Kobieta krzyczała na mężczyznę, żeby się odsunął od jej dziecka. Mężczyzna odpowiadał, że nic złego nie zrobił i że to wszystko jest wola boża. Domyśliłem się, że kobieta przyłapała księdza na dawaniu cukierków jej dziecku. Zadzwoniłem na policję i poinformowałem o podejrzeniu przestępstwa. Nie byłem pewien, czy postąpiłem słusznie, ale to już nie było moje zmartwienie.

Był to mój ostatni dzień w hotelu. Na godzinę przed końcem doby hotelowej włączyłem radio. Leciało Can’t Help Falling in Love:

Like a river flows
Surely to the sea
Darling, so it goes
Some things are meant to be

Take my hand, take my whole life, too
For I can’t help falling in love with you

Nie każde życie jest egzystencjalnym błędem, a jeżeli ulokujesz w czymś lub kimś uczucia, to może będzie nawet znośnie, jak po dobrej butelce wina. Sens znalazłem w miłości do żony. To uczucie nie wygasło, dalej ją kocham. Choć bez niej orbituję wokół pustki. Wsłuchiwałem się w rytmiczne słowa Presley’a, które mi o tym przypominały. Czułem się szczęśliwy, że E.M. dalej jest dla mnie ważna. Po opuszczeniu hotelu pomyślałem, że życie mi obrzydło, ale w moim przypadku z konkretnego powodu.

Skip to content