Dzieci pozostawiono w domu bez opieki osób dorosłych. Najmłodsze dziecko ma 14 miesięcy. Matka leży na oddziale położniczym (noworodkowym). Urodziła kolejne dziecko (dziesiąte). Młodszymi dziećmi opiekuje się starsze rodzeństwo. Najmłodszy chłopiec zaczyna chodzić. Jest blady. Ma 8 zębów. Mówi pojedyncze słowa. Śpi razem ze starszym rodzeństwem. Nieszczepiony. Do poradni nie miał kto przyprowadzić dziecka. Karmione jest tym, co pozostali członkowie rodziny. Owoców ani żadnych soków czy witamin nie otrzymuje. Anka z wypiekami na twarzy wystukała na klawiaturze ostatnie zdanie i zalała się łzami. Płakała i płakała. Łzy zmoczyły służbową notatkę pracownika socjalnego, której całkiem nie przepisała. Jego imienna pieczątka stawała się coraz bardziej niewyraźna. Zupełnie jak myśli w głowie Anki. Miała napisać sprawozdanie. Tymczasem w głowie panowała totalna pustka. Krążyło tylko jedno pytanie: dlaczego?
Sąd będzie rozstrzygał sprawę o pozbawienie rodziców władzy rodzicielskiej. Do tej pory była ona ograniczona. Małoletnie dzieci trafią do domu dziecka. Rodzina jest pod opieką ośrodka pomocy społecznej. Ojciec jest zgłoszony do miejskiej komisji rozwiązywania problemów alkoholowych. Przychodzi pracownik socjalny. Jest asystent rodziny. Nadzór kuratora. – Kurwa. Kurwa. Kurwa. Dlaczego to wszystko nie działa?– pomyślała Anka. Chciała dokończyć już tę cholerną sprawę i nie zabierać jej do domu.
Anka wiedziała, że wydział rodzinny i nieletnich to same trudne, życiowe sprawy. A sprawowanie nadzoru, to najważniejsza część pracy każdego kuratora rodzinnego. Zaglądanie ludziom do domów, lodówek (często pustych), szafek. Do intymnych, czasem krępujących spraw. Do najmroczniejszych szuflad. Do ich rozpierdolonego świata. Pełnego bezradności. Przy udziale niedziałających systemów. I to wieczne motywowanie nadzorowanych, kiedy człowiekowi tej motywacji brakuje. Anka wiedziała na co się pisze i z pełną świadomością wybrała tę ścieżkę zawodową. Nie spodziewała się jednak, że życie napisze dla niej inny scenariusz. Że rozdrapywanie czyichś strupów, kiedy jej rana codziennie krwawi, będzie dla niej tak bolesne. Przejście codzienne po tak różnych światach, po tak różnych ludzkich dramatach. A potem powrót do siebie. Do pustego domu. Do sprawowania nadzoru nad własnym życiem, które wymknęło jej się z rąk. I potoczyło zupełnie inaczej niż chciała. Świat nadzorowanych pozwala jej na chwilę uciec od tego wszystkiego. Od wewnętrznej walki z jej własnym sumieniem.
Anka opanowała łzy i zaczęła przepisywać dalej: Dzieci są zdrowe. Nie chorują. Kąpane raz w tygodniu. Na spacery nie wychodzą. Biegają po domu w brudnych i podartych rajtuzach. Blade. Warunki materialne złe. Ojciec jest jedynym żywicielem rodziny. Pracuje. Nie ma go cały dzień. Po powrocie do domu nadużywa alkoholu, awanturuje się z sąsiadami, stąd nadzór kuratora. Kobieta urodziła dziesiąte dziecko. Nie radzi sobie. Potrzebuje pomocy w opiece i wychowywaniu dzieci. Nie nadąża za pracą w domu, za dziećmi. Nie radzi sobie z organizacją czasu, z gotowaniem, praniem, z napaleniem w piecu.
Anka doskonale pamięta ten dom. Różnił się od pozostałych. Mieszkała w nim miłość. Drzwi wejściowe otworzyła jej piękna, ale bardzo zmęczona kobieta, która trzymała na rękach najmłodszego chłopca, gdy jeden brzdąc był u jej prawej, a drugi u lewej nogi. Kurczowo ją trzymali i wybuchali, co chwilę, śmiechem. Taka zabawa. Dzieci były prześliczne. I choć zdawało się, że są jakby ubrudzone węglem, to Anka widziała w ich oczach radość i szczęście. A matka? Jej oczy wypełnione były wielką miłością do dzieci. Oddałaby za nie życie. Skoczyłaby w ogień. Taką miłość się czuje. Taka miłość promieniuje.
Anka wiedziała, że matka potrzebuje pomocy, wsparcia i obecności ojca tych dzieci w wypełnianiu podstawowych obowiązków rodzicielskich. Ojciec przesadził, bo po pracy wypił sobie piwo, wdał się w niepotrzebną dyskusję z sąsiadem, zaczęli się szarpać, była interwencja policji. W ten sposób rodzice dzieci zostali objęci nadzorem kuratora. Policja, MOPS, sąd. W jednej chwili wszystkie te instytucje zagościły w życiu tej wielodzietnej rodziny. Ale dla Anki, ta rodzina jest ofiarą tych wszystkich systemów. Bo wini się w nich kobietę, która sobie nie radzi. Tymczasem mężczyzna jest niewidzialny. Ucieka z domu na cały dzień. Wieczorne zmęczenie zapija alkoholem. Kompletnie nie pomaga przy dzieciach. Anka jest wkurwiona. Bo w taki oto sposób, to przede wszystkim kobieta jest winna i niewłaściwie wywiązuje się ze swoich rodzicielskich obowiązków. To ona musi się tłumaczyć przed pracownikami poszczególnych instytucji. To ona czuje największy strach, że zabiorą jej dzieci. A to rozwali cały jej świat na drobne kawałki.
Anka widziała te wszystkie absurdy wiele razy. Była przyzwyczajona. Dlaczego więc w przypadku tej rodziny pojawiły się u niej olbrzymie łzy bezsilności? Bo nigdy, ale to nigdy, nie miała w dzieciństwie takiej miłości. Ojciec i matka byli zapracowani. Wiecznie nieobecni. Ona – jedynaczka. W domu panował smutek, powaga i milczenie. A kiedy wydawało jej się, że znalazła prawdziwą miłość, tę jedyną i do grobowej deski, nie mogła zajść w ciążę. Ta kobieta urodziła dziesiąte dziecko, a Anka nie mogła mieć tego jednego, tak bardzo upragnionego. Leczyła się. Odwiedziła setki specjalistów. W jej miłość i życie wdarł się nadzór. Kontrola nad zajściem w ciążę. A kiedy się udało. Poroniła. Mąż ją zostawił. Nie potrafili poradzić sobie z tym smutkiem, który całkiem zabił ich miłość. Dlatego Anka pomoże tej kobiecie, bo nie ma już nic do stracenia.
Anka otworzyła akta sprawy. Na samym wierzchu znajdowała się mała kartka w trzy linie. Na niej pismo dziecka: święty mikołaju, w tym roku chciałbym, żeby mama była cały czas z nami. Kocham ją. I żeby już nikt w szkole mi nie dokuczał. Nie przynoś prezentów, tylko im powiedz, żeby się ze mnie nie śmiali i nie popychali w szkole. Adaś.
Anka pamiętała, kiedy ośmioletni chłopiec przekazał jej ten list. Z wielką powagą poprosił, żeby go zaadresowała i wysłała do świętego mikołaja. Nie mogła się powstrzymać i przeczytała go w domu. Wtedy też popłynęły łzy.
Anka miała już plan. Weźmie jednak tę cholerną sprawę do swojego pustego domu. Ubrała się szybko i prosto z sądu pojechała do szpitala. Na oddział noworodkowy.