+48 736-84-84-44

Kula albo przedwieczna Nadzieja w wojennym czasie

Czarna Kula była światłością. Tchnieniem bez początku. Istnieniem bez kresu. W niej był wszelki oddech i początek myśli. W niej rozbłysła wolna wola. Na wierzchołku kulistego Kryształowego Berła zabarwiła się krwią.

   Najstarsze byty otrzymały ogromne, kosmiczne skrzydła i moc zapalania słońc – pierwszych lamp Czarnej Kuli. Lecz rosła pycha w szafirowych sercach, gdy ogniste oczy pierwszych dzieci ujrzały stworzoną przez siebie potęgę. Ogrom świetlistych wirów z milionami gwiazd i dalekosiężnym programem tęczowego życia. To ono miało wypełnić nieskończoną i tajemniczą otchłań. Uskrzydleni zapragnęli rodzicielskiego i pańskiego Berła oraz Tronu. Chcieli zastąpić Wieczną Mądrość! Ich wierność i nieposłuszeństwo rozpętały pierwszą wielką wojnę. Burzę na szczytach istnienia.

   I pokruszone zostały tęczowe pragnienia, które spłonęły w ogniu własnego buntu i oddania Złotego Wojownika. Promienne, niebieskie płatki wielu najwyższych, lecz zbuntowanych i uskrzydlonych Kwiatów stały się wiotkie, szare i śmiertelne. Zwiędłe głowy mędrców i panów słońc mieszkających w mocy Laski Władzy, zaczęły spadać w nieprzeniknioną czerń. Leciały długo, mijając rozmaite domeny, aż pochwyciła je nieduża, żółta gwiazda. Wieczna Kula w swym nieskończonym miłosierdziu zostawiła w nich iskrę życia, gdy runęły z hukiem na niewielki, błękitny świat. Gdy potrząsnęły kolebką czerwonego człowieka. A ten nie był od nich mądrzejszy, chociaż przeznaczono go do rzeczy wielkich. Chociaż miał kiedyś zostać młodszym Niebieskim Dzieckiem. Od dobrych uczynków wolał jednak marzenia o nieskończonej ponoć wielkości, do której bramą była władza, a więc stalowe podboje i rozlew czerwonej krwi. Tylko nieliczni dwunożni uznali wielkość i rodzicielstwo Czarnej Kuli i liczyli się z głosem sumienia. Pozostali więc po stronie Wiernych Róż albo Szafirowych Kwiatów, którym przewodził Złoty Wojownik albo Złota Tarcza, najbardziej oddani skrzydlaci kulistej Wieczności. Pojawienie się Zwiędłych albo Smolistych Rebeliantów większości ludzi było więc na rękę.

            Czarna Kula w nieskończonym miłosierdziu i miłości zrodziła Wielkie Serce. Dwunogiego niebieskiego Siewcę Pokoju. To on zgodził się iść drogą cierni i upodlenia, aby zapłacić za wszelkie złe czyny czerwonego człowieka i wyrwać go z kolców Najwyższej Smolistej Róży, która mamiła go wciąż piaskowymi bramami prowadzącymi do rdzewiejących zaszczytów. Lecz wojowniczy dwunodzy odrzucili łaskę Wiecznej Kuli i Wielkie Serce przebili nienawiścią. Mały błękitny świat okryły chmury pychy. Czerwony człowiek porzucił wszelkie obiecane możliwości wysokich sfer ukazywane mu przez mędrców i sam postanowił zostać bogiem. Obok metalowych ptaków, które niosły go ponad Błękitnym Światem, stworzył metalowe sługi. Te miały przynieść mu owoce z gwiezdnych ogrodów, nieprzeliczone bogactwa zapewniające sławę, a nawet nieśmiertelność. Nowe dni nie stały się jednak lepsze. Człowiek nadal cierpiał, chociaż uwierzył w swój niepowtarzalny umysł, w jego niezwykłą moc, która miała zapewnić mu wieczność. Poddany naturze czerwony człowiek prowadził wyniszczające wojny, głodził braci i walczył wciąż z nowymi chorobami. W końcu, widząc śmierć swoich dzieci, zasmucił się bardzo i skruszony jak nigdy dotąd spojrzał ponad gwiazdy.  

   A istota Czarnej Kuli, która pozostała obok dwunogiego dziecka, w swej nieskończonej miłości pojaśniała jak miliony słońc! Przeminęła noc chorób i głodu. Zniknęły pustynie, a ziemię oplotła tęcza wszelkiego owocu. Pełen zachwytu czerwony człowiek uszanował to i zaniechał przemocy. Ze sztandarem Wiary i Sumienia stał się nowym stworzeniem. Wiedział już, że u boku tak potężnego rodzica może naprawdę wszystko.

Przejdź do treści