Te ludzie, to jakieś niedomiauczone są – dumał kocurek. – Przecież ich króla, Popiela, myszy zjadły.
I jak się tu nie czuć lepszym gatunkiem od nich?
A z drugiej strony…
Tak, czasami go przerażali – podobno kiedyś robili ulice z kocich łbów.
Potrafili nawet utuczyć swoje małe – niejakiego Jasia i Małgosię, by potem chcieć ich zjeść!
Kocurek popatrzył na swe tłuste brzuszysko. Zerknął na miseczkę pełną kocich łakoci i aż sierść mu się zjeżyła.
Moja ludzia chce mnie zjeść! To o to chodzi…
Uciekł więc kocurek i jeszcze przez kilka miesięcy natykał się na swoją podobiznę, ponaklejaną na latarniach.
– No ładnie, ale mają na mnie apetyt…