14/2026
Znaki
Gdyby moja doczesność zakończyła się
drastycznie i ciało czekało na identyfikację
pamiętaj że pod prawym policzkiem
ukrywałam bolesną bliznę
Gdyby jednak twarz zatraciła dawny wyraz
pamiętaj o zabliźnionym półokręgu
na prawej piersi wokół sutka
skąd chirurg usunął niepokój
Gdybym musiała poświęcić kobiecość
pamiętaj o zakończeniu lewego uda
tam znajdziesz bruzdę z dzieciństwa
po udanym skoku w przepaść
Gdyby jednak to co zewnętrzne
okazało się niezdatne do oględzin
nie zapomnij że przechowuję
DNA we fragmentach naskórka
bym mogła przyznać się do siebie
własny krzyż wbić w ziemię
i zamieszkać pod oswojonym kamieniem
by moje życie pozostało dla ciebie
Szczególne
Złodziejka
Tak przyznaję się
Nie mam nic na swoją obronę
W tamtym momencie nie dbałam o jutro
Gdy przechodziliśmy przez jesienny park
i noc tak czule żegnała miniony dzień
włamałam się do jego kieszeni
gdzie ukrywał lewą dłoń
i ukradłam odrobinę ciepła
i tak bardzo powstrzymywałam się
przed ponownym naruszeniem
nietykalności cielesnej
Musiałam patrzeć jak moje słowa
rozbijają się na szybie zimnych oczu
strącał je z płaszcza za koleją
jak niechciane paprochy
co szpecą wizerunek
wtedy dotarło do mnie
że w życiu za mało cenimy
rzeczy których nie zrobiliśmy
Stodoła
Ojciec kochał teatr
a że miał do stolicy daleko
i prac na roli ogrom
zbudował wielką stodołę co pomieści
zboże i jego aktorskie zapędy
bo nie samym chlebem żyje człowiek
potrzebuje też rodzinnych igrzysk
Nie znaliśmy dnia ani godziny premiery
znienacka wcielał się w rolę
wierzeje stawały się kurtyną
a za nimi własna szubienica
Gdy stanowczym ruchem
nakładał na szyję stryczek
widownia w błagalnym tonie
padała przed nim na kolana
I wisi do dzisiaj w tej stodole
taką na wiek obrał rolę
A bisy odgrywa w naszych snach
Matka i córka
Po lewej stronie moja córka – życie
pęczniejący kłos pszenicy
łąka ukwiecona perspektywami
ptasi entuzjazm przed pierwszym lotem
Po prawej stronie moja matka – śmierć
przejrzały owoc z wyślizgującą się pestką
pożerana zdobycz w łapach czasu
rżysko po ściętej egzystencji
Pośrodku ja w jednakiej służbie
przypływom i odpływom istnień
Każda z nas jak okno
za którym ezoteryczne światło:
zaczyna się żarzyć płonie miarowo dogasa
Jedno ciało naciągnięte na trzy oblicza dusz