+48 736-84-84-44

Oboje siedzieli na kanapie i bez słowa patrzyli na srebrzący się w popołudniowym słońcu radiomagnetofon. Całkiem niedawno weszli do mieszkania i w powietrzu czuć było jeszcze lekki zaduch charakterystyczny dla niewietrzonych od kilku dni pomieszczeń. On chciał od razu posłuchać nagrania, ale Hanka wolała najpierw napić się kawy. Natychmiast zaczęła krzątać się w kuchni, wyczarowała nawet mleko kokosowe i już po chwili szumiał czajnik. Lubił patrzeć na nią, kiedy była czymś zaabsorbowana. W ogóle lubił na nią patrzeć. Odkąd wrócili do siebie po niemal trzydziestu latach rozłąki, nieustannie myślał o niej i nie mógł doczekać się każdego następnego spotkania.

– Gotowe! – powiedziała, stawiając parujące kubki na niskiej ławie.

Jeszcze przez moment wpatrywali się w odtwarzacz.

– Do trzech razy sztuka – mruknął.

– Naczekaliśmy się! – dodała z uśmiechem. – Ale teraz już musi się udać.

Pomyślał, że to jej zdanie może dotyczyć nie tylko odtworzenia archaicznej kasety, ale także ich związku, choć jej najpewniej chodziło o odsłuchanie dawnego nagrania licealnej randki, którą kiedyś nagrał w swojej klitce bez jej wiedzy.

– A może nie słuchajmy tego – powiedziała niespodziewanie, odstawiając filiżankę na blat. – Czort wie, co tam jest.

Oboje się roześmiali.

– Kociaku, a cóż tam może być? – zapytał retorycznie. – Jestem w stanie powiedzieć nawet bez słuchania: narzekanie na matematyczkę, nasze migdalenie się, moje próby zatrzymania cię u mnie dłużej.

– Pewnie tak…

Wyciągnął kasetę ze zmatowiałego plastikowego pudełka i przez dłuższą chwilę patrzył na nią. Oryginalnie była tam nagrana jakaś bajka dla dzieci – fragmenty nadrukowanych napisów, wyzierały jeszcze spod naklejonego przez niego białego kartonika. Najwyraźniej brakowało mu wtedy kaset, więc postanowił poświęcić oryginalne nagranie. Na kartoniku było napisane flamastrem tylko jedno, wyblakłe już dziś słowo: HANKA.

– A może to wina kasety, nie magnetofonów?

Jeszcze raz uważnie popatrzył na trzymany w ręku przedmiot.

– Raczej nie – zawyrokował. – Szpulki działają bez problemu, nic się nie zacina. W tamtych poprzednich odtwarzaczach taśma wcale się nie poruszała. Po prostu były uszkodzone.

– No tak…

Po cudownym odnalezieniu rzeczonej kasety, nawet nie przypuszczali, że jej odsłuchanie nastręczy tylu problemów. Najpierw pożyczyli od znajomego walkmana i przyglądali się miniaturowemu odtwarzaczowi, jakby patrzyli na trylobita. Potem on z namaszczeniem umieścił w nim kasetę, założył słuchawki i uroczyście wcisnął przycisk z napisem: PLAY. Już niemal widzieli oczami wyobraźni jego ciasny blokowy pokoik z regałem, ciężkim biurkiem i kanapą, na której zwykle się całowali, rzucając niespokojne spojrzenia w kierunku matowej szyby w drzwiach. Wszak za ścianą siedzieli jego rodzice i w każdej chwili do pokoju mogła wejść matka z niewinnym pytaniem:

– Może zrobić wam kanapki?

To były ich najszczęśliwsze, licealne lata, kiedy życie wydawało się jeszcze tonącym w słońcu gościńcem, którym podążali w kierunku wspólnej szczęśliwej przyszłości. Jeszcze wszystko było jak dawniej – można było wpaść do dziadków, zjeść wyśmienitą babciną leguminę i odpocząć na leżaku pod rozłożystym orzechem. Jego ojciec jak zwykle witał ich z ironicznym uśmieszkiem i czym prędzej wracał do lektury Przygód Dobrego Wojaka Szwejka. Matka stale krzątała się po kuchni, bo swoją pogodę ducha czerpała z domowego życia, będącego całym jej mikrokosmosem i najbardziej cierpiała na wczasach, zmuszona do męczącej bezczynności. W tamtych latach nikt z nich nie zdawał sobie sprawy, że tuż za horyzontem zbierają się potężne burzowe chmury i już za chwilę nawałnica zdmuchnie tę ich idyllę, unicestwiając dziadków oraz ojca, a w konsekwencji też związek z Hanką.

Patrzyli na odtwarzacz w napięciu. Nic się nie działo. Rolki kasety pozostawały nieruchome. To było wielkie rozczarowanie. Przecież bardzo cieszyli się na ten wyczekiwany seans wspomnień, to nagranie miało być ich bramą do przeszłości i jeszcze bardziej scementować ich obecny związek.

– Daj mi założyć – poprosiła Hanka.

Zdjął więc słuchawki i podał jej. Znowu spróbował uruchomić odtwarzacz, ale ponownie bez rezultatu.

– Jesteś pewien, że baterie są dobre? – zapytała.

– Włożyłem nowe.

– No to klops. Zepsuty.

Hanka zastanowiła się przez moment.

– Słuchaj! Ja wiem, co zrobię! Przecież Radek ma taki stary radiomagnetofon! Powiem, żeby go wziął, jak będzie jechał do Kaśki.

Radek był chłopakiem jej córki, z którym spotykała się już od roku. Tak więc musieli uzbroić się jeszcze w cierpliwość. Przez następnych kilka dni kaseta stała się w ich wyobraźni niemal przedmiotem niemal magicznym. Spotykali się codziennie, siadali na sofie, a ich wzrok automatycznie wędrował ku archaicznemu nośnikowi. Po raz enty brali kasetę do rąk, przyglądali się jej i potrząsali, jakby chcieli wysypać z niej na ławę, wszystkie zapisane tam słowa. Wreszcie kilka dni później Hanka przywiozła radiomagnetofon. Wyglądał na bardzo wiekowy i był nieco przykurzony.

– Ma swoje lata – powiedziała w odpowiedzi na jego sceptyczne spojrzenie. – Ale Radek mówi, że jeszcze niedawno działał…

– Zobaczymy – mruknął.

Mieli wrażenie, że odgrywali już dokładnie taką samą scenę: to samo miejsce, to samo uczucie nieco nerwowej antycypacji… Hanka podłączyła urządzenie do prądu, a on włożył kasetę. Popatrzyli na siebie i wcisnął klawisz odtwarzania. W głośnikach panowała cisza.

– No nie! – Hanka niemal się rozpłakała.

– Spokojnie. Może to jest sam początek taśmy – próbował być głosem rozsądku. – Spróbujmy przewinąć.

Wkrótce okazało się, że mechanizm przewijania również nie działa. Wydobyli kasetę i zrezygnowani odstawili odtwarzacz na podłogę. W pokoju zapanowała cisza.

– Jakieś fatum – powiedziała w końcu Hanka.

– Żadne fatum. To są przecież bardzo stare urządzenia – tłumaczył racjonalnie. – Dużo tam precyzyjnych elementów, które łatwo mogą ulec uszkodzeniu. Do tego dochodzi kurz i inne zanieczyszczenia. Kto wie, może kiedyś magnetofon był czymś zalany?

– Pewnie masz rację, ale ja tak bardzo chciałam posłuchać… – powiedziała jak dziecko.

– I posłuchasz. Zapytam Marcina. Może on coś poradzi…

Marcin był jego przyjacielem od zawsze. Pasjonował się muzyką, miał setki kaset i dziesiątki tysięcy płyt CD. Była szansa, że jest jeszcze w posiadaniu jakiegoś odtwarzacza. Zadzwonił do niego jeszcze tego samego wieczoru.

– Skąd! – przyjaciel szybko rozwiał jego nadzieje.– Najszybciej w Muzeum Techniki.

– Co robić?

– Słuchaj, a ty nie możesz pożyczyć czegoś ze swojej szkoły? To są zwykle skanseny.

– Moja szkoła ma dopiero pięć lat. Tam są same tablice interaktywne i laptopy.

– No tak…

Przez kilka następnych dni nie widział się z Hanką, bo miała dyżur, a potem on musiał sprawdzać poprawy testów. Któregoś wieczoru odłożył czerwony długopis i  zapatrzył się na szarzejące w oddali bloki. W tej samej chwili rozdzwonił się telefon.

– Kotku! – wykrzyknęła Hanka. – Znalazłam u siebie magnetofon!

– Jak?! Gdzie?!

– Nie uwierzysz! Był pod nosem, w gabinecie. Usiadłam tam po pracy, zaczęłam wodzić wzrokiem po regałach i nagle… Bingo! Stał tam sobie na najwyższej półce. Jutro go przywiozę.

– Miejmy nadzieję, że działa – zaśmiał się.

– Nic nie mów, bo zapeszysz.

– Już milczę na ten temat – zapewnił. – Kociaku, o której jutro?

– Przyjadę po pracy, koło piętnastej, ale nie stercz na balkonie!

– Postaraj się być w miarę punktu…

– Już zaczynasz? – nie dała mu dokończyć. – Piętnasta z hakiem.

– Ale hak nie za wielki.

– Chcesz się pokłócić? – zapytała niby poważnie, ale była to ich codzienna gra.

– Kocham cię!

– No, to rozumiem.

Następnego dnia po południu siedzieli blisko siebie na kanapie, patrząc bez słowa na srebrzący się w słońcu radiomagnetofon. W końcu wydobył kasetę z pudełka, włożył do odtwarzacza i wcisnął przycisk: PLAY. Głośniki wypluły z siebie jakieś trzaski, potem pojawił się szum nagrania. Popatrzyli na siebie i dotknęli swoich dłoni.

Magda, zostań jeszcze – usłyszeli jego głos sprzed 30 lat.

Mało ci było? – odpowiedziała dziewczyna.

Z tobą zawsze jest mało.

Hanka gwałtownie odsunęła swoją rękę i zmarszczyła czoło.

Dobrze, ale tylko pięć minut.

Na nagraniu słychać było mruczenie i ciche jęki. Poczuł, jak po plecach cieknie mu stróżka potu. Hanka z całym impetem uderzyła w klawisze magnetofonu.

– Magda?! – wrzasnęła. – Ty i Magda?!

Poderwała się i wybiegła z pokoju.

– Kociaku, wszystko ci wyjaśnię – rzucił w panice.

Huknięcie drzwi do mieszkania, zabrzmiało jak wystrzał armatni.

Przejdź do treści