„Patrzysz z taką nieśmiałością…” [list]

Ubrałeś mnie w biały kaftan i zafundowałeś przymusowy „miesiąc miodowy”. Nie tak go sobie wyobrażałam. Mieliśmy spędzić czas tylko we dwoje, szczęśliwi, kochający się nieprzytomnie. Beztroska bawialnia, lekarstwem na okaleczoną duszę. Czarne wrony towarzyszyły mi w dzień i w nocy. Otuliły ciepłym szalem miłosierdzia, na stopy wsunęły ciepłe paputki spokoju. Karmiły zbawiennymi modlitwami. Wyciszona, otumaniona i drętwa  wyczekiwałam zbawienia. Pomogło na chwilę..Oglądam twoje fotografie, wracam do wspomnień i szaleję z bólu. Znowu trauma tycznie kipię, krew w żyłach wrze. Małe potworki pożerają obolałe ciało, zadając ból, a duchy niepokoju odwiedzają mnie bez zapowiedzi. Tracę na wadze…

Magnolia kusi zapachem. Różowe mydełko delikatnie muska moje ciało. Czuję się świeżo i młodo. Znowu jestem ładna, rude włosy nabierają kolorytu, piegi zdobią twarz. Ty to spostrzegasz. Pijemy czerwone wino, cicho przygrywa muzyka. Widzę ciebie. Patrzysz z taką nieśmiałością. Nie pierwszy raz wołasz: „ Czekaj na mnie. Tylko czekaj na mnie”.

Moja głowa, pełna różnych myśli, nie pracuje dobrze. Łzy zalewają twarz. Oczy widocznie popuchnięte. Łykam pastylki i uciekam w sen. Ciągle śpię. Znowu mi się śniłeś. Rozmawialiśmy przez telefon. To tak bardzo boli. Oglądam twoje fotografie, wracam do wspomnień i za chwilę chowam je głęboko do szuflady. Znowu wyciągam. Nie jadam obiadów, nie jadam kolacji. Nie jestem głodna. To już szósta kawa tego dnia. Ona trzyma mnie przy życiu. Papierosy smakują wyjątkowo dobrze. Palę o wiele za dużo. Za oknem słońce, a ja uciekam w ciemność. Zakopuję się w łóżku. Tu mi dobrze. 

Magnolia pięknie pachnie. Kilkoma kroplami perfum nasączam szyję. Wabię cię zapachem. Głęboki dekolt uchyla zarys moich małych piersi. Ukradkiem zaglądasz w jego zakamarki. Czerwienię się. Gdy przysuwasz się do mnie, czuje Twój zapach, znowu żyję. Widzę ciebie. Patrzysz z taką nieśmiałością. Nie pierwszy już raz wołasz: „ Czekaj na mnie. Tylko czekaj na mnie”.

Wokół tłumy ludzi. Mówią do mnie. Coś mówią. Zamknęłam się i czekam, może zapukasz do drzwi. Może zapukasz. Jestem na końcu świata, nie widzę powrotu bez ciebie. Szare ludziki, jak grzyby po deszczu biegną w moim kierunku. Próbują mnie obudzić. Ja ciągle śpię. We śnie słyszę twoje słowa: „ czekaj na mnie, tylko czekaj na mnie”. Cóż mam robić. Kąpie się w kałuży łez. A ty ciągle patrzysz z taką nieśmiałością…