fbpx
Zaznacz stronę

,,PAN RYŚ – WŁÓCZĘGA” Opowieść o reżyserze Ryszardzie Ordyńskim

Pan Ryś – bo tak mówili na niego najbliżsi, a włóczęga, bo tak podsumował życie we wstępie swej jedynej książki pt. ,,Z mojej włóczęgi”: ,,Lądy i morza, ludzie i talenty, marzenia i osiągnięcia. Gdy spojrzę z boku: spory kawał życia. Kawał życia artysty, skazanego i skazującego się dobrowolnie na włóczęgę.”[1]

Dzieciństwo/ młodość/ pierwsi mistrzowie:

Ryszard Ordyński przyszedł na świat 05.10.1878r.  jako Dawid Blumenfeld  i dopiero w roku 1900 zmienił nazwisko na Ryszard Stanisław Kazimierz Ordyński.

Jego rodzice to: Emilia  Blumenfeld z domu Herlinger i Ignacy Blumenfeld – Ordyński, wyższy urzędnik kolejowy. Ryszard miał prawdopodobnie trzech braci: Mariana (właśc. Władysława Zdzisława, o którym wiadomo tylko, że został aktorem i zakończył swe życie śmiercią samobójczą), Adama i Bolesława (o tym ostatnim wiadomo jedynie, że korespondencję Ryszard wysyłał do niego na adres: Warszawa ul. Jasna 17).

Ordyński urodził się wprawdzie w Makowie Podhalańskim, ale bardziej związany był z Krakowem, gdzie od wczesnych lat mieszkał i pobierał nauki, najpierw  w gimnazjum im. Sobieskiego (ukończone w 1896r.), a następnie na Uniwersytecie Jagiellońskim (na wydziale filozoficznym).

Już wtedy zawarł znajomości z takimi późniejszymi sławami teatru jak: Stanisław Wyspiański, Leon Schiller czy  Juliusz Osterwa. Wyspiański był nawet sąsiadem Ordyńskich, mieszkali przez jakiś czas na tym samym piętrze kamienicy przy ul. Zacisze 2, gdzie Wyspiański odnajmował jeden pokój od Ordyńskich na swą pracownię, a dzieciaki (w tym Ryś) pozowały Wyspiańskiemu do portretów. 

Ryszard w dzieciństwie cierpiał na astmę i związaną z nią bezsenność, a Wyspiański słysząc kaszel młodego sąsiada, często zwykł go pocieszać, że ,,to duch w jego wątłym organizmie nie może się pomieścić i odbiera mu oddech”.[2] Tę przyjaźń opisał zresztą sam Ordyński, więc oddajmy mu głos: ,,Z biegiem lat wytworzył się między nami serdeczny stosunek. Wyspiański zachęcał mnie do mówienia o moich marzeniach teatralnych. Żywo zainteresował go fakt, że na zabój pisałem sztuki i że niemal natychmiast po napisaniu je paliłem. (Gdy zabierałem się do pisania, pomysł mój podobał mi się i wszystko szło dobrze. Ale po ukończeniu ostatniego aktu stawałem się diablo krytyczny, wszystko przestawało mi się podobać i w końcu płód mojej wyobraźni niszczyłem.) Wyspiański beształ mnie za to, mówiąc pół żartem, że powinienem i innym zostawić przyjemność krytykowania czy nawet tępienia tej pisaniny, jak ja tę swoją <<twórczość>> nazywałem.”[3]

Kiedy Ryszard był już studentem, pewnego dnia w kawiarni Turlińskiego odnalazł go Wyspiański i gdy wyszli pospacerować po krakowskich Plantach odezwał się tymi słowy: ,,Pan mnie łatwiej zrozumie, bo i pan kocha teatr i chce się mu ostatecznie poświęcić. Bo ja właśnie wracam z drukarni…Wyciągnął z kieszeni pierwszy egzemplarz <<Legendy>> i dał ją z jakimś jakby lękiem, który tłumaczyć można jego niezwykle wrażliwą naturą. Moment niezapomniany: wielki artysta drży i wstydzi się swej wielkości przed sztubakiem, żywiącym naiwną, ale czystą adorację do niego.<<Artyście, który kocha teatr – od tego, który chce pisać dla teatru >> – tak brzmiała dedykacja na egzemplarzu <<Legendy>>”.[4]

W tamtym czasie Ordyński poznał również Jana Matejkę oraz Karola Estreichera – dyrektora Biblioteki Jagiellońskiej, który wyszukiwał mu dramaty historyczne i wprowadzał w świat roli teatru.

A Pana Rysia, jak nazywali go najbliżsi, do teatru ciągnęło.

Niestety praca zawodowa na pewien czas uniemożliwiła mu kontakt ze sceną. Po studiach pracował bowiem jako nauczyciel gimnazjalny w Jaśle, Bochni i Krakowie. Ale za to praca dawała mu pewien rodzaj stabilizacji finansowej, który umożliwiał podróżowanie. W tamtym czasie Ryszard wyjeżdżał do Wiednia, Berlina, Paryża, Londynu, a także do Moskwy i Petersburga. W każdym z tych miast odwiedzał teatry i nawiązywał kontakty z tzw. środowiskiem teatralnym. A, że był człowiekiem towarzyskim, inteligentnym, żywo zainteresowanym nowościami i chłonnym ich, a przy tym  znającym języki, łatwo przychodziła mu integracja z cudzoziemcami.

W Krakowie zaś swój teatralny ślad najbardziej odcisnęli na nim trzej twórcy: Pawlikowski, Kotarbiński, i Wyspiański, do którego stosunek Rysia był niemal nabożny. Od Pawlikowskiego uczył się realizmu, naturalizmu i zespołowości, od Kotarbińskiego czerpał swego rodzaju nowatorstwo widoczne zwłaszcza w podejściu do repertuaru romantyków, zaś od swego Mistrza pewien eklektyzm łączący obu poprzednich.

Max Reinhardt – ten, który pozwolił rozwinąć skrzydła i otworzył okno na świat.

Wiele źródeł podaje, że w 1909r. Ordyński ,,zetknął się” z reżyserem Maxem Reinhardtem (właśc. Maximilianem Goldmannem), ale co to znaczyło w praktyce i jak właściwie do tego doszło?

Otóż zaczęło się od tego, że przyjaciel Ordyńskiego, aktor Jerzy Leszczyński bardzo entuzjastycznie opowiadał o czterech wyreżyserowanych przez Reinhardta przedstawieniach: ,,Zbójcach”, ,,Fauście”, ,,Hamlecie” i ,,Śnie nocy letniej”, które widział na Festiwalu Teatralnym  w Monachium.

Jeszcze tego samego roku latem Ordyński również obejrzał owe sztuki, jako widz i krytyk teatralny, bowiem pisał z nich recenzje do polskiej prasy m.in. do ,,Nowej Reformy”, ,,Gazety Powszechnej”, ,,Dziennika Krakowskiego”, ,,Krytyki” i warszawskiego ,,Świata”. W taki sposób zbliżył się do wiedzy o teatrze niemieckim i został…tu wersje są dwie: oficjalna podawana przez periodyki i strony teatralne oraz ta z autobiografii Ordyńskiego:

wersja I

W roku 1910 Ordyński wyjechał do Monachium, gdzie został wolontariuszem u Maxa Reinhardta, który: ,,…nie miał uczniów, lecz szereg wybitnych cudzoziemców w ciągu kilku lat pracujących jako wolontariusze w jego sztabie”.[5]

U Reinhardta wkrótce awansował z wolontariusza na asystenta reżysera, a  następnie na reżysera samodzielnego oraz wykładowcę w berlińskiej Szkole Dramatycznej przy Deutsches Theater.

wersja II

,,W sezonie 1909 – 1910 zbliżyłem się do teatru niemieckiego i do samego Reinhardta w Berlinie, a już w czerwcu r.1910 odbyłem z nim <<kampanię brukselską>> jako zaproszony gość – asystent. Gdy Reinhardt w lecie r.1910 po raz drugi z całym swym zespołem berlińskim przyjechał do Monachium, byłem już niejako jego asystentem. Mistrz wtajemniczał mnie  w prace inscenizacyjne, omawiał ze mną obsadę, wolno mi było – co już uważać mogłem za poważny dowód zaufania – siedzieć obok niego za stolikiem reżyserskim, przy którym do tej pory nie było miejsca na drugą osobę”.[6]

Tak czy inaczej, poznanie i praca dla Reinhardta, to jeden z przełomowych momentów zawodowego życia Ryszarda. Bowiem to właśnie Reinhardt – reżyser światowej sławy, jako pierwszy umożliwił Ordyńskiemu tak szeroki i wszechstronny rozwój, obdarzając ogromnym zaufaniem, dając swobodę twórczą i niezależność, która chwilami zadziwiała nawet samego Ryszarda. Pewnego dnia podczas próby do spektaklu ,,Komedia omyłek” Reinhardt nagle zniknął i Ordyński jakoś tak odruchowo zaczął po raz pierwszy podejmować próby reżyserowania i udzielania aktorom rad. Po blisko dwóch godzinach, gdy był zadowolony z efektów gry poszczególnych aktorów, zarządził przerwę. Wtedy zza kulis wyszedł Reinhardt i powiedział Ryszardowi, że właśnie zdał egzamin. I uzasadnił:,, […] dla pańskiej wiedzy o teatrze mam duży szacunek, nasze rozmowy o reżyserii dały mi również sporo nadziei. Ale dyskusja, to nie wszystko. To tak jak pływanie na podłodze. Musiałem pana wrzucić do wody.”[7]

 Nie inaczej było z…

,,Sumurun”

To pantomima, którą Reinhardt najpierw wystawił w Berlinie, a następnie objechał z nią pół świata. I którą w Warszawie w 1913r. wystawił Ordyński, sam grając w niej rolę Garbusa i po raz pierwszy zatrudniając nikomu wtedy nieznaną Polę Negri.

Pantomima w dzisiejszym rozumieniu jest ukazywaniem na scenie zdarzeń czy emocji bez użycia słów, natomiast wtedy była to raczej rewia erotyczno- baletowa.

Tak współpracę z Polą Negri wspominał sam Ordyński: ,,Ładna i świetnie zbudowana, o pięknych ciemnych oczach Pola Negri, pasowała niemal idealnie do tej czołowej  roli.[…] Nie szczędziłem jej w robocie, poza normalnymi próbami schodziłem się z nią na scenie w godzinach popołudniowych […] górowała znakomitą techniką taneczną, która wynagradzała zrozumiałe u tak młodziutkiej artystki braki w grze.[…] Była urocza. Zwinność ruchów i świeżość młodego i gibkiego ciała, zielono – srebrny kostium i brązowa, lśniąca karnacja ciała tworzyły postać dość niezwykłą, a nawet niesamowitą, mającą w sobie coś kociego czy wręcz diabolicznego. […] Zanim jednak w takiej postaci wystąpiła, musiałem stoczyć zabawną kampanię. Otóż Pola Negri, w czasie wszystkich prób ślepo idąc za moimi wskazówkami, broniła się jednak przed uszminkowaniem całego ciała brązowym płynem. Nie chcąc jednak wprost mi oponować, zwróciła się poza moimi placami o poparcie do najwyższej instancji, a więc do  Śliwińskiego[8], a potem do Małyszewa[9].” [10]

Obaj panowie zaprosili Ordyńskiego do swej loży, poczęstowali kawiorem i szampanem, po czym grzecznie poprosili, aby Polusi nie zeszpecić szminką. Ordyński wprawdzie zjadł z panami eleganckie śniadanie, ale od planów swych nie odstąpił. Osobiście nakładał gąbką wodną brązówkę na zapłakaną Polę, od stóp do głów. Nie było w tym cienia złośliwości, była to dbałość o detale i pewność swego pomysłu. Efekt przeszedł najśmielsze oczekiwania. ,,Górne, tajemnicze niebieskie oświetlenie w połączeniu z czerwonym reflektorem stworzyło efekt fascynujący. Na brązowej lśniącej skórze tancerki tworzyły się bajeczne refleksy spotykających się świateł.[…] 

Promieniejąca Pola ucałowała mnie serdecznie.<<  Namazane bóstwo >> już się na mnie nie dąsało ”[11]– podsumował całe zdarzenie Ordyński.

Panie Ordyńskie, czyli cztery żony:

Pierwszą żoną Ryszarda, o której wiemy najwięcej, była urodzona 16 lutego 1882 roku Julia Stefania  z domu Stadnik (choć wiele źródeł błędnie podaje jej nazwisko jako: Stanik)[12]. Stefania była artystką malarką, żyła w latach 1882-1968, znana jako Stefania Ordyńska vel Julia Stefania Ordyńska vel Julia Stefania Ordyńska – Morawska.

Ślub kościelny między Stefanią i Ryszardem został zawarty 18.01.1903r. w Wielopolu Skrzyńskim[13], gdzie urodziła się i wychowała panna młoda oraz gdzie młodzi się poznali. Ryszard był bowiem w owym czasie nauczycielem gimnazjum w Jaśle oraz równolegle korepetytorem czy też guwernerem u rodziny Stadników.

Stefania miała czworo rodzeństwa: siostry Zofię (po mężu Goos), Marię (po mężu Golonkę, żonę Karola), Helenę (po mężu Golonkę, żonę Zygmunta) oraz brata Kazimierza.

Warto nadmienić, że Ryszard początkowo oświadczył się Helenie Berger (późniejszej pani Kantorowej, matce Tadeusza), która była przyjaciółką panien Stadnikówien i często w ich domu bywała. Po odmowie Heleny, Ryszard zwrócił swe uczucia ku Stefanii (była nazywana swoim drugim imieniem) i to z nią się związał.

Ojciec Stefanii Aleksander Stadnik do 1903r, był rządcą majątku w Wielopolu Skrzyńskim, gdzie najpierw zarządzał dobrami rodziny Woyciechowskich, a następnie Heleny Pruszak-Brandtowej.

Dostrzegłszy talent plastyczny i predyspozycje malarskie Stefanii już we wczesnym dzieciństwie ,,ojciec ziemianin zachęcał córkę do pracy, kupował jej farby, ołówki, potrzebne książki, a potem wysłał do Akademii Krakowskiej”.[14]Ordyńska studiowała więc malarstwo w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, mając za profesorów wielu znakomitych i cenionych artystów”.[15]

W 1908 r. Stefania podjęła studia zagraniczne w Akademiach Sztuk Pięknych: najpierw w Rzymie, następnie we Florencji, a w roku 1910 w Paryżu.

Rok 1910 był znaczący zarówno w jej drodze zawodowej, jak i w życiu osobistym. W tymże roku zadebiutowała bowiem w Paryżu w Salonie Jesiennym. W 1910r. (choć niektóre źródła podają  też rok 1911)  drogi Ryszarda i Stefanii ostatecznie się rozeszły, wzięli bowiem rozwód, choć pozostawali w przyjaźni.

W latach 1916-1919 spędzonych we Francji (nie tylko w Paryżu) Stefania dużo tworzyła, wystawiała swoje prace w znanych galeriach i znajdowała nabywców swych obrazów na obu kontynentach. Zaprzyjaźniła się wówczas z Olgą Boznańską.

20.10.1920r. wyszła ponownie za mąż. Jej mężem został elektryk Włodzimierz Morawski.

W 1939r. (zapewne latem lub późną wiosną) przyjechała do Polski, by przygotować się do jesiennej wystawy swych prac w znanej warszawskiej ,,Zachęcie”. Wybuch wojny niestety nie tylko udaremnił realizację tych planów, ale także uniemożliwił artystce powrót do Francji, gdzie miała mieszkanie na Montpanasse przy ul. d’Amsterdam 100 i pracownię przy placu Clichy. 

Przywiezione na wystawę obrazy i grafiki spłonęły w 1944r. podczas powstania warszawskiego. To niewyobrażalna strata zarówno dla samej artystki, jak i dla dziedzictwa narodowego. Jakby tego było mało, cały jej francuski dorobek życiowy również przepadł.

Wojnę Stefania spędziła w Polsce w Brzesku u siostry Zofii Goosowej,  która odziedziczyła dom i ziemię po rodzicach. Był to zatem dom rodzinny obu pań, do którego Stadnikowie wyprowadzili się z Wielopola (mieszkając również po drodze w majątku Grabiny) prawdopodobnie jeszcze w 1903 lub 1904r.

W czasie okupacji Stefania związana była z Armią Krajową, na której zlecenie podrabiała i wyrabiała dokumenty. Do konspiracji weszła za swoimi siostrzeńcami: Czesławem i Władysławem Goosami, którzy niestety zginęli w czasie wojny. 

Obok utraty większości swych prac, przeżyła więc również osobiste tragedie.

W latach 1945 – 1947 mieszkała na przemian w Brzesku u siostry oraz w Krakowie, tęskniąc jednak za dawnym paryskim życiem, postanowiła wrócić do Francji. Powzięty zamiar zrealizowała w czerwcu 1947r. Zamieszkała wówczas w Paryżu przy ulicy Pierre Demours 25. Korzystała z pracowni dawnych znajomych, bo swoją utraciła, ale to już nie było to samo miasto, jakie pamiętała sprzed wojny. Paryż ją rozczarował, czuła się tam samotna i niezrozumiana. Ostatecznie wróciła do Polski 18 sierpnia 1962 roku i osiedliła się we Wrocławiu, gdzie jej sytuacja finansowa nie należała do stabilnych. Zwolniono ją  z opłat członkowskich w Związku Polskich Artystów Plastyków, zaś minister przyznał jej w styczniu 1968r. coś  w rodzaju rocznej zapomogi socjalnej w wysokości 700zł.

Niestety wkrótce potem – 10.02.1968r. zmarła. Niektóre źródła jako miejsce śmierci błędnie podają Warszawę, ale zmarła we Wrocławiu i została pochowana na cmentarzu Grabiszyńskim.

Jej prace były wystawiane w galeriach w Polsce i na świecie, zarówno przed wojną, jak i po wojnie. W samym Paryżu miała kilkanaście wystaw indywidualnych. ,,Stefania Ordyńska malowała głównie widoki Paryża i Lasku Bulońskiego, Concarneau, Port –Vendres, Collioure, Montfort, Dinard oraz Bretanii, Prowansji, Pirenejów, także morze, plaże, zalane słońcem małe porty, portrety, akty, sceny rodzajowe z rybakami i kloszardami, martwe natury, kwiaty, rzadziej sceny religijne, a po wojnie także kompozycje abstrakcyjne. Obok malarstwa zajmowała się też grafiką, projektowała sztukę użytkową, a w czasie I wojny światowej wykonywała artystyczne lalki w pracowni Stefanii Łazarskiej.”[16]
W 1962 roku otrzymała Oficerski Order Odrodzenia Polski „za zasługi na polu twórczości artystycznej”, nadany jej przez Prezydenta Polski na Uchodźctwie.

Jej prace znajdują się w Muzeum Narodowym we Wrocławiu i Muzeum Sztuki w Łodzi oraz w zbiorach prywatnych w Polsce i na świecie.

Drugą żoną Ryszarda Ordyńskiego została niemiecka aktorka i kolekcjonerka sztuki- Camilla Eibenschütz ur. 18.07.1884r w Kolonii. Była córką Anny Teresy Rosy Eibenschütz z domu Knorr oraz profesora muzyki Alberta Eibenschütz, a także kuzynką (po mieczu) znanej węgierskiej pianistki Ilony Eibenschütz.

Camilla zadebiutowała w 1906r. na deskach berlińskiego teatru w roli Wendli w sztuce Franka Wedekinda ,,Spring Awakening”(,,Przebudzenie wiosny”), a w 1907r. zagrała Julię w ,,Romeo i Julia Maxa Reinhardta, u boku znanego Włocha Alexandro Moissiego. U Reinhardta grała też inne role szekspirowskie między innymi Ofelię.

Camilla i Ryszard pobrali się w 1913r. Wszystko wskazuje na to, że poznali się dzięki reżyserowi Maxowi Reinharadtowi, który zatrudniał zarówno młodą aktorkę Camillę, jak i swego asystenta Ryszarda.

Małżeństwo trwało krótko (niestety nie udało się ustalić dokładnych ram czasowych) i zakończyło rozwodem.

Drugim mężem Camilli został niemiecki potentat firmy wydawniczej (wydawca wielu gazet, może nawet większości przedwojennej prasy niemieckiej) – Wolfgang  Huck (1889–1966). Mieli syna Andreasa Michaela Hucka, który przyszedł na świat w 1919r. Ale i to małżeństwo nie przetrwało, rozwiedli się na kilka miesięcy przed śmiercią Camilli, która nastąpiła 12.07.1958r. Aktorka miała wówczas 75lat. Mimo rozwodu z drugim mężem, została pochowana w Offenbach am Main w rodzinnym grobowcu rodziny drugiego eks-męża.

Trzecia żona Ryszarda Ordyńskiego to bardzo enigmatyczna postać, o której właściwie nic nie wiadomo poza tym, że takowa istniała. Była podobno Amerykanką i mieli wspólną córkę. Niestety personalia obu pań pozostają nieznane.[17]

Czwarta żona to Anna  z domu Steckiewicz ur. w 1917r. , z którą Ryszard wziął ślub w Stanach Zjednoczonych w 1941r.

Zmarła w 1970r i została pochowana w Los Angeles.

Kariera w Hollywood

Już dwa lata przed wybuchem pierwszej wojny światowej zaczął Ordyński pracować jako scenarzysta i reżyser w Hollywood. Na Broadwayu wystawił: ,,Wesołe kumoszki z Windsoru”, ,,Henryka IV” i ,,Makbeta”. Wyreżyserował też wtedy filmy:,, Nju”, ,,Flora bella”, ,,Papa Zoe Atkins” i ,,Sumurun”.

Sam Ryszard tak scharakteryzował Hollywood: ,,W dziwny sposób na tym terenie palm i filmów kojarzy się smutek i radość życia. Miłość i śmierć, tragedie i sukcesy, drzewa pieprzowe i eukaliptusy, przemycana wódka i toasty na bankietach spijane lemoniadą, fala miłosnych historii i historyjek słynnych << gwiazd >> i opary blagi i sztucznego podniecenia unoszące się nad tą krainą […] Trzeba dużego dystansu, aby otrzeźwieć i właściwie ocenić to wszystko”.[18]

Gwiazdy filmowe

Teda Bara/ Pola Negri/ Charlie Chaplin

Dla każdego kto zetknął się z machiną hollywoodzkiej fabryki snów, było oczywistym, że gwiazdy czy raczej kandydatki nań, zmieniały nazwiska przybierając egzotyczne pseudonimy, a dział reklamy Paramount wymyślał im nowe życiorysy. I tak:

Teda Bara, czyli w rzeczywistości Theodosia Burr Goodman ,,była córką Bernarda Goodmana, żydowskiego krawca z Polski, i Szwajcarki Pauliny Louisy de Coppett, lecz stała się  nagle <<córką arabskiej księżniczki i włoskiego malarza, zrodzoną jako owoc zdrożnych rozkoszy.>>. Według jej nowego życiorysu matka Thedy drogo zapłaciła za owe <<zdrożne rozkosze>> umierając przy porodzie.[…] Wychowana przez ojca w <<Ogrodzie Allaha>> na Saharze i wykształcona w Europie, była gwiazdą teatrów francuskich.[…] Mit funkcjonował pierwszorzędnie.”[19]

Wspominam tu o Tedzie ponieważ, gdy Ordyński pojawił się w Hollywood miała ona już status gwiazdy. Zaproponowała Ryszardowi napisanie specjalnie dla niej scenariusza, który miał być zamiennikiem tego, który przedstawiła jej wytwórnia Fox, a który  nie spotkał się z jej aprobatą. Ryszard przystał na propozycję, sądząc, że jest to sprawa jakiejś odległej przyszłości. Tymczasem Teda zatelefonowała do  niego w środku nocy (dokładnie o 3.00) twierdząc, że potrzebuje owego scenariusza już następnego dnia, gdyż Fox zgodził się na nowy scenariusz pod warunkiem, że otrzyma go najpóźniej nazajutrz wieczorem. ,,Tylko proszę o coś tak mocnego, żeby Fox nie mógł odrzucić. Dużo miłości i dużo krwi, koniecznie!”[20]–  powiedziała Teda Bara.

Taka była geneza powstania filmu:,, The Rose of Blood”(,,Krwawa róża”) z 1917r., opartego na opowiadaniu  Ryszarda Ordyńskiego pt. „Czerwona róża.” Niestety nie zachowała się żadna kopia filmu, a jedynie afisze.

,,Ryszard Ordyński, który w tym czasie przebywał w Hollywood w swoich wspomnieniach twierdził, że spędził z Chaplinem i Polą wiele miłych wieczorów i że para wyglądała na autentycznie zakochaną. Jako dowód ich zaangażowania podaje, że parę lat później, gdy ponownie spotkał się z Charliem, on wciąż pamiętał kilka zwrotów po polsku, których nauczył się od Poli. Przytacza dwa: <<kocham cię>> i << idź do diabła>>. Zwłaszcza ten ostatni jest bardzo wymowny. Najwyraźniej miłość miała różne odcienie”.[21]

Sam Ordyński o znajomości z Charliem pisał tak: ,,Z Chaplinem poznaliśmy się w pierwszych latach wielkiej wojny w Los Angeles. Znajomość ta po kilku dniach zamieniła się w przyjaźń [..], która podczas moich dość częstych przyjazdów do Hollywood była zawsze serdecznie odnawiana.”[22]

,,Chaplin  jest przeciwieństwem tego, jakim go sobie szerokie masy widzów wyobrażają. Jest przystojnym mężczyzną o twarzy pełnej wyrazu, pięknych myślących oczach i niezwykłym wdzięku. Przy bardzo bystrej inteligencji i niezmiernie wyczulonej wrażliwości, zrozumiała jest jego nerwowość i pewna, nieraz  jemu samemu niemiła, zmienność usposobienia. Jest bardzo wesoły i towarzyski, a jednocześnie kapryśny w wyborze najbliższego otoczenia.[…] W hotelu <<Alexandria>> w Los Angeles we dwójkę przebywaliśmy nieraz w restauracji do drugiej i trzeciej w nocy, poruszając w rozmowach świat i całe jego zakłamanie.”[23]

OPERA

Ryszard Ordyński był reżyserem nie tylko teatralnym i filmowych, ale także operowym. I to nie byle jakiej opery, lecz od razu jednej z najbardziej znanych i prestiżowych na świecie, a mianowicie  nowojorskiej Metropolitan Opera. Wyreżyserował tam (w ciągu trzech lat!) pięćdziesiąt oper oraz siedem  spektakli galowych, co dotąd nie udało się żadnemu innemu współczesnemu reżyserowi. Zajmuje zatem nadal ważne miejsce w historii operowego teatru.

Jak do tego doszło?

Wszystko zaczęło się podczas amerykańskiego turnee spektaklu ,,Sumurun”, wtedy Ordyński poznał wielu wpływowych cudzoziemców, na których zrobił dobre wrażenie. Jednym z nich był Otton Kahne – ówczesny prezes Metropolitan Opera Company. Znajomość ta zaowocowała, gdy po wybuchu I wojny światowej Ryszard ponownie pojawił się w USA. Posadę głównego reżysera, scenarzysty, a zdarzało się, że także i aktora w Metropolitan Opera House, Ordyński objął w 1917r. i piastował aż do roku 1920, tj. do zakończenia kontraktu. Decyzja o odejściu z Metropolitan była decyzją Ordyńskiego, który sam złożył rezygnację.

W otrzymaniu tak prestiżowej posady, zapewne pomógł też fakt, że w 1916r. w trzechsetną rocznicę urodzin Wiliama Szekspira Ordyński stworzył spektakl ,,Kaliban na żółtych piaskach” będący peryfrazą ,,Burzy”. Było to wielkie przedsięwzięcie dla piętnastu tysięcy widzów w nowojorskim amfiteatrze. To widowisko odniosło olbrzymi sukces, przynosząc chwałę i splendor również swemu reżyserowi.

Ordyński był nie tylko reżyserem, ale i artystycznym rewolucjonistą.

,,Nikt nie przykładał wagi do scenografii. Teatry dysponowały zestawem malowanych dekoracji, które w magazynach czekały pogrupowane: oddzielnie wnętrza pałacowe lub chaty wieśniaków, plenery leśne, górskie czy morskie, pejzaże różnych pór roku. Ordyński to zmienił. Każdą premierę przygotowywał z własnym scenografem, na początku był to Joseph Urban, potem jego współpracownikiem został też zapomniany dziś Witold Gordon-Jurgielewicz.

Początkowo pomysły Ordyńskiego przyjmowano powściągliwie, ale po kolejnych premierach opinie stały się coraz bardziej życzliwe. W 1917 roku wydarzeniem okazał się <<Faust>> z dekoracjami o impresjonistycznym nastroju i świetnymi scenami zbiorowymi, w których dopatrzono się wpływu teatru Maxa Reinhardta. W 1918 roku znakomicie przyjęto <<Proroka>> Meyerbeera z Enrico Caruso i naszym Adamem Didurem. Do tego spektaklu zaangażowano rekordową liczbę ponad 430 statystów, a akcja rozgrywała się na tle monumentalnych, gotyckich dekoracji. Po takich premierach Ryszard Ordyński zyskał miano czarodzieja, wybaczono mu nawet niespotykaną dotąd liczbę prób, jakich żądał.’’[24]

W 1920r  Ordyński wrócił do Warszawy i nadal reżyserował w teatrze i filmie. Od 1921r. (wraz z Ludwikiem Hellerem) kierował teatrami: Komedia, Maska i Nowoś­ci.

,,Gdy wojna wreszcie się skończyła, Ordyński postanowił wrócić do kraju, mimo wielu perswazji i wielce korzystnych propozycji, by został w Nowym Yorku nadal na stanowisku głównego reżysera opery. Ale tęsknota za krajem, świadomość, że tu są jego najbliżsi, rodzina i przyjaciele, wreszcie pragnienie współdziałania w odbudowie kraju […] – wszystko to nie pozwoliło mu zostać w Ameryce.[…] W tym swoim przywiązaniu do kraju był wprost wzruszający […] nieraz przywoził – jak po powrocie z Ameryki w 1920r.- duże sumy, za które sobie nic nie kupił, lecz wydał wszystko na organizowanie trzech teatrów w Warszawie (muzycznego przy ul. Bielańskiej – 26 X 1921) i dwóch dramatycznych: 26 I 1922 Teatru Komedia i 28 I 1922 Teatru Maska (przy ul. Karowej 18), którymi zarządzać miało utworzone przez niego Towarzystwo Teatrów Stołecznych.[…]”.[25] Niestety wszystkie trzy splajtowały już latem 1922r., pochłaniając większość pieniędzy Ordyńskiego, i zostały zamknięte. Wtedy Ordyński znów wyjechał do Ameryki, skąd wrócił w 1926r. i związał się z Teatrem Polskim. Reżyserował też filmy.

KINO

Ważniejsze produkcje filmowe wyreżyserowane przez Ryszarda Ordyńskiego w przedwojennej Polsce to:

  • Amerykańska awan­tura (1936)
  • ,,Królewna Śnieżka i siedmiu krasnoludków” (1938 )- tu Ordyński był reżyserem polskiego dubbingu.

Najsłynniejszym z racji ogromnego budżetu i oczekiwań społecznych filmem naszego bohatera był przed wojną ,,Pan Tadeusz”.

,,Pan Tadeusz”- polski film wyreżyserowany w 1928r. przez Ryszarda Ordyńskiego był prawdziwą sensacją, okrzyknięto go nawet  największym wydarzeniem ówczesnej kinematografii. Na tak wielką popularność złożyły się trzy czynniki: na ekranie miała się pojawić największa epopeja Adama Mickiewicza, budżet tego przedsięwzięcia opiewał na pół miliona złotych (w czasach, gdy samochód kosztował  kilka tysięcy złotych), a premiera miała przypaść na dziesiątą rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości i uświetnić obchody tego dnia.

Prasa niemal oszalała na punkcie tego filmu i to nie tylko pisma filmowe, jakbyśmy to dziś określili branżowe, o nim pisały, ale również prasa codzienna. Każdego dnia czytelnicy dowiadywali się nowych szczegółów, poznawali obsadę, miejsca, w których kręcono sceny, a nawet podawano ,,takie ciekawostki jak ta, która firma jubilerska wykonała odznaki wojskowe do kostiumów, czy który zakład dostarczył lustra do filmowej sali lustrzanej”.[27]

Powszechne oburzenie wzbudziły dwie decyzje: fakt, że naczelny dyrektor teatrów miejskich odmówił wypożyczenia do tego filmu kostiumów, oraz że wiceminister kolei odmówił udzielenia zniżek na bilety dla przemieszczającej się po kraju pociągami, ekipy filmowej. Pierwszy etap kręcenia zdjęć odbywał się nad Świtezią w majątku Cząbrów (dzisiejsza Litwa), gdzie nieopodal spędzał dzieciństwo Mickiewicz, a drugi  głównie w Radziejowicach  majątku hr. Marty Krasińskiej (jakieś 50km od Warszawy) i w Banioszce pod Warszawą.

Inne źródła zaś podają:,, W lipcu 1928 roku rozpoczęto zdjęcia do <<Pana Tadeusza>> w puszczy nadnidzkiej, na tle ruin zamku w Mirze i we wsi Czarkowa w nowogródzkiem.”[28]

Obsada ,,Pana Tadeusza”:

Adam Mickiewicz (w prologu) – Wojciech Brydziński

Pan Tadeusz – Leon Łuszczewski

Telimena –  Helena Sulima (właśc. Helena Stanisława Gottowt)

Podkomorzy- Paweł Owerłło

Podkomorzyna-Helena Górska- Brylińska

Podkomorzanki: Rena Hryniewiczówna i Mura Starkówna

Asesor- Teodor Roland

Generał Dąbrowski- Marian Palewicz

Generał Kniaziewicz-  Józef  Trębicki

Sędzia-Stanisław  Knake – Zawadzki

Ks.Robak – Jan Szymański

Hrabia – Mariusz Maszyński

Zosia – Zofia Zajaczkowska

Wojski-Wiesław Gawlikowski

Wojszanka-Janina Klimkiewiczowa

Gerwazy-Marian Jednowski

Protazy-Ludwik Frietsche

Rejent-Julian Krzywiński

Jankiel-Ajzyk  Samberg

Major Płut – Boleslaw Horski

Kapitan Rykow – Józef  Maliszewski

Dziad Legionista- Józef  Kotarbiński

Maciek  nad Maćkami- Antoni Bednarczyk-

Kropiciel-Władysław Pytlasiński

Konewka -Józef Zejdowski

Brzytewka – Jerzy Janowski

Szydełko – Henryk Weise

Buchman – Maciej Lewicki

Stolnik – Józef Śliwicki

Stolnikowa – Felicja Pichor- Śliwicka

Stolnikówna – Iza Bellina

Król Stanisław August- Jerzy Leszczyński

Napoleon – Stefan Jaracz 

Szczęsny Potocki- Jerzy Marr

Sierżant Gonta – Henryk Rzętkowski

Głównym reżyserem był oczywiście Ordyński, ale było też aż trzech pomocników reżysera: Mieczysław Krawicz, Stanisław Szebego (właśc. Finkelsztejn) i Kraszewski.

Producentem filmu była firma Star Film (późniejszy Sfinks), której współwłaścicielem był  Alfred Niemirski (właśc. Alfred Silberstein).

Scenariusz napisali dwaj odmienni w poglądach pisarze: Andrzej Strug (zagorzały antypiłsudczyk) i Ferdynand Goetel (zwolennik sanacji)[29], co miało swe uzasadnienie w tym, że nikt bez względu na polityczne sympatie i antypatie nie skrytykuje i nie odwróci się od tego filmu. Przynajmniej takie było założenie.

Jak wiadomo film w latach 30-tych był niemy, w związku z tym cytaty z ,,Pana Tadeusza” pojawiały się na planszach, które publiczność oklaskiwała. Był to jedyny taki przypadek w historii.

O ile publiczność przyjęła film entuzjastycznie, o tyle na premierze …oddajmy głos producentowi  Stefanowi Dękierskiemu: ,,Gdy zapaliły się światła, do loży na pierwszym piętrze, skąd oglądali film Prezydent i Marszałek Piłsudski, Juliusz Kaden – Bandrowski (niektóre źródła podają, że był to gen. Bolesław Wieniawa-Długoszowski) wprowadził pana Ryszarda Ordyńskiego i przedstawił go jako twórcę filmu. Po prezentacji p. Ordyński zapytał Marszałka, jak w jego odczuciu znalazł film. Pan Marszałek chwilę pomyślał i zagaił: <<- I ja panu opowiem pewną historię. Otóż w dawnych czasach żył na Litwie książę Mendog. Posiadał wielki zamek. Bywało, że zapraszał gości na ucztę…a później ich mordował…No, do widzenia panu, do widzenia>>. I  odszedł. Pan Ordyński stał osłupiały”.[30]

Podobno kiedy tylko drzwi za Ordyńskim się zamknęły Marszałek dodał: ,,- Słuchajcie, Wieniawa, żebyście mnie więcej na takie gówna nie zapraszali”.[31]

Większość recenzji zdawała się być pozytywna, choć zdarzały się i te krytyczne, jak ta Magdaleny Samozwaniec z grudnia 1928r. zamieszczona w ,,Wiadomościach Literackich”: ,,Maszyński jako Hrabia był śmieszny jak marzenie. Nieporozumienie między Maszyńskim a jego rolą leżało w tym, że Mickiewicz stwarzając postać Hrabiego, nie myślał wcale o Maszyńskim, a Maszyński grając rolę Hrabiego nie myślał wcale o Mickiewiczu…”[32]

I dalej:,,…Biedny młody ułan, który przyjechał w gościnę do krewnych, osaczony jest przez trzy baby (jak ten biedny niedźwiedź, na którego się złożyło aż dwóch tęgich mężczyzn.). Jedna zepsuta młoda panna nie daje mu spać, pukając do okna jego pokoju, druga wywraca na niego oczy zupełnie wyraźnie i bezwstydnie, a trzecia wyprowadza go na manowce, sadza na grzybach i mrówkach, prosząc pięknie, żeby ją uwiódł. Tyle zobaczy cudzoziemiec, a także biedny Polak, który nigdy <<Pana Tadeusza>>nie czytał.”[33]

Zarzuty te chyba bardziej  odnoszą się do Mickiewicza, że tak nakreślił postaci. Bo Ordyński bardzo trzymał się w swym filmie książki, co również mu niekiedy wytykano.

W listopadzie 1928r., a więc na miesiąc przed tą krytyczną recenzją Samozwaniec, również w ,,Wiadomościach Literackich” ukazała się recenzja pochlebna:,, O reżyserii Ordyńskiego można powiedzieć jedno: nie mieliśmy dotąd filmu krajowego na tym poziomie. Staranność, inteligentny wybór, czystość i prawda wykonania każą nam złożyć p. Ordyńskiemu szczere powinszowania.”[34]

Losy filmu są równie fascynujące jak sama jego fabuła. W czasie wojny taśma z pełną kopią filmu zaginęła, w latach 50-tych XX w. odnalazł się czterdziestokilkuminutowy fragment, który ktoś podrzucił do łódzkiej Szkoły Filmowej, skąd trafił do Filmoteki Narodowej, a następnie pod koniec lat 50-tych ktoś oddał jeszcze jeden podobnej długości fragment. Obie osoby pozostają anonimowe, ponieważ w tamtych latach nie prowadzono rejestru osób przekazujących. Ciekawostką pozostaje fakt, że oba fragmenty oprócz długości  taśmy, zawierają niemal dokładnie te same sceny.

W 2006 r . p. Agata Szkarłat z Wrocławia wśród rodzinnych pamiątek odnalazła 18 rolek z taśmą filmową, na której utrwalone były kadry z przedwojennego ,,Pana Tadeusza”. Nie wiadomo kto, kiedy i dlaczego tak pociął tę taśmę, ale co najistotniejsze były tam fragmenty nieznane po wojnie i uzupełniające te przekazane w Łodzi. Gdyby chcieć to podsumować w długości taśmy to przekazany w 1955r. fragment miał 1.220metrów, a ten z 2006r. – 1.012metrów, czyli prawie drugie tyle.

Kolejną ciekawostką tego filmu zdaje się fakt, że nie był on jak większość filmów tamtej epoki – czarno biały, lecz ,,został przed premierą poddany procesowi wirażowania i tonowania. Odpowiednie fragmenty taśmy zabarwiono na kolor niebieski, żółty, oliwkowy czy fioletowy, co pozwoliło uzyskać na ekranie na przykład efekt nocy lub podkreślić pewne emocje bohaterów – smutek lub radość.”[35]

Film nie jest wolny od wpadek, jeden z aktorów ma na ręce zegarek, choć wiadomo, że za czasów Sopliców, noszono jedynie zegarki w kieszeni z dewizką.

9.11.2012r – odbyła się premiera filmu z muzyką skomponowaną przez Tadeusza Woźniaka.

Natomiast od stycznia 2014r. film w wersji zdigitalizowanej[36] jest dostępny w sprzedaży na płytach dvd.

,,Dziesięciu z Pawiaka” – to  film oparty na kanwie prawdziwej historii uwolnienia z carskiego więzienia 10-ciu więźniów – patriotów 24 kwietnia 1906r. przez płk. Jana ,,Jura” Gorzechowskiego (do 1929r. męża pisarki Zofii Nałkowskiej).

Premiera miała miejsce 19 września 1931r. w warszawskim Kinie ,,Atlantic”, na którą przybył Marszałek Piłsudski z córkami, prezydent Ignacy Mościcki, premier  Aleksander Błażej Prystor z żoną, ministrowie i wiceministrowie, generałowie oraz członkowie  korpusu dyplomatycznego.

W 1930r. została założona wytwórnia filmowa,,Bloc-Muza-Film”, a jej założycielami byli: Zbigniew Gniazdowski, Mieczysław Krawicz, Stanisław Szebego i Ryszard Ordyński.

Filmowi zarzucano polityczne przypodchlebianie się ,,belwederowi”. Kasowo  wytwórnia odniosła sukces. ,,Sprzedany do Stanów Zjednoczonych trafił nawet – jako pierwszy polski obraz, na jeden z ekranów Broadwayu (pod tytułem:<<Ten Condemned>>).”[37]

W sierpniu 2020r. w czyjejś prywatnej kolekcji we Włoszech odnaleziono ścieżkę dźwiękową do filmu ,,Janko Muzykant”. To niezwykłe i cenne znalezisko przynajmniej z  dwóch powodów, po pierwsze: rzadko zdarza się, by po tylu latach udało się jeszcze coś podobnego odszukać, a po drugie są tam zarejestrowane muzyczne talenty Grzegorza Fitelberga i Leona Schillera, którzy skomponowali muzykę do tego filmu.

Był to jeden z pierwszych w Polsce pełnometrażowych filmów dźwiękowych. Film nakręcono w Warszawie, ale udźwiękowiono (i utrwalono na pięciu dwustronnych płytach gramofonowych [szelakowych] o średnicy 40cm i grubości 4mm. w studiu) w Berlinie.

Do wszystkich 3 filmów: ,,Pan Tadeusz”, ,,Janko Muzykant” i ,,Dziesięciu z Pawiaka” scenariusze napisał Ferdynand Goethel, co niestety wpłynęło negatywnie na ich popularyzację (a raczej jej brak) w okresie powojennym.

Jako ciekawostki warto wspomnieć, że tworząc w 1927r. film ,,Mogiła nieznanego żołnierza”,  ,,asystentem Ordyńskiego został Michał Waszyński (właśc. Mosze Waks), który później został jednym z najważniejszych polko-żydowskich reżyserów, twórcą legendarnego niemego <<Kultu ciała>>, najwybitniejszego polskiego filmu w jidysz – <<Dybuka>>, a także odkrywcą talentu Audrey Hepburn.”[38]

W filmie ,,Mogiła nieznanego żołnierza” miał również zagrać (rolę profesora Piotra Głowińskiego) – Witkacy, lecz po zdjęciach próbnych w Krakowie rozmyślił się i zrezygnował. Ostatecznie  w tę rolę wcielił się aktor Jerzy Marr.

W 1934r. Ryszard Ordyński został przewodniczącym Naczelnej Rady Przemysłu Filmowego w Polsce, oraz zaczął współpracować z  Międzynarodowym Instytutem Filmu Naukowe­go.

,,Prymitywne warunki produkcji w polskich warsztatach filmowych i nie najzdrowsze stosunki w tej gałęzi sztuki, która wówczas była dziedziną najbardziej rabunkowej gospodarki, sprawiły, że Ordyński nie mógł rozwinąć swej twórczości na polu filmowym, tak, jakby chciał i jak zamierzał.”[39]

,, Na początku lat 30-tych pracował w studiu w Joinville pod Paryżem, gdzie wyreżyserował kilka filmów (m.in. Tajemnica lekarza, Świat bez granicNiebezpieczny raj), które były polskimi wersjami filmów amerykańskiej wytwórni Paramount. Do współpracy zaprosił wielu znanych aktorów m.in. Kazimierza Junoszę-Stępowskiego, Marię Gorczyńską, Pawła Owerłłę, Ludwika Solskiego, Marię Bogdę, Adama Brodzisza, Marię Malicką, Zbigniewa Sawana.”[40]

W 1937r. wyjechał do Paryża, gdzie mieszkał aż do zajęcia miasta przez Niemców, i gdzie pracował jako korespondent polskiej prasy. W 1940r. wyjechał stamtąd do USA, gdzie kontynuował pracę w wytwórniach filmo­wych. W latach 1942–45 współpracował też z polskim Teatrem Artystów w Nowym Jorku.

,,Po wybuchu II wojny światowej znów znalazł się w Ameryce, gdzie został m. in. doradcą serii filmów dokumentalnych o ruchu oporu w okupowanej Europie”. [41]

W 1947 roku wrócił do kraju i najpierw wspierał w Łodzi Leona Schillera, a potem wraz z nim przeszedł do Teatru Polskiego w Warszawie. Zamierzał przełożyć dramat  W. Saroyana ,,Me serce jest w górach.”  ,,Ordyński od razu się do tej myśli zapalił. Tylko nie stało mu już na to ani czasu, ani sił. Zmogła go wnet choroba, straszliwy rak, operowany wprawdzie, ale z nawrotem, który 13 sierpnia 1953r. przyniósł mu śmierć.”[42]

Został pochowany na Cmentarzu Bródnowskim.

Odznaczony m. in. Złotym Krzyżem Zasługi, Krzyżem Oficerskim Polonia Restituta i francuską Legią Honorową.

Wilam Horzyca tak podsumował żywot Ordyńskiego: ,, Mało na świecie, o Polsce już nie mówiąc, jest ludzi, którzy by w sercu mieli tyle przychylności, tyle dobroci, ba! ofiarności nawet i zdolności poświęcenia, co on. Choć był <<latawiec>> i niedługo mógł usiedzieć na jednym miejscu, bo zawsze był przecież ciekaw, co się dzieje za miedzą, a potem co za tą drugą – nie mógł obejść się bez Polski, bez tego powietrza, w którym dopiero odżywał […]. Jego <<wszechobecność>> była zdumiewająca. Wystarczyło spotkać jakiegoś cudzoziemca ze sfer artystyczno – teatralnych, by […] usłyszeć zapytanie, gdzie jest pan Ordyński, a potem stereotypowe niemal: <<Ach !Riczard!>>, i uśmiech, i miłe słowa.[…] Wszyscy umieli cenić w nim, poza artystą i sprawcą teatru, czarującego człowieka o najlepszym sercu i o nigdy nie zawodzącej życzliwości; człowieka, który przyjaźń miał w herbie, i któremu na grobie należałoby  napisać: <<przyjaciel całego świata>>”.[43]


[1] R. Ordyński, Z mojej włóczęgi, Kraków 1956, s.37

[2] Tamże, s.110.

[3] Tamże,s.110.

[4] Tamże, s.114.

[5] W. Horzyca[w] R. Ordyński, Z mojej włóczęgi, Kraków 1956, s.16.

[6] Tamże, s.124.

[7] R. Ordyński, Z mojej włóczęgi, Kraków 1956,s.128

[8] Ludwik Śliwiński – dyrektor warszawskiego Teatru Nowości

[9] Jurij Małyszew – prezes warszawskich teatrów rządowych

[10] R. Ordyński, Z mojej włóczęgi, Kraków 1956,s.160

[11] Tamże,s.163.

[12] https://brzesko.ws/_brzesko/bim/2012/2012_03/jw_s_ordynska.html

[13] Wielopole Skrzyńskie – do 1933r. miasteczko, obecnie zaś wieś w powiecie ropczycko-sędziszowskim na Podkarpaciu, słynąca z tego, że urodzili się w niej malarz Tadeusz Kantor oraz satyryk i kabareciarz Marcin Daniec. 

W 1955 r. raz jeszcze zrobiło się głośno o tym miasteczku, gdy doszło do tragedii, w kinie wybuchł groźny pożar, w którym zginęło 58 osób, spośród, których aż 38. to dzieci.

[14] https://brzesko.ws/_brzesko/bim/2012/2012_03/jw_s_ordynska.html

[15] Tamże

[16] Tamże

[17] https://www.ipsb.nina.gov.pl/a/biografia/ryszard-stanislaw-kazimierz-ordynski

[18] R. Ordyński, Z mojej włóczęgi, Kraków 1956, s.100.

[19] A. Krakowski, Pollywood. Jak stworzyliśmy Hollywood 2020, s.209.

[20]  R. Ordyński, Z mojej włóczęgi, Kraków 1956, s.79.

[21] Tamże,s.213.

[22] Tamże, s.87.

[23] Tamże, s.90.

[24] https://kultura.onet.pl/wiadomosci/alfabet-polskiej-opery-o-jak-ordynski-ryszard-rezyser-zapomniany/xxtgswr

[25] W. Horzyca[w] R. Ordyński, Z mojej włóczęgi, Kraków 1956, s.26.

[26] ,,Pierwszy film, który  Negri zrobiła dla Sfinksa, został nakręcony w 1914 roku i nosił tytuł <<Niewolnica zmysłów>>. Notabene, reżyserem był Ryszard Ordyński”. Tamże, s.202. 

Choć wiele źródeł podaje za filmowy debiut reżyserski Ordyńskiego film ,,Uśmiech losu”. 

[27] Pan Tadeusz 1928, P. Śmiałowski [w] Kino, 11 listopad 2012, s.28.

[28] W. Stradomski, Narodowy Epos na niemym ekranie, [w] Kino, maj 1980, s.26.

[29] Ferdynand Goethel – 1890-1960 – prozaik, który po wojnie stał się pisarzem wyklętym. Jego jedynym ,,przewinieniem”, piętnującym całe jego życie, było uczestnictwo 10.IV.1943r. w delegacji do Katynia, gdzie odkryto groby polskich oficerów pomordowanych przez sowietów. Owszem pomysłodawcą tej wyprawy byli niemieccy okupanci i to od nich wyszła propozycja, by uczestniczył w niej Goethel, ale decyzję tę skonsultował z Aleksandrem Kamińskim (wówczas szefem Biura Informacji i Propagandy Komendy Okręgu Warszawa AK), który wyraził na ten wyjazd zgodę. Trzy dni po powrocie z Katynia, Goethel opublikował pierwszy raport w tej sprawie, a wkrótce również kolejne, z których jeden złożył ustnie podczas zebrania komendantowi głównemu AK gen. Stefanowi Roweckiemu „Grotowi”.  Nadmienić należy, że każdy z jego raportów ukazywał się w polskiej prasie podziemnej, nigdy w tzw. ,,gadzinówce”, oraz że właściwie już w czerwcu 1943r. stał się dla Związku Sowieckiego wrogiem publicznym. Zapadły decyzje, że należy zniszczyć Goetla, jako człowieka, pisarza i działacza.

Artykuły szkalujące go, podważające jego dobre imię i oskarżające o kolaborację zapoczątkowane zostały artykułem Wandy Wasilewskiej z 24.06.1943r., a  nagonka ta trwała nieprzerwanie właściwie do 1989r.

Najsmutniejszy był w tym wszystkim chyba fakt, że po tym, jak próbowano go w Polsce aresztować (a w delegacji tej był m. in. pisarz Adam Ważyk), Goethel ukrywał się przez blisko rok w krakowskim klasztorze karmelitów bosych i cudem udało mu się uciec do Anglii, gdzie pozostał do śmierci, i nigdy już nie udało mu się spotkać z rodziną (ani z żoną ani z dziećmi). Piszę o tym tak szeroko właściwie z dwóch powodów, po pierwsze uważam, że wszędzie tam, gdzie tylko jest miejsce, by przypominać o polskich patriotach, zepchniętych dziejową niesprawiedliwością na margines, należy to robić, a po drugie do trzech filmów Ordyńskiego ,,Pan Tadeusz”, ,, Janko Muzykant” i ,,Dziesięciu z Pawiaka” scenariusz napisał Ferdynand Goethel (w przypadku tego pierwszego filmu, współtworzył) i moim zdaniem miało to wpływ na powojenny odbiór każdego z tych filmów. Rzadko je emitowano na antenie, a recenzje pojawiające się w prasie były właściwie paszkwilem na Goethla.

I już całkiem na koniec tego tematu, zachęcam do czytania utworów Goethla: jego reportaży podróżniczych, jego powieści: ,,Przez płonący Wschód”, ,,Z dnia na dzień”, ,,Kar-Chat”,  ,,Pod znakiem faszyzmu”, ,,Patrząc wstecz” czy ,,Czasy wojny” oraz wielu innych.

[30] Tamże, s.29. 

[31] J.F. Lewandowski, Piłsudski i kino,[w] Film 1988, s.15.

[32] Pan Tadeusz [w] Kino, nr 11, listopad 1968, s.61.

[33] Tamże, s.61.

[34] Tamże, s.61.

[35] Pan Tadeusz 1928, P. Śmiałowski [w] Kino 11 listopad 2012 , s.31.

[36] Digitalizacja- to proces polegający na przekształceniu analogowych procesów i obiektów fizycznych w ich cyfrowe odpowiedniki.

[37] L. Armatys, dziesięciu z Pawiak w [Kino] 58, październik 1970, s.63.

[38] https://polin.pl/pl/system/files/attachments/mogila_nieznanego_zolnierza.pdf

[39] W. Horzyca [w] R. Ordyński, Z mojej włóczęgi, Kraków 1956, s.27

[40] http://fototeka.fn.org.pl/pl/osoby/info/12208/ordynski-ryszard.html

[41] https://polin.pl/pl/system/files/attachments/mogila_nieznanego_zolnierza.pdf

[42] W. Horzyca [w] R. Ordyński, Z mojej włóczęgi, Kraków 1956, s.34.

[43] Tamże, s.34-35.

Skip to content