fbpx

To nic śmiesznego

Na rogu mojej ulicy, o wpół do siódmej rano, zobaczyłem obcego. Czekał. To się zdarzyło we wtorek, półtora miesiąca temu. I tak już jest każdego powszedniego dnia.
Mężczyzna stoi cierpliwie. Niepewnie rozgląda się wokół. Nikt do niego nie podchodzi. Gdy wracam z pracy po południu, około piątej, jego już nie ma. Chciałbym kiedyś stanąć obok niego w milczeniu. Odczuć jego los.

Z relacji osób mieszkających w pobliżu wynika, że ów tajemniczy nieznajomy stoi tutaj codziennie, bez sobót i niedziel. Zawsze w tych samych godzinach. Pojawia się o szóstej piętnaście i odchodzi o ósmej trzydzieści. Te poranne godziny są dla niego niezwykle ważne. Zawsze jest punktualnie na posterunku i niemniej punktualnie opuszcza go, aby powrócić następnego dnia.

Na początku nie zwracano na niego uwagi ze względu na niepozorny wygląd: szarobure ubranie, niewysoki wzrost, lekko pochylona sylwetka i twarz, która nie wyrażała żadnych emocji. Nie przyciągał wzroku ciekawych kobiet i podejrzliwych mężczyzn. Nikt nie miał odwagi, lub raczej ochoty, zadać samotnikowi dwóch prostych pytań:

– Po co pan tu stoi każdego dnia?
– Dlaczego zawsze w tych samych godzinach?