fbpx

Na ulicy rozlewa się słoneczne światło. Ciemne, brunatne i jaskrawożółte plamy cętkują otoczenie. Kończy się trzeci tydzień kwietnia.
Chłopiec podskakuje na jednej nodze, jak pasikonik. Ma dziewięć, może dziesięć lat. Sprawia wrażenie szczęśliwego. Tuż obok idzie ojciec. Widuje go nie często. Zapracowany mężczyzna dzieli się każdą wolną chwilą z rodziną. Spogląda z uśmiechem na popisy syna. Ćmi papierosa. Żona nie pozwala palić przy dziecku. Po powrocie do domu widzi jej pełne wyrzutu spojrzenie.

Znów paliłeś, na spacerze – cedzi słowa kobieta.
Mąż przybiera minę skarconego nastolatka. Wszyscy wybuchają śmiechem. 
Czyż nie jesteście moimi chłopcami? – pyta z troską w głosie.
Nigdy nie dorastacie – dorzuca uszczypliwie. 
Całuje jednego i drugiego.
Zaraz będzie herbata – mówi łagodnie.
Pachnie ciastem.