fbpx

Marzenia zdrobnienia

Któregoś ranka małe Zdrobnienie

Miało marzenie. Wielkie marzenie.

Chciało odmienić wszak swoje życie.

Przestać być wreszcie malutkie, tycie,

Mikre, kochane, słodkie, pachnące.

A stać się duże, poważnie brzmiące.

Pozbyć się smoczka. I zamiast niego

Smoka zobaczyć (choć wawelskiego).

W śniegową kulę zamienić kulki,

Zrzec się malutkiej filmowej rólki

I zamiast filmu, w wielkim mozole

Rolę uprawiać. Prawdziwą rolę.

Nie słuchać śpiewu kawki nad stawem,

Lecz wypić czarną, prawdziwą kawę.

Później opalać się pośród pól

(Nie tak jak królik, ale jak król).

Zdjąć spodnie rurki, naprawiać rury,

Nie zbierać kurek, hodować kury.

Żelki zastąpić prawdziwym żelem,

Miast jeść brukselkę – zwiedzać Brukselę.

Dosyć miał przeto nasz liliputek

Mleczka ptasiego, krówek ciągutek

I marzył mu się już przysmak nowy:

Prawdziwe mleko z prawdziwej krowy.

Chciało Zdrobnienie też chociaż raz,

Zamiast gazika przebadać gaz,

Dziecięce szlaczki przemienić w szlak,

Pocztowe znaczki – w drogowy znak,

Zabawki bączki – w owady bąki,

Tłuściutkie pączki – w kwiatowe pąki.

Świstek zwyczajny – w dźwiękowy świst,

Listek zielony – w prawdziwy list.

Na włoski język zamienić włoski,

Zacząć być bosym, a przestać boskim.

Wszystko, by życia doświadczyć głębi.

Już nie gołąbków, ale – gołębi,

Nie tylko Czarków, ale i czarów,

Już nie kanarków – ale Kanarów.

Zamiast kanapki z szynką – kanapy,

Miast papki z warzyw – skórzanej papy…

I tak dzień cały snuło Zdrobnienie

Swoje marzenie. Wielkie marzenie.

W pewnym momencie zauważyło, 

Że się w marzeniach zbyt rozdrobniło…

I przestraszyło się odrobinę, 

Że z grzeczną minką wdepnie na minę.