fbpx

„Wierzę w Waszego bluesa…”

„Dziwny jest ten świat”– chciałoby się zaśpiewać za Niemenem, ale to przecież my- ludzie go tworzymy. Kształtujemy każdy dzień, wychowujemy pokolenia i mamy wpływ na to, co dzieje się wokół… A dzieje się – mówiąc slangiem młodzieżowym,, niefajnie”.

Świat zalewa komercja. Codzienny chłam wkrada się w nasze umysły, kontroluje nasze myśli i burzy porządek estetyczny. Pełno jest bylejakości i tandety. Aż strach pomyśleć, co będzie za kilka lat. Wrośniemy w prymitywne dźwięki i zapomnimy, że istnieją pewne wartości, które należy pielęgnować i przekazywać następnym pokoleniom.

Nie mam nic przeciwko dobrej zabawie. Uwielbiam tańczyć, a nade wszystko kocham muzykę. Jednak nawet podczas takowej zabawy pilnuję się, aby nie przekroczyć dobrego smaku, i nie stać się bezwolną kukłą, powtarzającą bezsensowne słowa piosenki i skaczącą w rytm prymitywnych dźwięków. Ciągle mam w głowie to, czego uczono mnie przez całe moje życie…

Muzyka… Balsam dla duszy. Przynosi ukojenie w najtrudniejszych chwilach…Tak jak poezja. Nic dziwnego, przecież ta druga recytowana była przy wtórze liry od najdawniejszych czasów. Muzyka więc i poezja mają ze sobą dużo wspólnego… Jedną i drugą bronić trzeba przed utratą podstawowych wartości estetycznych.

Muzyka… Jej podstawowym celem jest samoekspresja. Powinna przekazywać subiektywne odczucia kompozytora lub wykonawcy, i wpływać, rzecz jasna, na reakcje, odczucia i świadomość odbiorcy. Kształtuje gusta słuchacza i jest przejawem naszej kultury. Ważne jest zatem, aby mieściła się w kanonie piękna, niekonieczne tego starożytnego. 

Jakoś dziwnie się dzieje w świecie muzyki. Ta wartościowa spychana jest na dalszy plan. Staje się niszowa, tak jak jej twórcy. A co za tym idzie? Staje się elitarna i schodzi do muzycznego podziemia. Oczywiście ważną rolę odgrywają tutaj media, które od kilkunastu już lat forują gatunki, które bardzo często robią z mózgu człowieka „papkę” muzyczną. Można oczywiście po drodze wymienić jeszcze inne instytucje, które mają ogromny wpływ na kształtowanie muzycznego gustu, np. szkoła. Faktem jednak jest, że kultura polska wiele traci na takim postępowaniu.

Dzisiaj więc będzie o muzyce niszowej, a właściwie o niszowych twórcach. Ja osobiście nie lubię tego przymiotnika, ponieważ uważam, że jest on krzywdzący. Optuję bardziej za określeniem „zapomniana”, mało doceniana i nierozumiana. Powinno się więc walczyć o należne jej miejsce w świecie muzyki.

Ci „ niszowi” twórcy, o których dzisiaj chcę opowiedzieć, wywodzą się z kręgu bluesa. Gdybyśmy pokusili się o sondę uliczną z podstawowym pytaniem: co to jest blues i jakich współczesnych twórców tego gatunku znamy, byłby pewnie nie lada kłopot z odpowiedzią. Jest to jednak jeden z takich gatunków, któremu należy się odpowiednie miejsce w świecie muzyki. Spełnia on bowiem wszystkie warunki, by kształtować gusta muzyczne i dawać słuchaczom możliwość estetycznych przeżyć. Opowiedzmy więc, o tych, dla których blues jest już częścią życia, a właściwie sposobem na życie i jego postrzeganie.

W Końskich, w mieście położonym w województwie świętokrzyskim, mieszka jeden z Nich. Robert Bodzioch – nauczyciel, ale przede wszystkim muzyk. To człowiek o niezwykłej muzycznej wrażliwości. Jest typem prawdziwego artysty. Gitarzysta, wokalista, kompozytor i autor tekstów. Kiedy bierze do ręki swoją gitarę, nie ma znaczenia czy akustyczną, czy elektryczną, odpływa w inny świat. Świat marzeń i dźwięków, który udziela się słuchaczom. Obok tej muzyki nie można przejść obojętnie. Tutaj każdy dźwięk, mimo fragmentów improwizacji, ma swoje miejsce. Nie ma tu przypadkowości, jest subtelna gra dźwięków, która podkreśla sens usłyszanych słów. A słowa nie byle jakie: o marzeniach, miłości, rozterkach, życiu. Teksty, które mówią o sprawach ważnych, które dotykają i zmuszają do refleksji. Można się w tej muzyce  zakochać, zasłuchać i na pewno zniewala ona człowieka. Karze mu w zupełnej ciszy szybować w nieznanych dotąd przestworzach, doznawać tego, co piękne w muzyce. Potrafi być tak bardzo liryczny, dotykać tego, o czym w podświadomości marzymy. Przeciąga chwilami dźwięki do granic ludzkiej wrażliwości, zmuszając do uczestniczenia w tej jego opowieści muzycznej. Coś tam łka, coś niepokoi i nic nie jest oczywiste. Robert Bodzioch dąży do perfekcyjności. Jednak ciągle szuka, eksperymentuje, a przy tym tak bardzo kocha bluesa. Tylko to trochę inny blues. Niektórzy powiedzieliby, że trochę taki okołobluesowy, ale blues ma jednak zawsze w Jego muzyce pierwsze miejsce. Czasami pojawiają się trochę bardziej drapieżne dźwięki, ostre w wymowie. To one właśnie niepokoją, ale również mówią o tym, że jeszcze nie raz ten muzyk nas zaskoczy. Oczekiwanie na to zaskoczenie jest bardzo przyjemnym uczuciem. W 2019 roku Robert Bodzioch wydał swoją pierwszą płytę „ Tylko blues& ja”. Teraz oczekujemy na drugą i ja jestem bardzo ciekawa jej stylistyki. Jestem przekonana, że jest to muzyk, którego powinien poznać cały muzyczny świat, doceniając to, co w Jego muzyce najważniejsze: umiejętność wpływania na emocje słuchaczy. Dodatkowym atutem, który bardzo cenię, jest fakt, że teksty pisane są po polsku. Czekam więc na nową odsłonę Roberta Bodziocha.

Jakże inny w odbiorze jest drugi z muzyków… Moim odbiorze. Kiedy słucham Jego muzyki, gdy gra bluesa, to tak jakbym słuchała tego prawdziwego. To Grzegorz Olejnik, mieszkający w Kaliszu. Na scenie muzycznej jest już bardzo długo, ale nie znaczy to, że wpadł w jakąś rutynę… Wręcz przeciwnie. Też potrafi zaskoczyć. Pozytywnie rzecz jasna. W Jego muzyce nie ma udziwnień, zbytniej metaforyki dźwiękowej i to jest właśnie to, co lubię. Takie „ zahaczanie” o korzennego bluesa. Jest również gitarzystą, kompozytorem i autorem tekstów. Preferuje granie akustyczne i to również w Jego dźwiękach lubię. To jest blues, który nie fałszuje rzeczywistości muzycznej. Jego blues jest taki jak On- prawdziwy. A muzyka kocha prawdę. Zatrzymać się trzeba również i pochylić nad tekstami. To prawdziwe życie, które niesie ze sobą bagaż doświadczeń, ale również daje nadzieję jak właśnie w piosence „ Nadzieja”. Za każdym razem wzrusza mnie ten tekst i płaczę. Nie potrafię tego opanować. A czego to dowodzi? Tego, że Grzegorz Olejnik doskonale gra na emocjach słuchaczy. To naprawdę wielka umiejętność. Zresztą dokładny obserwator zauważy od razu, że muzyka to On. W każdym geście i w każdym ruchu. Zaskakuje ostrością tekstów, kanciastością czasami, ale za chwilę zabierze słuchacza w takie krainy liryzmu, o które w ogóle nikt by Go nie podejrzewał. Dla mnie Jego muzyka jest niepowtarzalna i takiej poszukuję…

W Obornikach Śląskich mieszka kolejny niezwykły muzyk- Tadeusz Bogucki. Dlaczego niezwykły? Otóż dlatego, że fascynuje nie tylko dźwiękami, ale również tekstami. W dobie wszechobecnej angielszczyzny albo tekstach o niczym, Jego utwory są balsamem dla duszy. Wiele razy powtarzał, że śpiewa o tym, czego doświadczył. Zresztą myślę, że blues wymaga takich tekstów i dlatego tak świetnie Bogucki wpisuje się w bluesa. On również nie kombinuje, lecz jasno i prosto prowadzi słuchacza przez dźwięki, dodając tekst świadomie, a momentami również  z premedytacją. Potrafi bawić się słowem, ale go nie lekceważy. Ma szacunek do słowa. Jak poeta…Tak…On jest bluesowym poetą. Ilekroć słyszę Jego opowieść o bufetowej, uśmiecham się…Ech, czemu nikt nie pisze o polonistce….Ukochanym dzieckiem Tadeusza Boguckiego jest Blues Menu. Jak Oni doskonale się rozumieją. Nie miałam okazji posłuchać Ich na żywo, bo to zawsze jest inny odbiór, ale moja intuicja podpowiada mi, że na pewno bym się nie zawiodła. Jego łagodność w głosie może jednak uśpić czujność, bo i On potrafi zaskoczyć. Uwielbiam zaskoczenia w muzyce. Zaskoczenia Tadeusza Boguckiego bardzo…

Nie jestem muzykiem, więc nie będę wymądrzała się tutaj na temat dźwięków. Jestem polonistką, więc nie dziwcie się, że tak wiele piszę o tekstach. Cały czas twierdzę, że jeżeli ktoś decyduje się na śpiewanie, to musi mieć coś do przekazania. Wszyscy trzej mają jeszcze wiele do powiedzenia. I to, co Ich na pewno łączy, to miłość to bluesa i szacunek do słuchaczy. Nie ma w Nich pompatyczności wielkich gwiazd, lecz pokora wobec muzyki. Ta miłość przekłada się na Ich osobowości. Są indywidualistami i nie biegną na złamanie karku w wyścigu szczurów. Robią swoje. Pięknie robią i za to trzeba kochać Ich i muzykę, którą tworzą.

Bardzo się dziwię, że Ci, którzy mają w swoich rękach władzę nad mediami, zapominają o tym, że blues pięknie brzmi z polskimi słowami. Po co więc polskiemu słuchaczowi serwować wyłącznie angielskie teksty? Niech je zachowają dla zachodniej publiczności… a dla polskiej -niech będą polskie, albo granie instrumentalne….