fbpx

Gruba Julka

Julka przyjeżdżała do swoich dziadków na wakacje. Była gruba, dlatego dzieciarnia wołała na nią : ,, Gruba Julka!”
Gruba Julka kochała jeść, bez przerwy coś przeżuwała. Mój zapamiętany obraz tej dziewczynki, to Julka z kanapką w ręce, Julka z pomidorem albo ogórkiem w dłoni, Julka liżąca lody na patyku, Julka umorusana od batona czekoladowego. Przy tym była chytrusem i nie lubiła się dzielić. Na prośbę dzieciaków, żeby poczęstowała, odpowiadała krótko : nie!

Z uwagi na swoją posturę i skąpstwo, nie była lubiana. Nikt się z nią nie chciał bawić, więc ja, jako starsza koleżanka zaopiekowałam się małym grubaskiem. Było mi jej żal. Prowadziłam ją za rękę do pobliskiego parku, gdzie pośród wysokich traw znajdowały się wielkie kamienie i pomniki.
Któregoś razu zatrzymałyśmy się przy jednym i wskazując palcem powiedziałam do Julki:

– widzisz?… tu leży człowiek, taki co już nie żyje. Mądrzyłam się.
– a jaki ?– pytała zaciekawiona
– no normalny człowiek – zakończyłam poirytowana.

Potem nakazałam Julce, aby razem ze mną zrywała polne kwiaty. Były tam chabry, maki i różne inne jeszcze żółte i białe. Poukładałyśmy je na wszystkich pomnikach, jakie tam były. A było ich kilkanaście. Julka mówiła, że babcia kładzie na nich kamyki, ale nie wiedząc, o co chodzi, wzdrygnęłam tylko ramionami… Przyglądałam się tym pomnikom, sczytywałam znaki i daty, nie zdając sobie sprawy, że to nie było polskie pismo. Nie wiedziałam jednak jakie. Wiedziałam jedno : tam leżą ludzie i należy im się szacunek…i kwiaty, nie kamyki…

Potem był rok 1972. Do parku zajechały buldożery. Miała powstać nowa droga. Zlikwidowano nasze ławeczki, rozwalono pomniki z tablicami o dziwnych literkach i znakach. Chłopcy znaleźli czaszki, urządzili sobie mecz, kopiąc je niczym piłki, rzucali też kości ludzkie i mieli przy tym nie lada zabawę. A ja stałam wpatrzona w to wszystko, i przez głowę, niczym mantra, przechodziło mi jedno zdanie: „ przecież to byli ludzie”.

Po wielu latach odwiedziłam to miejsce. Szeroką szosą mknęły auta, kolorowe, prędkie. Na małym zielonym wzniesieniu zobaczyłam niewielką tablicę z wyrytym na niej napisem, że w tym miejscu kiedyś znajdował się cmentarz żydowski. Jakże było mi przykro. Położyłam znowu kilka polnych kwiatów, zerwanych nieopodal, ale tym razem już bez Julki.

Wracając do Grubej Julki muszę powiedzieć, że dała się  lubić, szczególnie wtedy , gdy posłusznie wykonywała polecenia naśmiewających się z niej chłopaków. Tak mi się przynajmniej wtedy wydawało. Wykonywała te polecenia, aż nadto sumiennie, może chciała się im przypodobać?!

Julka miała jakieś pięć, może sześć lat. Wyglądała na więcej. Mimo swojej tuszy była ładną dziewczynką. Miała czarne włosy, śniadą cerę i czarne oczy. Jej dziadkowie uważani byli za dziwnych ludzi. Okna zasłaniali czarnymi szmatami. Ciekawość dzieciarni powodowała, że rzucali w nie kamieniami. Czasem, mocno już zdenerwowany dziadek wybiegał z mieszkania, a wówczas wszyscy rozbiegali się w różne strony. Dziadek pogroził nożycami, które akurat trzymał w dłoni, i wracał do domu, do swojej pracy. Był krawcem. Kim była babcia nie wiadomo, nie pokazywała się nigdy.

No więc tego dnia Gruba Julka prosiła rówieśników, aby mogła pobawić się z nimi. Kazali jej robić różne wymyślne ćwiczenia, które wykonywała, a odpowiedź była wciąż i tak negatywna. Chłopcy wyśmiewali się z niej, przezywali, ubliżali. Kiedy zapłakana Julka miała już odejść, piłka rzucona przez gracza celowo w nią, uderzyła Julkę w głowę. Przewróciła się na chodnik uderzając z całej siły o krawężnik. Z ucha i nosa popłynęła krew…
Dzieciarnia uciekła, a ja nie mogąc podnieść ciężkiej Julki, biegłam z krzykiem i lamentami na ustach, do jej dziadków.


Gruba Julka została pochowana na cmentarzu żydowskim, ale nie tym koło naszego bloku. Tam znajdował się tylko park…Gdy ją odwiedzam, zostawiam polne kwiaty, które tak lubiła…