fbpx

SASZA, czyli opowieść o Profesorze Aleksandrze Bardinim – pedagogu, reżyserze, aktorze (1913-1995)

,,Bardini był człowiekiem publicznym. Bywał na przyjęciach, jubileuszach, premierach i w ambasadach. A jednocześnie – co paradoksalne – chronił swoją prywatność. Osiągnął coś, co udaje się rzadko. Prawdę mówiąc nie znam drugiej osoby, która zabiegałaby o to tak skutecznie jak on. Pamiętam jubileusz z okazji 80. Urodzin Bardiniego zrobiony z sercem przez Stanisława Tyma w Teatrze Powszechnym. Wszyscy bliscy wychodzili na scenę. A jednak nie sposób było dowiedzieć się o nim nic, czego by sobie nie życzył. To niezwykła umiejętność […] nie upubliczniać pewnych sfer życia. Zostawić je dla siebie. Media zawsze próbują wkroczyć na ten obszar. Bardini na to nie pozwalał. Dlatego jego życie otacza fascynująca, głęboka tajemnica.’’1

    Czy dziś, gdy mija właśnie 25 lat od jego śmierci, możemy już nieco uchylić rąbka tych tajemnic?! Czy miałby nam to za złe; czy cieszyłby się, że piszemy o nim teraz, gdy wciąż żyją ludzie, którzy go pamiętają, chcą wspominać, i których tamta epoka nadal żywo obchodzi…

    Może nie jest to Artysta zapomniany, bo przecież zmarł stosunkowo niedawno i pokolenie dzisiejszych  pięćdziesięcio, czy  sześćdziesięciolatków, nie tylko Go kojarzy, ale i być może pamięta: kim był i czym się zajmował;  jednak po przeprowadzonym na własny użytek sondażu, stwierdziłam, że przydałoby się usystematyzowanie i doprecyzowanie tej wiedzy, albowiem jedni kojarzą go tylko jako aktora i prowadzącego program: ,,Spotkanie z Aleksandrem Bardinim”, inni wyłącznie jako ,,chyba reżysera”, a jeszcze dla innych był przede wszystkim rektorem i pedagogiem szkoły teatralnej. Spróbuję zatem jednym przedstawić, a innym przypomnieć: kim był i jakim był – Profesor Aleksander Bardini.

Łódź

Aleksander Józef Bardini (wtedy jeszcze Bardyni) urodził się 17.XI.1913r. w Łodzi w domu przy ul. Zielonej 6, jako najstarsze dziecko Józefa Bardyniego i Marii Bardyni z domu Grad. Rodzina zajmowała całe pierwsze piętro kamienicy, prowadząc w tym samym budynku na parterze, również jadłodajnię serwującą domowe obiady. Cztery lata później na świecie pojawiła się siostra Irena.

Zmiana nazwiska z Bardyni na Bardini:,, prawdopodobnie nastąpiła, gdy Aleksander załatwiał formalności przy zapisywaniu się do Państwowego Instytutu Sztuki Teatralnej w 1932r. Jeśli posłużył się aktem urodzenia (pisanym ręcznie po rosyjsku) jako dowodem tożsamości, to niewprawne oko urzędnika mogło pomylić rosyjskie ,,y” z ,,i”, i tak już zostało.”2

W latach 1928-1931 rodzinie powodziło się na tyle dobrze, że mały Aleksander mógł uczyć się w Prywatnym Gimnazjum Męskim Mieczysława Witaszewskiego im. ks. Ignacego Skorupki w Łodzi, oraz wyjeżdżać z rodzicami i siostrą na wakacje do Ciechocinka, uchodzącego już wtedy za kurort, gdzie często się fotografowali, posyłając owe zdjęcia, krewnym.

Młody Aleksander chętnie odwiedzał też łódzką filharmonię i kino Odeon.

Kiedy pojawiły się pierwsze kryzysy finansowe, dorabiał korepetycjami i uczeniem gry na skrzypcach.

Jako skrzypek występował również z Towarzystwem Muzyczno-Literackim ,,Hazomir” oraz w kabarecie literackim ,,Ararat”.

W roku 1932 Aleksander skończył łódzkie gimnazjum, otrzymując świadectwo dojrzałości, a jesienią zdawał na studia do Warszawy. Wybrał Wydział Sztuki Aktorskiej Państwowego Instytutu Sztuki Teatralnej.

Warszawa

Sam Bardini tak wspominał swoje egzaminy do szkoły teatralnej: ,,Startuję ja więc do szkoły:[…] inteligentny głupek, mało co wiedzący, nieczęsto chodzący do teatru, uprawiający grę na skrzypcach, kompletnie bez żadnego smaku, pochodzący z miasta, które nie wytworzyło żadnych środowisk artystycznych, miasta sławnego z samotników, jak Strzemiński i Hiller, i z uciekających z niego wielkich twórców, Rubinsteinów i Tuwimów. Ojciec chciał, żebym został skrzypkiem, ja zaś pragnąłem być dyrygentem. A spór i tak nie miał sensu, z różnych bowiem powodów ani jedno ani drugie nie było możliwe. Miałem, więc zostać dentystą. Szukając <<protekcji>> przed ewentualnym egzaminem znaleźliśmy ją. Otóż teść mojego kuzyna siedział jako <<polityczny>> w twierdzy Piotra i Pawła w Petersburgu, w jednaj celi z profesorem dentystyki. Miałem udać się do tego profesora na ulicę Kopernika w Warszawie. I poszedłem. Tyle tylko, że […] dotarłem półtorej ulicy dalej, na Okólnik do PIST-u. Oczywiście w tajemnicy przed ojcem i matką. Miałem gotowy plan na to, co ma być ze mną, gdy zdam. Miałem też plan, związany z pozostaniem przy teatrze, gdy nie zdam. Chciałem <<wynająć się>> jako goniec w teatrze Jaracza w zamian za możliwość uczestniczenia w próbach.[…] Wiem, że z prozy mówiłem fragment <<Wiernej rzeki>>, a jeżeli chodzi o wiersz- fragment ,,Hymnów” Józefa Wittlina. Poproszony o zaśpiewanie <<wykonałem>> arię z <<Pajaców>> i to na ściśniętym gardle, żeby uzyskać <<metal>> w głosie. Potem wywieszono listę dopuszczonych do sprawdzianu ruchowego. Umieszczenie na niej znaczyło, że człowiek ma poważne szanse na przyjęcie na studia. I mnie na tej liście nie było! Wobec tego udałem się w drogę  powrotną, schodziłem na dół długo i powoli, na Okólniku drugie piętro było bardzo wysokie. Pół piętra mi tylko brakowało do znalezienia się na parterze, na ulicy, kiedy usłyszałem głos z góry:<<Bardini, czy jest tu jakiś taki?<< – Tu jestem.<< No to chodź pan! Na co pan czeka? Choć pan tu na górę!>>.No i wszedłem. Tam zobaczyłem Zelwera [przyp. red. Aleksandra Zelwerowicza]. Dziwna rzecz: wtedy byłem dość szczupłym człowiekiem, ale Zelwer miał jakieś wahania, ponieważ sam był tuszy niemałej, miał podejrzenia, czy moja tusza mi nie przeszkodzi. Nagle polecił mi, żebym dwa razy przebiegł scenę po przekątnej. Do dziś nie jestem w stanie zrozumieć, jak to zrobiłem. Może dlatego, że czułem, że walczę o życie. No i potem pełne szczęście: zostałem przyjęty do szkoły.” 3

W 1982r. z okazji 50-lecia powstania Państwowego Instytutu Sztuki Teatralnej podczas sesji naukowej Bardini zwierzył się publicznie, że lata spędzone w tej szkole, to zarazem  trzy najszczęśliwsze lata jego życia.

Lista nauczycieli Bardiniego, to zbiór samych wybitnych gwiazdorskich postaci:

Seweryna Broniszówna – gra sceniczna

Juliusz Marso – impostacja głosu

Leon Schiller – zbiorowa gra sceniczna i później reżyseria 

Aleksander Węgierko – gra sceniczna i reżyseria

Stefan Jaracz – gra sceniczna

Stanisław Stanisławski – mówienie wiersza, gra sceniczna

Jadwiga Turowicz – dykcja, plastyka słowa, ćwiczenia ruchowe, proza i wiersz

Karol Husarski – historia teatru

Ruth Sorel oraz Pola Nireńska – taniec

Janina Mieczyńska – rytmika i plastyka

Konrad Tom – piosenka kabaretowa

Aleksander Zelwerowicz – improwizacja, gra sceniczna, ćwiczenia mimiczne.

Szkolna koleżanka, znana aktorka Nina Andrycz tak wspominała naszego bohatera i tamten czas:,, […] swoją wnikliwość, wszechstronność zainteresowań oraz etykę zawodową wyniósł bez wątpienia ze sławnej, przedwojennej szkoły, prowadzonej przez wtedy jeszcze młodego -Aleksandra Zelwerowicza.[…] Czasem spotykaliśmy się prywatnie, w Konstancinie pod Warszawą. Wtedy rozmawialiśmy godzinami o złotych i tombakowych latach naszego teatru. O niebezpieczeństwach cywilizacji konsumpcyjnej i o ogłupiających <<nasiadówkach>> przed telewizorem lub wideo. Na prośbę Saszy wzięłam udział w wieczorze jubileuszowym z okazji jego osiemdziesięciolecia. Uroczystość niezwykle się udała…Nie wiedziałam, że więcej się nie spotkamy, że już nikt na świecie nie nazwie mnie <<Andriuszą>> i że chyba nie ma już z kim wspominać tamtej szkoły.”4

Jako student PIST-u zwiedził z kolegami z uczelni oraz wykładowcami: Łotwę, Litwę, Jugosławię, a nawet Włochy.

9.VI.1935r skończył studia aktorski i jak zapewne wielu innych absolwentów, borykał się z problemem znalezienia pracy. Stąd też pomysł wyjazdu do Wilna.

Wilno

Od sierpnia 1935r. do kwietnia 1936r. Aleksander Bardini występował w Wileńskim Teatrze Objazdowym. Był zdeterminowany, by pracować w zawodzie, choć początki zdają się być trudne. Warunki pracy spartańskie: brak garderoby czy kostiumów, to tylko jedne z wielu kłopotów zespołu, dotkliwy mróz (-25stopni C) dawał się we znaki, zwłaszcza, gdy przyszło przemieszczać się lub grać w nieogrzewanych salach. Bardini nie poddawał się i występował prawie do końca istnienia tego teatru. Nagrodą była niewielka, ale  stała (niezależna od ilości sprzedanych biletów) gaża i ciepłe przyjęcie publiczności.

Po rozpadzie teatru objazdowego, postanawia wrócić do Warszawy.

(ponownie) Warszawa

Wiosną 1936r.Bardini wraca do Warszawy, by jesienią wstąpić na wydział reżyserski PIST-u. Sam wspominał to tak: ,,Mam skończone dwadzieścia dwa lata i boję się, by w tym wszystkim nie zginąć. Jak mam się w tym odnaleźć, skoro już nie mogę się tego wyrzec, a jeszcze nie umiem w tym być?’’5

Wiele, co sam podkreślał, zawdzięczał wtedy Leonowi Schillerowi m.in. to, że uznając go za człowieka muzykalnego, zwolnił z konieczności zdawania egzaminu wstępnego na wydział reżyserski. Pozwolił również wbrew przepisom, zostać swoim asystentem już na pierwszym roku, a nie zwyczajowo i przepisowo na drugim. Zatrudniał przy spektaklach w różnych teatrach oraz powierzył do adiustacji kwartalnik ZASP-u ,,Scena Polska”, którego był twórcą.

Bardini już wtedy miał swój niepowtarzalny reżyserski styl: ,,Nigdy na scenę nie wchodził. Siedział na widowni i mówił:<<Powiedz swój tekst>>.Więc mówiliśmy:<<La, la, la, la, la>>, a Bardini:<<Nie wierzę. Powiedz jeszcze raz>>. […] I tak mógł bez końca. Aż wreszcie powiedział:<<Teraz ci wierzę. Jedź dalej.>> Nie narzucał aktorowi ani gestów, ani sposobu wymowy, ani akcentów. Wszystko miało wypływać z samego aktora, być organiczne. Chciał, żeby to było prawdziwe”. 6

Po ukończeniu studiów reżyserskich udaje się do Lublina.

Lublin

Sierpień/wrzesień 1939r.

Dla świeżo upieczonego, młodego reżysera, takie ośrodki kultury jak: Warszawa, Lwów, Łódź, Wilno czy Kraków, były niedostępne. Bardini ponownie mógł liczyć na przychylność Schillera, który z własnej inicjatywy pomógł mu zdobyć pracę i mieszkanie w Lublinie w Teatrze Lubelskim będącym autonomiczną sceną Teatru Wołyńskiego im. J. Słowackiego. Dzięki tej protekcji został zatrudniony przez ówczesnego dyrektora Janusza Strachockiego.

Jednak, gdy 1.IX.1939r. wybuchła wojna, Strachocki porzucił teatr i wyjechał do Łucka, a aktorzy i reżyserzy powoli także opuszczali Lublin.

9.IX.1939r. również Bardini podjął taką decyzję i udał się do Lwowa. 

Lwów

Bardini wyjechał  do Lwowa sądząc, że będzie tam bezpieczny i przeczeka wojenną zawieruchę. Początkowo zamieszkał w domu Erwina Axera (wiele lat później w filmie ,,Sprawa Gorgonowej” wcielił się w postać jego ojca: Ottona Axera- najbardziej znanego i szanowanego przedwojennego adwokata).

W ślad za synem ruszają też do Lwowa rodzice Bardiniego, którzy jak wiele innych żydowskich rodzin osiedlają się na Zamarstynowie.

Bardini początkowo dorabiał grą na skrzypcach oraz pracą w lwowskim radiu, a następnie utrzymywał się jako aktor i reżyser  z pracy w Teatrze Dramatycznym do 22 czerwca 1941r., kiedy to Lwów zajęli Niemcy. Wtedy właśnie rodzice Bardiniego trafili do nowo utworzonego getta, gdzie on sam również pracował przymusowo. 

Getto

Aleksander Bardini pracował w lwowskim getcie jako sanitariusz w żydowskim szpitalu przy ul. Kuszewicza na oddziale chirurgicznym. O tym co tam widział i przeżył nigdy nie mówił (w każdym razie nigdy publicznie), jeśli komuś się z tego zwierzał, to zapewne tylko garstce najbardziej zaufanych przyjaciół, w związku z tym zachowało się niewiele przekazów, jednym z nich jest wypowiedz Lwowianki pani Marii Renaty Lubińskiej z domu Preczep, która w dość szczególny sposób dowiedziała się o śmierci swego ojca w lwowskim getcie: ,,[…] Ojciec skończył prawo i wtedy został sędzią. Mój ojciec był porucznikiem w wojskach marszałka Piłsudskiego. To była niespotykana rzecz przed wojną, żeby Żyd został sędzią. Ale wobec tego, że on był zasłużonym oficerem, był sędzią w Stryju.[…]  Jak pracowałam w Polskiej Izbie Handlu Zagranicznego, moim szefem był pan Adamowicz. Był dyrektorem w Polskiej Izbie Handlu Zagranicznego i pewnego dnia w ramach prac społecznych zajmowałam się sprzedażą książek. On się mnie pyta: <<Czy pani ma jakąś ciekawą książkę?>> Powiadam: <<Tak, mam Stryjkowskiego.>.>Stryjkowski pochodził ze Stryja, powiadam: <<Nie wiem, na jakie zamówienie społeczne Stryjkowski napisał tę książkę.>> Pamiętam, jak dziś te głupie słowa –<<zamówienie społeczne. >>Na to pan Adamowicz się mnie pyta: <<Pani jest ze Stryja?>> <<Tak, mieszkałam w Stryju.>> <<Jak się pani właściwie z domu nazywa?>> Mówię mu, a on się mnie wtedy pyta: <<Kim był dla pani doktor Preczep?>> <<To zależy czy doktor medycyny, czy doktor prawa.>> <<Doktor praw.>>„Doktor praw to był mój ojciec. <<Czy pani wie, jak ojciec zginął?>> <<Nie, nie wiem.>> I on mi wtedy powiedział: <<Pani ojciec miał ciężką uremię i był w getcie lwowskim i ja i Aleksander Bardini, zanosiliśmy go codziennie na jakieś analizy i on nam zmarł na rękach…>> A mnie już nie było, leżałam pod stołem wtedy u niego – zemdlałam. I w ten sposób dowiedziałam się, jak mój ojciec zginął.” 7

Niestety również rodzice Bardiniego zginęli w lwowskim, a jego siostra z mężem i dzieckiem w grodzieńskim – getcie: 

22.XI.1941r. – ojciec Józef Bardyni ginie w akcji ,,na starców” 

20.VIII.1942r. – ginie matka Maria Bardyni 

W lutym 1943r.- siostra Irena Lev z mężem Herszem i dzieckiem zostają zamordowani w Grodnie.

W krótkim czasie Aleksander Bardini utracił więc całą najbliżsżą rodzinę, ale jemu samemu udało się uciec. W liście napisał: ,,Był to dzień akcji likwidacyjnej szpitala. Niemiecki żołnierz stoi nieruchomo, pod bronią, w korytarzu szpitalnym i widzi, jak pacjentów, bez względu na ich stan, słowem, krzykiem i biciem zmusza się do natychmiastowego opuszczenia sali szpitalnej i znalezienia się na czekających na ulicy ciężarówkach. Zobaczywszy, jak usiłuję pomóc prawie bezwładnemu choremu (byłem w białym fartuchu), patrząc martwym wzrokiem przed siebie, żołnierz ten kątem ust wymamrotał po niemiecku do mnie te oto słowa:<<Co tu jeszcze robisz, idioto, uciekaj i chowaj się…>>8 Bardini skorzystał z tej okazji.

Lwów

W tamtym czasie miał dwie kryjówki.

,, Początkowo ukryłem się pod Lwowem, w małym domku. Gdy ktoś pukał do furtki, właziłem do dołu wykopanego pod werandą i nakrywałem się przygotowywanym do tego celu deską z ziemią i trawą. Zbliżała się zima, zresztą było niebezpiecznie ukrywać się długo w jednym miejscu i nadużywać gościnności właścicieli domu. Przeniosłem się bliżej miasta. Przygarnęli mnie dobrzy przyjaciele.”9

Mówiąc o przyjaciołach miał na myśli rodzinę Aftanasow, których dom przy ul. Zyblikiewicza 37 stał się jego drugim schronieniem: ,,W kącie między ścianą pokoju a spiżarką mogły stać dwie – trzy osoby [… ]-Wezwano stolarza, który zabił ten kąt deskami. Deski zalepiono gliną z wapnem, poczem ustawiono aż po sufit półki na prowiant. Z korytarza przebiliśmy do bunkra dziurę o średnicy zwykłej beczki. Dziurę tę zasłonięto dębowym wieszadłem, przybitym do ściany hakami. Jedna deska wieszadła otwierała się tak jak drzwi. Kiedy rozlegał się na schodach odgłos kroków albo dzwonek, biegłem do wieszadła, otwierałem drzwi i właziłem do dziury. Drzwi zamykano za mną i wieszano płaszcze. W dziurze siedziałem na czworakach, póki nie minęło niebezpieczeństwo.” 10

Ukrywał się u trzech sióstr Aftanasow: Józefy (z męża) Poźniak, Heleny (z męża) Rudzińskiej oraz Julii Aftanasow (o osiem lat od niego starszej kobiety), z którą wkrótce połączyło Go: uczucie, małżeństwo i córka.

Mało kto chyba wie, że Aleksander Bardini i jego żona wzajemnie zawdzięczają sobie uratowanie życia.

Najpierw podczas okupacji niemieckiej siostry Aftanasow  ukrywały Bardiniego w swoim domu, a potem podczas II okupacji sowieckiej, gdy ,,pani Julii groziło aresztowanie ze strony władzy radzieckiej, Bardini zwrócił się  do Dąbrowskiego [przyp. red. dyrektora teatru] z prośbą o ratunek. Dąbrowski pojechał do Kijowa, do Wandy Wasilewskiej, która dobrze przecież znała Bardiniego z czasów pierwszej okupacji (pozwoliła mu nawet na zrobienie poprawek w swojej sztuce, która była wtedy w repertuarze, chodziło bodajże o <<Bartosza Głowackiego>>).Wasilewska zachowała się bardzo przyzwoicie, zaraz zadzwoniła do Berii, a on dał rozkaz, aby panią Julię zostawić w spokoju.” 11

Gdy zmarł Bronisław Dąbrowski, Bardini w liście kondolencyjnym do wdowy napisał: ,,nigdy nie zapomnimy naszej wspólnej lwowskiej odysei […], nie zapomnimy lwowskiego długu wdzięczności.” 12

Agnieszka Osiecka tak  podsumowała trudne okupacyjne przeżycia Saszy: ,,Bardini był jak ślimak, który raz na zawsze zamknął te najważniejsze drzwi, przez które przepływa cierpienie.[…] Jestem przekonana, że lata wojenne były dla niego okresem straszliwego cierpienia. Ale cierpieć to znaczy również być upokorzonym, pozwolić zadać sobie cios. Jest taka piosenka Gebirtiga z czasu okupacji: << a żydowska uliczka milczy, a żydowska uliczka wstydzi się, że katowana.>>Bardini jednakże był zbyt dumny, żeby mówić o cierpieniu. Więc milczał. To znaczy mówił, mówił , ale nie o tym, co naprawdę boli.” 13

Podobno Bardini napisał autobiografię pt.: ,,Dobre dni i złe lata”, jednak ostatecznie nie zdecydował się na jej publikację, może właśnie dlatego, może nie chciał upubliczniać tego, co boli, co upokarza, co przypomina o bezsilności…

,,Stan strachu ciągle mu towarzyszył, choć nigdy tego nie ujawniał, poza może okresem tuż po wyjściu z ukrycia. Cieszył się wolnością, ale w każdej sekundzie wykazywał czujność, zachowywał się  tak, jakby wciąż coś na niego czyhało.[…] obserwowałam u niego odruchy osoby w ciągłym napięciu, w stanie zagrożenia. Powrót do teatru, do życzliwych mu ludzi, którzy znali jego gehennę, załagodził strach, ale nie zlikwidował.” 14 – wspominała koleżanka z teatru -Ludwika Castori.

,,23.XI.1943r. Niemcy ogłaszają Lwów miastem <<oczyszczonym z Żydów>>. Z około 160.000 Żydów mieszkających we Lwowie we wrześniu 1939r. lwowski holokaust przeżyło około 700”. 15 Można zatem podsumować, że w całym tym okropnym nieszczęściu Bardini miał jednak wiele szczęścia, że był jednym z tych nielicznych, którym udało się ocaleć.

Sam też próbował ocalać. W 1944r. Julia i Aleksander Bardini zaopiekowali się żydowskim chłopcem Icchakiem Schichorem, zdziczałym sierotą znalezionym w lesie przez radzieckich żołnierzy, który spędził u nich prawie rok.

Po 45 latach (dokładnie 30.III.1990r.) Bardini wyjechał do Izraela na spotkanie z Icchakiem, który został nauczycielem historii.

Rok 1944r. przyniósł również reaktywację polskiego teatru, którego dyrektorem został Bronisław Dąbrowski. Lwów opuszczają Niemcy, lecz wracają Sowieci, zaczyna się tzw. druga okupacja sowiecka.

Aleksander Bardini zostaje pedagogiem.

Jako że brakowało młodego narybku aktorskiego, bo przecież od 5 lat szkoły nie działały i nie było naboru, Bardini wziął sprawy w swoje ręce i zaczął szkolić młodych ludzi: z dykcji, pracy nad scenariuszem i etiud aktorskich.

,,Ćwiczyliśmy z nim różne etiudy aktorskie i rozmaite krótkie scenki. Bardzo pasjonowała go taka praca, a my wszyscy byliśmy pod jego ogromnym urokiem. W tych czasach nie był jeszcze tak złośliwy, jak to potem bywało, ale zawsze wyróżniał się wśród zespołu teatralnego nieprzeciętną inteligencją i erudycją.” 16

17.IV.1945r. Aleksander Bardini i Julia Aftanasow – córka Konstantego Aftanasowa i Marii (z domu Haichel) wzięli ślub cywilny.

Jedyne wspomnienie dotyczące żony i ich związku pochodzi z relacji koleżanki z teatru: ,,Sasza, odkąd go pamiętam, zawsze był sam, bez rodziny, bez domowego ciepła. Dom stworzyła mu dopiero pani Julia, u której mieszkał we Lwowie, otoczyła go niemal matczyną opieką, wprost łaknął tego. Cóż gdy wojna zmieniła ten dom w więzienie. Jego żona jest osobą niezwykle skromną, za co ją bardzo ceniłam i cenię, a Saszę za okazywany jej szacunek, za to, że ich związek przetrwał tyle lat”. 17

Pod koniec maja 1945r. Bardini bierze udział w zebraniach Rady Artystycznej, gdzie jest już mowa o ewakuacji i przeniesieniu teatru lwowskiego na Śląsk. Na początku mowa jest o przeniesieniu do Bytomia, jednak Zespół żąda od dyrektora reakcji i starań o przeniesienie do Katowic.

Lwów przestaje należeć do Polski.

18.VIII.1945r – rodzi się jedyne dziecko Bardiniego – córka Maria (zwana Maliną), a już 26.VIII.1945r. z Dworca Czerniowieckiego rodzina Bardinich wraz z innymi aktorami i pracownikami teatru odjeżdża pociągiem do Katowic.

Katowice

 Jednym z pytań, jakie się nasuwają, jest to, dlaczego po wojnie z trzech działających ośrodków kulturalnych (teatry działały w jego rodzinnej Łodzi, w Toruniu i na Śląsku: Katowice-Bytom) Bardini wybrał właśnie Katowice?! Wydaje się, a nawet można uznać to za pewnik, że podjął tę decyzję wespół z lwowskim teatrem, który tam właśnie przenoszono. Miał już wówczas na utrzymaniu żonę i maleńką (zaledwie kilkudniową) córeczkę, więc pewnie nie chciał rezygnować z etatu, szukając nowego, niepewnego zajęcia  w Łodzi czy innym mieście.

,,Działania wojenne w styczniu 1945r. nie spowodowały większych zniszczeń Katowic i w związku z tym miasto mogło już w pierwszych dniach po wyzwoleniu […] przystąpić do uruchomienia swojego potencjału gospodarczego i kulturalnego. Pierwsze kroki zmierzające do odnowy życia artystycznego, w tym także i  teatralnego, poczynione zostały niemal nazajutrz po  uzyskaniu niepodległości. 

Sam gmach teatru katowickiego nie został uszkodzony w toku działań wojennych. W czasie okupacji Niemcy rozbudowali i powiększyli budynek, dobudowali w jego tylnej części jedno piętro[…].Tak więc wydawało by się, że teatr mógł od pierwszych niemal dni służyć sztuce polskiej. Niestety, rzeczywistość okazała się mniej optymistyczna. Ustępujący Niemcy zniszczyli bogaty zbiór polskich kostiumów oraz polską bibliotekę teatralną, a i samo wnętrze budynku było w dużym stopniu zrujnowane.” 18

Niemcy przed opuszczeniem Katowic planowali podpalenie teatru, które udaremnili: Maria Bielecka, Wasyl Michajłow oraz Walenty Śliwski (pierwszy powojenny dyrektor tego teatru). Niestety okupantom udało się zniszczyć: urządzenia sceniczne oraz instalacje elektryczną i centralne ogrzewanie, a także przywłaszczyć sobie: kurtynę i kotary.

Mimo że Śliwski był człowiekiem wykształconym (w 1913r. ukończył Zawodową Szkołę Baletu i Rytmiki Plastycznej w Wiedniu) i doświadczonym scenicznie ( w latach 1928-1939 był wykładowcą w Szkole Baletu i Tańca Artystycznego w Katowicach oraz choreografem w Teatrze im. Stanisława Wyspiańskiego), to jednak początki tworzonego przez niego teatru zdają się być amatorskie: ,,…do teatru zgłaszali się ludzie przypadkowi, nie posiadający odpowiedniego przygotowania i nie wtajemniczeni w arkana sztuki aktorskiej…” 19, co biorąc pod uwagę okoliczności i czas (tuż powojenny) nie powinno dziwić, ani obarczać winą za taki stan rzeczy dyrektora.

Do końca właściwie nie było wiadomo, gdzie ostatecznie osiedlą się aktorzy i cała ekipa ze Lwowa, w tym oczywiście Bardini. Jeszcze w maju i czerwcu 1945 trwały przepychanki między Katowicami, a Bytomiem. Przy czym to ostatnie miasto pisemnie odpowiadało, że jeśli aktorzy przybędą do nich, to zostaną zdani wyłącznie na siebie, bo miasta nie stać na finansową pomoc im.

,,11lipca przyjechał na Śląsk ze Lwowa pełnomocnik prawny Teatru Polskiego Lucjan Świętnicki. Miał on obowiązek zabezpieczenia wszystkich spraw organizacyjnych, takich jak mieszkania, aprowizacja, organizacja stołówki, itp.” 20

Tak tamten czas wspominała znakomita aktorka Krystyna Feldman, która przyjaźniła się z Bardinim przez 51 lat: ,,Pamiętam  moją rozterkę, ból i walkę, co robić? Zostać we Lwowie, czy jechać  z teatrem do Katowic? Cały nasz teatr, na mocy jakichś tam porozumień i zarządzeń, miał przenieść się do Katowic. Nie była to łatwa decyzja dla mnie i Sasza, choć nie lwowianin, rozumiał to dobrze. Chociaż sam musiał zatroszczyć się o żonę i bardzo malutką córeczkę, znalazł dla mnie czas, wyrozumiałość i cierpliwość. Nie było innej drogi, ale musiał mi to uzmysłowić ktoś tak dobry, mądry i doświadczony (już tak doświadczony) jak on. Przybyliśmy do Katowic po trzech dniach ciężkiej podróży, no i trzeba było jakoś przystosować się do nowych warunków – a trudno było niemal pod każdym względem.” 21

Cały zespół teatru lwowskiego przybył do Katowic 28sierpnia 1945 po dwudziestogodzinnej jeździe pociągiem.

Początkowo były pomysły, bo lwowskich artystów rozdzielić, przydzielając ich do różnych teatrów, jednak ostatecznie zadecydowano, by pozostawić ich  w pełnym, pierwotnym składzie ze względu na  dorobek i potencjał artystyczny, jak również pełne wyposażenie scenograficzne, które ze sobą przywieźli. Z 10 spektakli, które teatr lwowski miał w repertuarze w poprzednim sezonie, wykreślono trzy: ,,Moralność pani Dulskiej” Gabrieli Zapolskiej (z tego powodu, że rdzenny katowicki zespół ją wystawiał), ,,Uciekła mi przepióreczka” Stefana Żeromskiego             (jako że ,,nie sprawdziła się na gruncie lwowskim)” i ,,Męża i żonę” Fredry (tę nieco później przeniesiono na mniejszą scenę).

W sezonie teatralnym 1945/46 dyrektorem (od 1.09.1945) był Bronisław Dąbrowski, reżyserami zaś: Stanisława Perzanowska, Aleksander Bardini i Edward Żytecki.

Bardini ,,podpisuje umowę o pracę z dniem 1 października na etacie reżysera. Otrzymuje gażę w wysokości 8800 złotych plus 1200zł na wyżywienie. Mieszka z rodziną w pokoju hotelowym.[…], z którego wyprowadza się dopiero 29.I.1946r. do mieszkania przy ul. Mickiewicza 4m.4.” 22

Cztery spektakle reżyserowane wtedy przez Bardiniego na dużej scenie to:

,,Cały dzień bez kłamstwa” Jamesa Montgomerego, ,,Burmistrz Stylmondu” Maurycego Maeterlincka, ,,Moja siostra i ja” Ralpha Benatzky w tłum. Mariana Hemara, ,,Dom otwarty” Michała Bałuckiego.

Bardini grał też wówczas w reżyserowanym przez dyrektora Dąbrowskiego ,,Weselu”, postać Widma. 

Wiosną 1946r. Bardini myśli o przeniesieniu się z rodziną  do Łodzi. W tej sprawie depeszuje nawet do Leona Schillera z prośbą o angaż w łódzkim Teatrze Wojska Polskiego. Mimo że pomysł spotyka się z krytyką, negacją i sprzeciwem dyrektora Dąbrowskiego, decyzja zapada i zdaje się być nieodwołalna… do czasu.

Historia znów daje o sobie znać w najgorszy możliwy sposób, gdy 7.VII.1946r. dochodzi do pogromu Żydów w Kielcach. Na list Schillera zapraszający do Łodzi, Bardini odpowiada: ,,Opuszczam Polskę.[…] Jako przyczynę wyjazdu podaje :,,Nie sam pogrom- ale reakcję na pogrom w tzw. szerokich sferach polskiego społeczeństwa”[…] W sierpniu wyjechał z rodziną przez <<zieloną granicę>> do Niemiec. 23

Monachium

Do Monachium Bardini wyemigrował na przełomie lutego i marca 1947r.

,,Mieszkał najpierw przy Passingstrasse 18, a potem Trogerstrasse 52 w domu Mathiasa Hubauera, właściciela wytwórni likierów i lemoniady.[…] W Monachium Aleksander  zaczynał też współpracę z Reprezentacyjnym Teatrem Ocalonych  z Zagłady. Był to teatr w połowie zawodowy, w połowie amatorski. Bardini został jego dyrektorem artystycznym. Publiczność[…]- to  uratowani z gett i obozów koncentracyjnych.” 24

W 1948r. zapada decyzja o wyjeździe do Kanady.

Montreal

To najbardziej tajemniczy okres w życiu rodziny Bardinich. Wiadomo o nim tylko tyle: ,,23.XI.1948r. wyjeżdża z rodziną do Kanady. Płynie statkiem do Halifaksu z postojem w Londynie. 3 grudnia przybywa do Halifaksu. Zatrzymuje się i mieszka w Montrealu w wynajętym pokoju w  mieszkaniu Wandy Boraks.[…] Pracuje jako robotnik, najpierw w firmie kuśnierskiej, potem w fabryce lamp. Zarabia około 140 dolarów miesięcznie. Mimo podejmowanych starań, nie pracuje w teatrze. <<Przerwa w pracy w  teatrze>> – napisze potem w urzędowych ankietach.” 25

Te trzy emigracyjne lata sam nazywa: ,,tułaczką, nauką, pracą, samokontrolą, czasem porównań i rozumienia.” 26

O powziętym zamiarze powrotu powiadamia najpierw swojego mistrza, przyjaciela i  wielkiego orędownika swoich spraw- Schillera, pisząc: ,,Po latach szalonej tęsknoty, na którą ani lekarstwa, ani ukojenia znaleźć nie sposób […] Gdyby ktoś uważał np. że powinienem zostać ukarany za to, co <<popełniłem>> to mogę na to odpowiedzieć, że nikt mnie nie może dotkliwiej ukarać, niż ja ukarałem sam siebie, opuszczając kraj.” 27

Schiller i Zelwerowicz jak zwykle przychodzą z pomocą. I 20. II.1950r. rodzina Bardinich przypływa statkiem Batory z Halifaksu do Gdyni, skąd udają się do Warszawy. Początkowo mieszkają w hotelach: Polonia i Hotelu Cetral.

Leon Schiller był wówczas kierownikiem artystycznym Teatru Polskiego w Warszawie i od razu zaproponował Aleksandrowi etat reżyserski z wynagrodzeniem 85.000zł. Bardini otrzymał również posadę wykładowcy w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej na wydziale reżyserii. Przez wiele lat wykładał równolegle również na wydziale aktorskim.

Dopóki rektorem PWST był Jan Kreczmar współpraca układała się znakomicie. Rok 1978r. przyniósł  jednak zmiany personalne: rektorem został wówczas aktor Tadeusz Łomnicki, który nakłonił Bardiniego do  przejścia  na niechcianą emeryturę.

Reżyser Kazimierz Kutz tak podsumował postawę Łomnickiego w tamtym czasie: ,,był u szczytu partyjnej kariery; był członkiem Komitetu Centralnego i kokosił się, pławił w swej partyjnej ważności.” 28

Mimo przejścia na emeryturę, Bardini nie rezygnuje jednak z pracy w Teatrze. Gdy dyrekcję Teatru Polskiego obejmuje znany Bardiniemu jeszcze ze Lwowa, Bronisław Dąbrowski, proponując posadę kierownika artystycznego (pełnioną wcześniej przez Schillera), Aleksander zgadza się (po rozmowie z Schillerem) i pracuje tam przez dwa sezony.

W 1954r. Bardini na deskach Teatru Nowego reżyseruje ,,Balladynę”, która stanie się zarazem najbardziej kontrowersyjnym i krytykowanym ze wszystkich wyreżyserowanych przez Bardiniego dramatów. A wszystko z powodu pioruna, od którego u Słowackiego ginie Balladyna, a u Bardiniego nie. Na scenie unicestwienie miał jej przynieść atak serca. Ten reżyserski zabieg wywołał lawinę krytyki, miażdżące artykuły i ogólnonarodową dyskusję, która z pozoru może i błaha, jednak na wiele lat ,,zamroziła” karierę Bardiniego.

Powstała nawet fraszka na tę okoliczność pt. ,,Bardini spiorunowany”:

Pioruna Balladynie nie dał – tak czy owak

Zagrzmiało: Korzeniewski jego spiorunował.

I oto (moc Jowisza ma Kultury Rada!)

Dziś Balladyna znowu od pioruna pada.

(E.Żytomirski).

W 1956r. Bardini  wyjechał do Berlina, gdzie poznał teatrolożkę, bliską współpracowniczkę Brechta, autorkę książek i filmów dokumentalnych o nim. Jest to chyba jedyne udokumentowane zauroczenie Aleksandra, trwające z wzajemnością wiele lat.

Kobieta ta nazywała się  Käthe Rülicke  i tak pisała do Aleksandra w listach: ,,Gdybym poznała Cię tylko w ciągu jednego wieczoru w Bristolu, miałabym odwagę pisać do Ciebie długie, miłosne listy przez cały rok. Nawet przez drugi, jeżeli widywałabym się z Tobą czasem w restauracji, taksówce, na zakupach, na kawie, w pokoju hotelowym. A w trzecim roku postawiłabym wszystko na jedną kartę…” 29

15.VII.1956 wraz z Aleksandrą Śląską, Danutą Szaflarską, Haliną Mikołajską, Tadeuszem Byrskim i Tadeuszem Kondratem, Aleksander Bardini otrzymuje Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski.

Bardini nie ma szczęścia do dramatów romantycznych, wystawione przez niego ,,Dziady” Mickiewicza podobnie, jak wcześniej ,,Balladyna” spotykają się z miażdżącą krytyką, którą reżyser przypłacił załamaniem nerwowym, leczonym w sanatorium ,,Omega”.

W liście do reżysera  Jana Kulczyckiego pisał: ,,Choroba moja była i jest medycznym, że tak powiem, objawem rzeczy istotniej, głębiej bolących, trapiących człowieka. Choroba nadłamała mnie poważnie i wolę więcej o niej nie mówić.[…] O <<Dziadach>> nie myślę wcale lub z obrzydzeniem. Nie można płacić taką walutą za wykonywanie zawodu – a jeśli tak, to człowiek jest śmieć.[…] A ja tak bym chciał, tak bym chciał być nauczycielem w domu sierot i móc z tego wyżyć.” 30

W latach 1957/1958 Bardini został wykładowcą w Państwowej Wyższej Szkole Filmowej w Łodzi, gdzie podobnie, jak wcześniej w Warszawie pracował na dwóch wydziałach: aktorskim i reżyserskim i na obu tych  wydziałach swym asystentem uczynił reżysera Jerzego Antczaka.

30.V.1958r. Bardini został dyrektorem Teatru Ateneum i pozostawał nim do 30.IX.1958.

Nie było to łatwe, gdyż po odejściu poprzedniego dyrektora Janusza Warmińskiego zespół był podzielony i skonfliktowany. Bardini otrzymał nawet anonimowy list następującej treści: ,,Dlaczego chce Pan koniecznie zniszczyć nasz zespół. Wiemy, że będzie Pan robił szkolny teatr smarkaczy. Żaden porządny aktor nie może zaangażować się do Pana, a nasz zespół Pan rozbija i obraża od pierwszego dnia. Miał Pan opinię porządnego człowieka, dlaczego teraz tak brzydką aurę stwarza Pan koło siebie.[….] Dlaczego nie wybrał Pan sobie innego gmachu na swoją szkółkę. Prosimy zostawić nas w spokoju i szukać sobie innego terenu na eksperymenty. Niech Pan zostanie nadal porządnym człowiekiem, nierobiącym nikomu krzywdy. Zespół Ateneum.” 31

A Bardini o kierowaniu teatrem: ,,jest lichwiarską ceną, którą się płaci za swobodę reżyserii. Istnieją złe i dobre okoliczności związane z sytuacją, w której jednostka determinuje kształt teatru. Te złe to: wielkie pieniądze i żądza władzy, dobre- jasna koncepcja artystyczna i znalezienie środków na jej realizację.[…] Coraz częściej jednak myślę, że na czele teatru powinien stać wrażliwy artystycznie administrator (nie mylić z przerażonym urzędnikiem), który by zgodnie z interesami artystycznymi regulował jego życie tak, jak zawiadowca stacji, który dba o to, żeby pociągi nie najeżdżały na siebie.” 32

W 1959r. Bardini został też odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

Nadal: uczył, reżyserował, występował, jurorował, wykładał w Polsce i za granicą.

W lutym 1974r. przeszedł zawał serca.

W lutym 1976r. ,,Studio 2” pokazuje program: ,,Spotkanie z Aleksandrem Bardinim”. Pomysłodawcą takiej formuły był Mariusz Walter, a uczestnikami muzykująca młodzież poddawana w programie ocenie Bardiniego, który te programy nie tylko sam reżyserował i prowadził, ale także pisał do każdego odcinka scenariusz. Program cieszył się ogromną oglądalnością, a Bardini zyskał niebywałą dotąd popularność. Dziś taki program nikogo nie dziwi, ale przypomnijmy, że był rok 1976r.i taka formuła była prekursorskim novum. Jego żarty i powiedzonka były komentowane i wchodziły do potocznego  języka, języka jakim żyła w tamtym czasie polska ulica.

W 1984r. Bardini przeszedł operację usunięcia lewej nerki.

W tym samym roku grał w filmie ,,Bez końca” w reżyserii Krzysztofa Kieślowskiego, do którego bardzo się przygotowywał, o czym wspominał sam reżyser: ,,Dokładnie uczył się dialogów. Miał je zawsze spisane ręcznie na małych kartkach w kratkę. Przynosił też mnóstwo pomysłów, na które zresztą czekałem. Do <<Bez końca> przyniósł starą, wyświechtaną teczkę, zszytą dratwą, która w kilku miejscach popękała. Dużą wagę przywiązywał do wyglądu bohatera na ekranie. Dla mnie to nie miało znaczenia. Raczej interesowała mnie jego twarz. Ale ponieważ on się tym przejmował, poświęcaliśmy temu czas. Innym razem przyniósł kilka swetrów. Rozłożył  je i zaczął się przebierać. Wiedział, jak będzie ubrany w danej scenie. Kiedyś stwierdził, że jego bohater powinien mieć nieco za długie i niedomyte włosy. Więc zapuszczał je i nie mył jakiś czas przed kręceniem filmu. Dbał o szczegóły. Uważał – pewnie słusznie, że wszystkie elementy składają się na postać. Od nich także zależy, jak widzowie będą ją odbierali, czy będzie wiarygodna. Przy okazji każdego filmu umawiałem się z nim i kilka godzin spędzaliśmy obmyślając takie drobiazgi. Nie było rady.” 33

W 1987r. Bardini został wykładowcą (tym razem na pół etatu) w PWST w Warszawie za kadencji rektora Andrzeja Łapickiego.

W grudniu 1989r.odbyła się premiera filmu ,,Dekalog II” ponownie w reżyserii Krzysztofa Kieślowskiego, który tak tę współpracę wspominał: ,,Zagrał Ordynatora. Ordynator powstał tylko dlatego, że istniał Bardini. Gdybym go nie znał, nie wymyśliłbym tej postaci. Zwłaszcza z jej przeszłością, mającą istotne znaczenie, ponieważ poznajemy przyczyny postępowania Ordynatora. I są to powody głębokie. Dawno temu Ordynator stracił najbliższych. Teraz nie chce przesądzić, że jego pacjent umrze, ani decydować o losie nienarodzonego dziecka. Nie podejmuje się grać roli Boga, bo nie wiadomo, jakie są jego wyroki. A jednak jest coś bezwzględnego w jego postępowaniu.” 34

W 1991r zagrał w innym filmie Kieślowskiego ,,Podwójne życie Weroniki” wymarzoną postać Dyrygenta.

Należy tu  nadmienić, że Bardini był uzdolniony muzycznie i z muzyką związany właściwie od dziecka.

 Przedstawienia operowe realizował czternastokrotnie , osiągając przy tym sukcesy artystyczne.

Żydowskość

Można by się zastanawiać, jaki właściwie miał Bardini stosunek do swego żydowskiego pochodzenia. Dziś trudno to jednoznacznie ocenić. Nie wiadomo nawet, czy decyzję o pochówku na katolickim cmentarzu podjął sam i jeszcze przed śmiercią przekazał taką wolę córce, czy też była to jej suwerenna decyzja podyktowana bólem i strachem?!

Jedno co wydaje się pewne, to że bał się antysemityzmu. Za dużo tego bólu doświadczył tracąc całą rodzinę w getcie.

Sprawy żydowskie nigdy nie przestały go obchodzić i nie ukrywał też swego semickiego pochodzenia. O czym świadczy choćby to wspomnienie aktora i ucznia Bardiniego, Wiesława Gołasa: ,,Bardzo mi […] brak profesora Aleksandra Bardiniego, z którym miałem zajęcia, kiedy Zelwerowicz był już bardzo chory. Kiedy chciał mnie do czegoś przekonać, zaczynał od słów:<< Ja jestem, Wiesiu, stary Żyd”. 35

Bardini będąc u Łapickiego 17 listopada 1990r. poinformował go, że w Żydowskim Instytucie Historycznym wybito wszystkie szyby. Obaj byli niezwykle poruszeni falą antysemityzmu. A zatem sprawy żydowskie nie były Bardiniemu nigdy obojętne.

Choroba 

O chorobie dowiadujemy się z zapisków Andrzeja Łapickiego opatrzonych datą 7 maja 1995:,,Bardini leży z wielkim wylewem. Ciężki stan.” 36

Umiera 30.VII.1995r 

Pogrzeb

Ludwika Castori -Dąbrowska – jedna z aktorek lwowsko- krakowskich wspomina, że Bardini jeszcze we Lwowie, a więc będąc stosunkowo młodym człowiekiem, mawiał: ,,że nigdy nie zgodzi się  na uroczysty pogrzeb, na mowy i ceremoniały”.

W pewnym sensie słowa dotrzymał.

Zapiski z Dzienników Andrzeja Łapickiego pod datą:  9września 1995: ,,Dużo się wydarzyło. Przede wszystkim umarł Sasza Bardini. Strasznie mnie to dotknęło. Odszedł bliski i życzliwy człowiek. Postać. Malinka [przyp. red. córka Bardiniego] chciała, żeby go pochować na katolickim cmentarzu, i to w katakumbach. Zadanie niewykonalne, a jednak… załatwiłem. Jestem, jak mówi X. Prymas, przyjacielem Kościoła. Śmieję się, że Saszę ochrzciłem po śmierci. Ale jest tam, gdzie chciał, czy też gdzie Malinka chciała. Pogrzeb był tajny, myślę, że ze względu na Żydów, którzy się wściekli. Było tylko dziesięć osób, powiedziałem parę słów, potem ktoś zagrał na skrzypcach i wszystko. Siedem minut to trwało. Bardzo wzruszające. Ta śmierć zmusza do zastanowienia się nad życiem.[…] trzeba paść w locie, jak Sasza, a nie myśleć, jak to będzie.” 37

Mowa, którą Łapicki wygłosił na pogrzebie Bardiniego, 11 sierpnia 1995, na Powązkach , brzmiała:

,,Drogi Sasza, nie, nie będzie to przemówienie, bo go nie chciałeś – będzie to dalszy ciąg naszej rozmowy, rozmowy, którą prowadziliśmy przez kilkadziesiąt lat, odkąd to zechciałeś mnie obdarzyć przyjaźnią. Rozmowy, którą prowadziliśmy wszędzie – na scenie, w garderobie, w bufecie, w samolocie, na nudnych zebraniach – rozmowy o wszystkim – o świecie, o życiu, o naszym środowisku, wszystkich jego wielkich i małych sprawach – o jego wzlotach i upadkach, szlachetnych porywach i małostkowej zawiści. Z rozmowy takiej wychodziłem porażony Twoją wiedzą i inteligencją, oczarowany Twoim poczuciem humoru. Do rozmowy tej zaliczyłbym też – nasze wspólne granie i reżyserowanie – zaliczyłbym też Twoje piękne przemówienie, które wygłosiłeś na moim niedawnym święcie.

 Sasza, zastanawiałem się, jakby Twoim wzorem, niedościgłym wzorem najlapidarniej określić Twoją niezwykłą osobowość. Otóż nasuwają mi się dwa słowa – profesjonalizm i serce.

Byłeś fanatykiem profesjonalizmu. Świadczą o tym wszystkie Twoje  piękne przedstawienia, które i w teatrze, i w operze przeszły już do historii, świadczą o tym Twoje piękne role teatralne i filmowe, zwłaszcza te ostatnie, gdzie stworzyłeś postać mędrca, mędrca, który wie wszystko i dlatego z wyrozumiałością i pobłażaniem patrzy na słabości bliźnich. Ten profesjonalizm, a i to spojrzenie na świat przekazywałeś swoim uczniom, których wychowałeś dziesiątki – poświęcając im całą uwagę i Twój wielki talent pedagogiczny.

Serce. Sasza, wiem, że już z góry się sceptycznie uśmiechasz, ale kochałeś świat, kochałeś życie, kochałeś nasz diabelski zawód i kochałeś nas wszystkich, ze wszystkimi błędami i wadami – dlatego tak wszyscy garnęli się do Ciebie, dlatego u Ciebie szukali rady, sądu, opinii.

Byłeś sędzią, sędzią sprawiedliwym, ale surowym, byłeś ostatnim Sprawiedliwym w tej naszej teatralnej Sodomie.

W takiej chwili mówi się – spoczywaj w spokoju. Należy Ci się spokój, Sasza drogi, po Twoim barwnym, wypełnionym po brzegi, ruchliwym życiu. Przerzucałeś się z kontynentu na kontynent – reżyserowałeś w Ameryce, grałeś w Niemczech, uczyłeś w Szwajcarii. Znał Cię cały świat i podziwiał. Sam tego doświadczyłem. Gdziekolwiek w Ameryce czy w Australii w środowisku teatralnym powiedziałem, że jestem z Polski, natychmiast padało pytanie:<<A co porabia Sasza Bardini?>>Sasza drogi, wybacz, że czasem zakłócimy Ci ten spokój – zwracając się do Ciebie w myślach z pytaniem – co byś Ty zrobił w tej sytuacji, jaką Ty byś wydał opinię…W ten sposób będziesz stale obecny wśród nas, w ten sposób nasza rozmowa nigdy się nie skończy..” 38

Profesor Aleksander Bardini wychował kilka pokoleń znakomitych aktorów, którzy tak wspominają swojego Mistrza:

Franciszek Pieczka:,,[…] Bardini miał swoją metodę. W przeciwieństwie do innych pedagogów bardzo realistycznie i trzeźwo przedstawiał nam świat, który nas czeka, naszą przyszłość – jako brutalną walkę o zaistnienie w zawodzie. Nie mówił, że aktorstwo to posłannictwo, że mamy misję do spełnienia, że oto wkraczamy do świątyni sztuki. Określał ściśle nasze zadania w zawodzie, bez ubierania ich w metafizykę. Uczył za to, jaki możemy mieć wpływ na widza, jak widzem kierować.” 39

Joanna Szczepkowska:,,[…] Uwagi Profesora były wspaniałą literą […]- czasem jednozdaniowe filozoficzne rozprawki, dowcipne, złośliwe, ale nigdy złe, podszyte żółcią.

[…]Wiedziałam, że Profesor nie był mi przychylny przy egzaminach i uważał, że w ogóle nie powinnam znaleźć się w teatrze.[…] Bardzo wstydziłam się śpiewać, czułam się z tym źle, łzy stanęły mi w oczach – Profesor krzyknął, że nie znosi histerii […]nie lubił tego nasładzania się, rzucania się sobie w ramiona – nazywał to: <<Zocha, cudna byłaś>> […] Jak szarańczę tępił wszelkie prywatne minki i spojrzenia spod rzęs. Kupiłem bilet – mówił – czas, który jest ci dany na scenie, musisz wykorzystać tak, żebym nie poczuł się okradziony.” 40

Ewa Ziętek:,,Kiedy zobaczył uśmiech bezgranicznego samozadowolenia na mojej twarzy, powiedział: <<Pani Ziętek, widzę, że pani jest zakochana w sobie, i to w dodatku z wzajemnością, radzę, żeby jedna osoba się w pani odkochała. Dziękuję.” 41

Krystyna Janda:,, Profesor z zewnątrz przez niektórych był postrzegany jako zbyt surowy i złośliwy nauczyciel, naprawdę był niezwykłej łagodności i delikatności serca człowiekiem, który dzięki przenikliwości i mądrości traktował studentów, uczniów w sposób <<nie dający im nadziei>>, to znaczy nie budował zamków z lodu i piasku, na temat każdego, nic nie obiecywał, natomiast zniechęcał, mówił prawdę, nawet bolesną, ale dzięki temu jego uczniowie, aktorzy, wchodzący w ten zawód, mocno stali na ziemi, byli przygotowani do walki i niepowodzeń, mieli świadomość, dzięki Profesorowi, kim są i jakie są ich ewentualne atuty i braki. Bez niepotrzebnych złudzeń i wyobrażeń na swój temat, które profesor niszczył. Ale przede wszystkim, byli wyposażeni w chęć do walki, miłość do zawodu, świadomość jak ten zawód może być piękny i jak może być ważny, jakie może mieć znaczenie. Mieli rzetelnie, spokojnie, przekazaną podstawową wiedzę rzemieślniczą. Znali swoją wartość i braki, ale też dzięki świadomości kim są, byli realistami. Profesor podczas pracy z każdym z nas wyposażał nas jakby w żelazny pancerz, który potem chronił przed stresem wynikającym z różnicy między marzeniami i naszymi oczekiwaniami a rzeczywistością. Nikogo takiego dziś nie ma. Ja nikogo takiego już później nie spotkałam na swojej drodze.” 42

Wiesław Gołas: ,,…jako aktora znał mnie doskonale, od podszewki. Zawsze wyczuł, kiedy dobrze mi szło, a kiedy źle. Kiedyś w jakimś wywiadzie, opowiadając o współpracy reżysera z aktorem, powiedział, że <<jeśli chodzi o Gołasa, to miałby tylko jedną wskazówkę dla reżysera: nie przeszkadzać>>.Bardzo się ucieszyłem, kiedy to przeczytałem. Po skończeniu szkoły przez wiele, wiele lat niezmiennie po każdej premierze dzwoniłem do Saszy i pytałem, jak poszło, jak mu się podobało, czy dobrze zagrałem? A <<Saszą>> był dla mnie tylko po cichu, bo zwracałem się do niego zawsze per <<panie profesorze>>. 43

Jerzy Antczak: ,,Jako asystent w łódzkiej Wyższej  Szkole  Aktorskiej zaparłem się jak Rejtan i bełkocząc niedorzeczne motywacje przyczyniłem się do tego, że panna Jadwiga Barańska została oblana na egzaminie wstępnym, aby w następnym roku zdać z wyróżnieniem…i po roku nauki zostać moją żoną.[…]Kiedy oznajmiono jej, że nie została przyjęta, i nie wiedząc, co ze sobą zrobić, szła korytarzem do wyjścia, wyszedł z pokoju egzaminacyjnego i podbiegł do niej profesor Aleksander Bardini. Powiedział:<<Mnie się jednak wydaje, że pani powinna w tym zawodzie pracować. Niech pani postara się o jakąś pracę blisko teatru, a za rok proszę zdawać jeszcze raz>>. Kto lub co kazało mu podbiec do nieznanej dziewczyny, aby obudzić w niej wiarę, zadecydować o dalszym jej życiu?” 44

Czy ten wewnętrzny nakaz, to głos talentu i  pedagogicznej intuicji, czy też może przypomniały mu się jego własne egzaminy, gdy omyłkowo zabrakło go na liście i również ktoś za nim wybiegł (funkcjonują dwie wersje tego zdarzenia, w jednej mowa, że tym kimś był student trzeciego roku, Leopold Skwierczyński, a według innej, że sam Zelwerowicz); tego się już pewnie nigdy nie dowiemy…

Jerzy Antczak, którego Bardini wybrał na swego asystenta, tak podsumował tę znajomość: ,,Profesor Aleksander Bardini…Człowiek, który otworzył mi Kosmos”. 45

Niechaj to astronomiczno- astrologiczne zdanie posłuży za podsumowanie tego jakże barwnego, wszechstronnego, choć niełatwego przecież żywota.


  1. Krzysztof Kieślowski, Teatr nr 11, 1995, s.20.
  2. Maria Dworakowska, Aleksander Bardini. Kronika życia i działalności (1913-1995), ,,Pamiętnik Teatralny”, s.13.
  3. Tamże, s.18-19.
  4. Nina Andrycz, Impresje Bardzo Prywatne,  ,,Pamiętnik Teatralny”, s.21.
  5. Maria Dworakowska, Aleksander Bardini. Kronika życia i działalności (1913-1995) w ,,Pamiętnik Teatralny”, s.23.
  6. Tamże, s.27
  7. https://www.1944.pl/archiwum-historii-mowionej/maria-renata-lubinska,542.html
  8. Maria Dworakowska, Aleksander Bardini. Kronika życia i działalności (1913-1995), ,,Pamiętnik Teatralny”, s.33.
  9. https://plus.dzienniklodzki.pl/aleksander-bardini-wybitny-aktor-i-rezyser-pochodzacy-z-lodzi/ar/11612230
  10. Maria Dworakowska, Aleksander Bardini. Kronika życia i działalności (1913-1995) w ,,Pamiętnik Teatralny”, s.33.
  11. Ludwika Castori- Dąbrowska, Profesor, Teatr nr 11, 1995, s.22.
  12. Tamże,s.22.
  13. Agnieszka Osiecka, Teatr nr 11, 1995, s.30.
  14. Ludwika Castori- Dąbrowska, Teatr nr 11, 1995, s.23.
  15. Maria Dworakowska, Aleksander Bardini. Kronika życia i działalności (1913-1995), ,,Pamiętnik Teatralny”, s.34.
  16. B. Czosnowska, Ostatni gong ,Gdańsk 2000.
  17. Ludwika Castori- Dąbrowska, Teatr nr 11, 1995, s.23.
  18. Andrzej Linert, Teatr Śląski w latach 1945- 1949, s.23
  19. Tamże,s.28
  20. Tamże, s.68
  21. Krystyna Feldman, Profesor, Teatr nr 11, 1995, s.23.
  22. Maria Dworakowska, Aleksander Bardini. Kronika życia i działalności (1913-1995) w ,,Pamiętnik Teatralny”, s.39-41.
  23. Tamże, s.45.
  24. Tamże, s.45.
  25. Tamże,s.50.
  26. Tamże,s.52.
  27. Tamże, s.52.
  28. https://culture.pl/pl/tworca/tadeusz-lomnicki
  29. Maria Dworakowska, Aleksander Bardini. Kronika życia i działalności (1913-1995) w ,,Pamiętnik Teatralny”, s.68.
  30. Tamże, s.76.
  31. Tamże, s.83.
  32. Tamże, s.88- 89.
  33. Krzysztof Kieślowski, Teatr nr 11, 1995, s.20.
  34. Tamże, s.19-20.
  35. Agnieszka Gołas, Gołas, Warszawa 2015, s.112.
  36. Andrzej Łapicki ,,Jutro będzie <<Zemsta>>.Dzienniki 1984-2005”,Warszawa 2018, s.335.
  37. Tamże, s.338.
  38. Andrzej Łapicki, Rozmowa, Teatr nr 11, 1995, s.7.
  39. Franciszek Pieczka, Profesor, Teatr nr 11, 1995, s.24.
  40. Tamże,s.29
  41. Tamże,s.30
  42. https://krystynajanda.pl/dorobek/aleksander-bardini/
  43. Agnieszka Gołas, Gołas, Warszawa 2015,s.112
  44. Jerzy Antczak, Noce i dnie mojego życia, s.58.
  45. Tamże,s.32-33