+48 736-84-84-44

Tajemnice skrzyni

Tajemnice skrzyni

Znalazłam się w dziwnym pomieszczeniu, w którym czuć było lekki zapach stęchlizny, a wszystkie przedmioty miały już swoje lata. Książki w pięknych oprawach zapewne skrywały ciekawe historie, ale te postanowiłam zostawić sobie na później. Coś ciągnęło mnie w kierunku skrzyni stojącej pod ścianą. Była piękna, stara, z ręcznie wykonanymi okuciami. Jednak nie o jej urodę chodziło w tym momencie. Jakiś wewnętrzny głos podpowiadał mi: „Otwórz ją”.

Z lekkim strachem, ale i namaszczeniem chwyciłam za wieko. Wbrew przypuszczeniom otworzyło się bardzo lekko. W środku leżały paczuszki listów przewiązanych wstążeczkami.

Sięgnęłam po pierwszy z brzegu. W miejscu adresata widniało moje imię. Zaskoczyło mnie to — nie pamiętałam takich listów. Czułam jednak, że muszę je otworzyć.

„Kochane Dziecko,

nie martw się, że mnie już nie ma. Byłaś dobrą córką. To nic, że czasem miałyśmy inne zdania — to przecież normalne. To nie Twoja wina, że lekarze za późno odkryli moją chorobę. Zrobiłaś, co mogłaś. Twoja pomoc w tamtym czasie była nieoceniona, a ja bardziej martwiłam się o Ciebie niż o siebie. Proszę, żyj spokojnie”.

Jak to możliwe? — pomyślałam, a łzy same popłynęły mi po policzkach. I choć list nie był wyraźnie podpisany, doskonale wiedziałam, kto go napisał.

Drżąc ze wzruszenia, sięgnęłam po kolejny, znów widząc na kopercie swoje imię.

            „Wiesz, ile miałem lat. Nażyłem się. Wybacz, że bywałem taki uciążliwy, zwłaszcza u kresu. Nie mam żalu, że czasem traciłaś cierpliwość — za co zresztą zawsze przepraszałaś. Prawdę mówiąc, sam nie mogłem wtedy ze sobą wytrzymać”.

— To jeszcze raz… przepraszam cię, tato — wyszeptałam.

Składając list, zauważyłam na odwrocie malutkie literki, ale nie musiałam ich czytać. Wiedziałam.

Zastanawiałam się, od kogo może być list przewiązany czerwoną wstążką, która mimo upływu lat wcale jeszcze nie spłowiała. Otworzyłam kopertę.

„Moja Droga,

mogę chyba nadal tak do Ciebie pisać, skoro wciąż jesteś w moim sercu. Wprawdzie nasze drogi już się rozeszły, ale nie wyrzucaj sobie, że zbyt pochopnie mnie skreśliłaś. Nie walczyłem o Ciebie, ponieważ czułem, że nie byłabyś ze mną szczęśliwa. Cieszę się, że ułożyłaś sobie życie — masz dobrego męża, syna. Tego zawsze Ci życzyłem. Ja także jakoś ułożyłem sobie życie, niczego już nie żałuję, ani nie noszę w sobie urazy. Ty także sobie wybacz. Jeśli się kiedyś spotkamy, nie będę Ci niczego wyrzucał”.

Zawahałam się. Przecież ta osoba żyje. Odwróciłam kopertę, zapaliłam dodatkową świecę i zaczęłam odszyfrowywać napis. Najpierw S, potem U, następnie M, I, E, N, I, E. Uśmiechnęłam się przez łzy. Wszystko zrozumiałam. Wieko skrzyni zamknęło się jeszcze lżej, a ja znalazłam się w sypialni. Obiecałam sobie, że wrócę tam niebawem, by przeczytać wszystkie listy.

Była pierwsza trzydzieści, a ja wciąż myślałam o tajemniczej skrzyni. Zajrzenie do niej okazało się dobrą decyzją — uwolniłam się od niektórych wyrzutów sumienia. Ale ciekawość nie dawała mi spokoju. I tak nie zasnę. Muszę tam wrócić.

Wszyscy spali, gdy szłam po schodach na górę. Słychać było lekkie ich skrzypienie. Miałam nadzieję, że to tam jest skrzynia i że znajdę w niej bardzo ważny list. Od lat dręczyły mnie wyrzuty sumienia, że nie byłam na pogrzebie babci. Nie dlatego, że go zlekceważyłam. Kochałam ją przecież i bardzo przeżywałam jej chorobę. Ale dowiedziałam się o śmierci wtedy, gdy mąż wykupił nam już pierwsze zagraniczne wczasy w Bułgarii. Babcia umarła w przeddzień wyjazdu. Byłam rozdarta. Dziadek powiedział wtedy: „Jedźcie dzieci. Babcia na pewno nie chciałaby wam w tym przeszkodzić. Nie miałaby wam za złe”.

A jednak wciąż miałam wyrzuty.

Otworzyłam wieko skrzyni. Serce biło niemiłosiernie. Szukałam długo, przerzucając sterty listów, aż w końcu znalazłam ten właściwy. Było dokładnie tak, jak powiedział dziadek.

Przekopując kufer do dna, natrafiłam jednak na coś jeszcze — sporo szpulek z kolorowymi nićmi. Od razu skojarzyłam je z babcią. Była krawcową. Jakże często bawiłam się u niej takimi. Czyżby zostawiła je tu dla mnie?

Wzięłam do ręki szpulkę z czerwoną nitką — ten kolor lubiłam najbardziej. Szukałam jej końca, gdy nagle nitka zaczęła owijać się wokół mojego nadgarstka. Szarpnęła i pociągnęła mnie w stronę skrzyni. Przerażona nie potrafiłam nic zrobić.

Nagle znalazłam się w swojej przeszłości. Przebiegałam przez wszystkie zdarzenia związane z miłością. Obrazy i odczucia zmieniały się jak w kalejdoskopie. Było mi przyjemnie, błogo. Aż straciłam czujność. Nitka sama zsunęła się z mojej ręki, a ja znów stałam obok skrzyni zarumieniona, czując na ustach smak pierwszego pocałunku.

Zrozumiałam, że te nici prowadzą do przeszłości.

A co by się stało, gdybym wzięła błękitną? Żółtą? Zieloną? Już wyciągałam rękę po kolejną, gdy przyszła mi do głowy myśl: a jeśli pomylę się i chwycę czarną? Przez jakie zdarzenia mnie przeciągnie? Czy znowu będzie pękać mi serce? Czy oczy znów wyleją oceany łez?

Nie. O przeszłości należy pamiętać, ale nie wolno nią żyć. To, czym żyjemy naprawdę, jest tu i teraz. I tylko na to mamy wpływ.

Zamknęłam wieko skrzyni, choć pod stertami listów leżało jeszcze kilka małych kuferków. Może kiedyś do nich zajrzę. Teraz jednak nie mam odwagi.

Przejdź do treści