Jak cenne są dobre zdjęcia? Jaka jest za nie zapłata? Nagroda? Sława? Pieniądze?
A jaka jest prawdziwa cena, którą fotograf musi zapłacić za to jedno ujęcie? O to zwykle nikt nie pyta, choć przecież każdy domyśla się odpowiedzi. Strach, koszmary senne, dylematy moralne, depresja, rozpad rodziny, uzależnienia, ciągłe życie na krawędzi, ryzyko, utrata uczuć – to wszystko jest rachunkiem za znalezienie się w odpowiednim miejscu i czasie.

Kevin Carter, ,,Sęp i mała dziewczynka”,1993.

Nick Ut, ,,Dziewczynka z napalmem”, 1972.

Greg Marinovich, ,,Ludzka Pochodnia”, 1990.
Jak cenne są dobre zdjęcia? Jaka jest za nie zapłata? Nagroda? Sława? Pieniądze?
A jaka jest prawdziwa cena, którą fotograf musi zapłacić za to jedno ujęcie? O to zwykle nikt nie pyta, choć przecież każdy domyśla się odpowiedzi. Strach, koszmary senne, dylematy moralne, depresja, rozpad rodziny, uzależnienia, ciągłe życie na krawędzi, ryzyko, utrata uczuć – to wszystko jest rachunkiem za znalezienie się w odpowiednim miejscu i czasie.
Kevin Carter
Carter dotknięty widokiem umierających dzieci, udał się do buszu, by odreagować związany z tym stres. Właśnie wtedy na swej drodze spotkał wycieńczoną z głodu dziewczynkę. Zaczął robić jej zdjęcia, gdy za dzieckiem przysiadł sęp. Oczekiwał przeszło 20 minut na moment, w którym sęp rozłoży skrzydła i zaatakuje dziewczynkę. Gdy to nie nastąpiło, zdecydował się na uwiecznienie sytuacji w jej statycznej postaci. Przerażająco wychudzony szkielet dziewczynki i jej nieproporcjonalna do reszty ciała głowa są ewidentnym przekazem dramatu, jaki od wielu dni, tygodni, a nawet całego życia przeżywa. Sęp będący tu zwiastunem śmierci dopełnia ten obraz, zwiększając jego dramaturgię. Po zrobieniu zdjęcia Kevin przegonił sępa, nie udzielając jednak dziewczynce jakiejkolwiek pomocy. Podobno chwilę potem ,,usiadł pod drzewem, rozmawiał z Bogiem, płakał i myślał o swojej córce Megan”. Sudańska dziewczynka chwiejnym krokiem ruszyła w stronę obozu. Kevin nigdy nie dowiedział się, kim była, czy dotarła do obozu i – co najważniejsze – czy przeżyła.
Zdjęcie ukazało się na okładce ,,New York Timesa” 26 marca 1993 roku. I bardzo szybko zostało przedrukowane przez wiele światowych dzienników. Czytelnicy zaczęli zasypywać redakcję pytaniami o los dziewczynki. Gdy na jaw wyszła cała prawda związana z zachowaniem reportera, na Cartera spadła ogromna fala krytyki. Zastanawiano się, na ile możemy pozostać bierni wobec rejestrowanych przez nas wydarzeń. Z jednej strony mógł uratować dziewczynkę i zanieść ją do obozu, lecz z drugiej tego dnia był świadkiem cierpienia tysięcy ludzi, co drastycznie wpłynęło na jego zachowanie względem dziewczynki.
Jej fotografia przyczyniła się do gwałtownego wzrostu zainteresowania sytuacją w Sudanie. Tysiące ludzi zdecydowało się na przesłanie konkretnej, wymiernej pomocy materialnej. Dla Cartera jego najsławniejsze zdjęcie było jednak początkiem końca kariery. Jeszcze za czasów apartheidu był świadkiem wielu makabrycznych zdarzeń. Jednak to wydarzenia w Sudanie znacznie silniej odbiły się na jego psychice. Carter obwiniał się również o śmierć Kena,[1] twierdząc, że to on sam powinien zginąć od kuli. Popadł w głęboką depresję. 27 lipca 1994 roku popełnił samobójstwo.
W swym pożegnalnym liście napisał: ,,Jestem załamany. Bez telefonu, bez pieniędzy na czynsz i na alimenty. Prześladują mnie żywe obrazy zabitych i cierpiących, widok ciał, egzekucji, rannych dzieci. Odchodzę i jeśli będę miał szczęście, dołączę do Kena.”
Dopiero w lutym 2011 roku, a więc 17 lat po śmierci Cartera, ojciec dziecka uwiecznionego na zdjęciu z sępem, zwrócił się do prasy, wyjaśniając pomyłkę płci i rozwiewając domysły, co do dalszych losów dziecka. Okazało się, że na zdjęciu był chłopiec o nazwisku Kong Nyonga, który po zrobieniu mu zdjęcia, dotarł do punktu pomocy ONZ i przeżył.
Niestety zmarł w 2007 r. na skutek gorączki.
Nick Ut
Zdjęcie ,,Dziewczynka z napalmem” Nick Ut zrobił 8 czerwca 1972 roku w wietnamskiej wiosce Trảng Bàng, na którą siły Armii Południowowietnamskiej zrzuciły broń chemiczną – śmiercionośny napalm. W nalocie ucierpiała przede wszystkim ludność cywilna, w tym dzieci. Podczas wojny w Wietnamie Nick pracował dla Associated Press. Napalm to substancja, która wywołuje ciężkie oparzenia – zazwyczaj śmiertelne. Na zdjęciu uwieczniono chwilę, gdy mieszkańcy wioski, zrzucając zalane żrącą substancją ubrania, uciekają w panice przed siebie. Reporter widząc tę sytuację, zrobił zdjęcie, po czym rzucił się, by ratować poparzonych ludzi. Gdyby nie jego pomoc, on i towarzyszący mu ludzie, nie przeżyliby. To właśnie Ut zabrał Phan Thi Kim Phúc do szpitala, w którym dziewczynka, którą widać w centrum kadru, spędziła kilkanaście miesięcy i przeszła 17 ciężkich operacji, ale udało się ją uratować i dziś pamiątką tamtych wydarzeń są tylko deformujące poparzenia na plecach.
Phan Thi Kim Phúc wyemigrowała najpierw na Kubę, gdzie kontynuowała studia i poznała swojego późniejszego męża Bui Huy Toana, a następnie wraz z nim poprosiła o azyl polityczny w Kanadzie, gdzie założyli rodzinę, wychowywali dwoje dzieci i mieszkają do dziś. Phan Phúc od 1994 r. jest Ambasadorką Dobrej Woli UNESCO i angażuje się w pomoc dzieciom, które ucierpiały w wyniku wojen – walk prowadzonych przez dorosłych.
Nick Ut i Phan Phúc do dziś utrzymują stały kontakt.
Greg Marinovich
15 września 1990 roku Marinovich przemierzał ulice Soveto, jak zawsze mając przy sobie aparat fotograficzny. Chciał dołączyć do grona zawodowych fotografów, szukał więc okazji na dobre kadry. Wracał właśnie do samochodu, kiedy na jednym z nasypów kolejowych zobaczył grupkę czarnoskórej młodzieży szarpiącej jakiegoś człowieka. Zajście miało miejsce na terenach sympatyków Mandeli, a obcy został zidentyfikowano jako Zulus (później okazało się, że nazywał się Lindsaya Tshabalal), co w tych okolicznościach sugerowało, że jest szpiegiem. Nikt nie brał pod uwagę faktu, że mógł po prostu tamtędy przechodzić, zwłaszcza że miało to miejsce w okolicach stacji kolejowej, z której odchodziły pociągi w stronę zuluskich terytoriów plemiennych. Ściągnięto go na pobliską ulicę. Wokół zatrzymanego wkrótce zebrał się tłum, przeważali w nim nastolatkowie, ale było też kilka kobiet i dzieci. Niespodziewanie jeden z wyrostków rozpędził się i wyskokiem zadał cios w stylu kung-fu wprost w głowę obcego. A gdy ten osunął się na ziemię, podbiegli kolejni, którzy zaczęli go kopać i okładać. Po chwili dla wygody zadawania ciosów podnieśli go. Patrzył na nich nieprzytomnym wzrokiem spowodowanym bólem i szokiem.
Greg wyjął aparat. „Nie rób zdjęć, wypierdalaj stąd” – zasyczał tłum. „Przestanę robić zdjęcia, jak go zostawicie” – odpowiedział. W tym momencie z tłumu wyrwał się młody chłopak, o dopiero sypiącym się wąsie i bez zastanowienia wbił nóż w pierś Zulusa. Marinovich cofnął się o kilka centymetrów. Poczuł tylko, jak inny nóż przecina jego torbę ze sprzętem. Gdyby nie ten krok, klinga zamiast torby cięłaby jego brzuch. Z daleka po raz pierwszy dało się usłyszeć policyjną syrenę. Tłum zniknął równie szybko, jak się zebrał. Policjanci nawet nie opuścili swojego pancernego wozu, oddali kilka strzałów w powietrze. Zdawali się też nie zauważać umierającego tuż obok pojazdu mężczyzny, który niezwykłą siłą woli podniósł się i zaczął odchodzić w stronę stacji kolejowej. Greg także odszedł.
Tshabalal nie uszedł jednak daleko, gdy na pobliskim nasypie kolejowym znów pojawił się tłum. Nieszczęsnego Zulusa przegoniono na drugą stronę. Fotograf również postanowił wejść na nasyp. Kiedy wspinał się pod górę, usłyszał dziwne „puf”. Nie był to powszechnie rozpoznawalny dźwięk wystrzału. Przyspieszył, a kiedy był u szczytu, zobaczył okaleczonego mężczyznę, na którego nasunięto oponę, do której ktoś wlał benzynę i podpalił. Zapłon paliwa spowodował ten dziwny dźwięk. Zulus zadrgał w bólu i agonii, po czym osunął się na kolana. Greg wyciągnął aparat.
W pewnym momencie do płonącego człowieka podbiega nastolatek i rozrąbuje mu maczetą głowę.
Zdjęcie, które przeszło do historii fotografii pod tytułem „Ludzka pochodnia”, przyniosło autorowi Nagrodę Pulitzera, a także pozwoliło dołączyć do słynnego Bractwa Ban Bang. Jego członkami byli: Ken Oosterbroek, João Silva, Greg Marinovich i Kevin Carter – młodzi, utalentowani, znani na całym świecie, nagradzani, uzależnieni od wojny i robienia zdjęć.
Południowa Afryka, kwiecień 1994, ostatnie chwile apartheidu i walki o wolność. Członkowie Bractwa znaleźli się w centrum wydarzeń, byli najlepsi, wszystko wiedzieli, wszystkich znali. Ich zdjęcia i fotoreportaże obiegały cały świat, zdobywali nagrody, każdy chciał z nimi pracować. Ale jest też druga strona medalu: byli zarozumiali, egoistyczni, zamknięci. Sława uderzyła im do głowy, zaczęli ryzykować coraz bardziej, coraz częściej, goniąc za tym jednym jedynym zdjęciem. Dokumentowanie okrucieństwa walk stało się ważniejsze niż cokolwiek.
Czwórka przyjaciół, czwórka fotoreporterów, najlepsi z najlepszych, niepokonani, wydawało się bez uczuć i skrupułów… Czy, aby na pewno? Przyszło im zapłacić straszliwą cenę. 18 kwietnia 1994 roku w Thokozie postrzelono Kena Oosterbroeka i Grega Marinovicha. Ken zginął na miejscu, Greg został ranny. João Silva zrobił jeszcze zdjęcie umierającego przyjaciela. Trzy miesiące później Kevin Carter popełnił samobójstwo. Silva w 2010 roku stracił nogi w Afganistanie, dziś jeździ na wózku.
[1] Chodzi o jego przyjaciela, także reportera, Kena Oosterbroeka.