+48 736-84-84-44
V edycji Konkursu na Polonijnego Artystę Roku pt. „Kreatorzy uczuć i wyobraźni”

Miło nam poinformować, że w ramach VII MIĘDZYNARODOWEGO DNIA EDUKACJI POLONIJNEJ organizowanej przez Polish Academy of Social Sciences and Humanities in London, w V edycji Konkursu na POLONIJNEGO ARTYSTĘ ROKU pt. „Kreatorzy uczuć i wyobraźni”, Jury Kwartalnika literacko-artystycznego YPSILON w składzie:

Agnieszka Modrzejewska
Grzegorz Misiak
Sylwester Kurowski

wyłoniło Laureatów w kategoriach: Proza, Sztuki wizualne, Poezja.

W tym roku wyniki ogłaszaliśmy w Mołdawii.

 

1. W Kategorii Poezja

I miejsce: Joanna Nowocień (Hiszpania) za tomik „Czas na nowy cień”

Uzasadnienie:
za tomik „Czas na nowy cień” – zbiór niezwykłej, poruszającej liryki, w której autorka splata introspekcję, duchowość i pamięć pokoleń.
Jej poezja zachwyca dojrzałością, wyczuciem metafory oraz umiejętnością dotykania tego, co najdelikatniejsze: przemiany, traumy, światła i cienia obecnych w człowieku.
Wiersze Joanny Nowocień tworzą przestrzeń pełną mądrości, odwagi i czułości, a ich siła polega na tym, że czytelnik odnajduje w nich własną historię.

Wyróżnienie: Tadeusz Hutyra (Belgia)

Uzasadnienie:
za niezwykle rozpoznawalny, własny styl poetycki, w którym łączy refleksję filozoficzną, humanistyczną wrażliwość i głęboki etyczny namysł nad światem.
Jego utwory – pełne pasji, metafizyki, miłości do wolności i człowieczeństwa – tworzą poezję zaangażowaną, żywą, niosącą przesłanie odpowiedzialności i nadziei.
Autor korzysta z klasycznych form, pozostając jednocześnie komunikatywny i poruszający. Jego twórczość inspiruje, buduje i przypomina o sile ludzkiego ducha.

 

2. Proza

I miejsce: Charles Garatyński z Francji, za utwór „Miłość zza grobu”.

Uzasadnienie:
Za mistrzowskie operowanie tonacją, pełnokrwistą psychologię bohaterów, odwagę w ukazaniu cielesności i emocji; za farsę splecioną z tragedią, groteskę przenikającą intymność, śmiech dochodzący wprost spod warstwy najpoważniejszej ludzkiej rozpaczy.
Za uchwycenie losów ludzkości w miniaturze, za komedię prowincjonalnych animozji rozkwitającą w coś, czego czytelnik nie może przewidzieć: w miłość – dziwną, tragiczną, pierwotną; w miłość, która nie przychodzi z czułości, lecz z walki; nie z poetyckiego wzlotu, lecz z błota; nie z wyznania, lecz z fizycznego zmagania odsłaniającego drugą stronę gniewu.
Opowiadanie to brzmi jak czarny humor Północy, a jednocześnie jak elegia na dwie zagubione dusze. I wreszcie – za mocny, zapadający w pamięć finał.

 

3. W Kategorii Sztuki wizualne

I miejsce: Magdalena Scholle (Stany Zjednoczone Ameryki)

Uzasadnienie:
za wyjątkową dojrzałość artystyczną, mistrzostwo warsztatowe oraz umiejętność łączenia realizmu z głęboką symboliką.
Jej prace zachwycają precyzją detalu, pięknym operowaniem światłem i emocjonalną narracją, prowadząc widza od intymnych portretów, przez pełne znaczeń martwe natury, aż po poetyckie pejzaże.
Twórczość Magdaleny Scholle wyróżnia się wrażliwością, oryginalnością i niezwykłą umiejętnością opowiadania obrazem.

Wyróżnienie: Paweł Jasiński (Irlandia)

Uzasadnienie:
Paweł Jasiński otrzymuje wyróżnienie za niezwykle charakterystyczny, rozpoznawalny styl malarski, w którym łączy ekspresję koloru, miękką metaforyczność i subtelną poetykę abstrakcji.
Jego obrazy balansują na granicy świata realnego i symbolicznego, budując atmosferę pełną emocji, światła i ruchu. To dzieła, które zatrzymują widza intensywnością barw, pulsującą energią oraz unikatową wrażliwością estetyczną.

 

Laureatom najserdeczniej gratulujemy, a wszystkim uczestnikom tegorocznej edycji konkursu dziękujemy za wzięcie w nim udziału.

UTWORY
POEZJA - I miejsce - Joanna Nowocień

OŻYWIENIE

 

gdy stary monolit pękał

wszystko w co wierzyłam

rozszczepiło się jak drzazga

pokruszyło w palcach

 

w przyciasnym płaszczu

sklejałam przestarzałe wzorce

i poszczerbione prawdy

 

przywierałam do krat

pionizując ciało i umysł

żeby trwać

pomimo pożarów

 

wreszcie zadeptałam ogniska

nauczyłam się uważności

nowych kroków i melodii ciała

przebiegłam przez mantry niczym linoskoczek

unosząc w ramionach równonoc

 

od kiedy pokochałam swój cień

jaśnieję w modlitwie

wzbieram morzem

ustokrotniam wiatr

 

 

BOGINI NOCY ODCHODZI W SEN

 

to czas kiedy heroizm

spotyka się z bojaźnią

sacrum i straganowy kicz

przystają na cmentarnej płycie

w dualnych pętlach     

aby doświadczać światła i mroku

 

Lilith zdejmuje koronę

i odchodzi w długi sen                                                           

 

a kiedy śni

zanika prastary demon

dzieło mężczyzny wypluwane przez stulecia

kiełkuje wybaczenie

mariaż światów spiżu i jedwabiu

 

bogini nocy zapisana w ciałach kobiet

odradza się z modlitwą      

 

wreszcie cień dopełnia się jasnością

a jasność rozpoznaje swój cień

POEZJA - wyróżnienie - Tadeusz Hutyra

FILOZOF NA ŁAWCE
/SONET WŁOSKI/

.
Usiadł samotnie na drewnianej ławce,
Wkoło zieloność, tak bujna jak w lesie,
W koronach kwiatów, jak w jakimś ogrodzie.
Czarny kruk osiadł obok, na polanie.
.
Zapytałby się niejeden przechodzień,
Kim jest ten człowiek, zapewne myśliciel!
Bije z niego blask, pewnie uzdrowiciel!
Zapewne tak! On, filozof na codzień!
.
Słońce już zaszło w tangu jego iskier,
Dzień i noc zlane w objęciach kochanków,
By swą czułością roziskrzyć gwiazdami.
.
W takiej to chwili myśliciel jak bankier,
Zliczył swe myśli, co muzyką grajków.
Do wolności! Do szczęścia! By echami!
____

WESTCHNĄŁ FILOZOF…
/sonet angielski, 7/6, 13-to sylabowy/
.
Westchnął filozof ciężko, w jego głowie burze,
Co myśl jego, co hasło, porwane przez wiatry…
Filozofia w nurtach rzek, w zamglonej aurze,
Rzek wezbranych, szalonych… Rozpłakane astry!
.
Wolność ideologią? Cóż to nie wymyślą!
Wrota piekieł otwarte i swąd ognia już czuć!
Zreflektujcie się, głupcy, bo w reżim was wyślą,
Wolności waszym życiem, czas to sobie wyczuć!
.
Pozwól myślom dać skrzydła i życie niech ptakiem,
Niechże leci gdzie zechce, uskrzydlony światem…
W tym to właśnie sens życia, niechże będzie znakiem,
Wszystkiego, kim jesteśmy… My, wolności kwiatem!
.
Kujmy dzielnie żelazo, póki jest gorące!
Wspólnie i solidarnie! Nic już, co by żrące!

 

BRAMY OLIMPU

Kilka lat temu świat miał złote wrota,

jak gwiazdy krążył w rytmie wielkiej zgody.

Człowiek i państwo w jedności swej ody,

a prawa lśniły wiecznością żywota.

.

Lecz burza wojny przyniosła golgotę,

a cień pandemii zgasił blask urody.

Rdza zjadła wrota i zgasły ogrody,

a w duszy ludzkiej ujrzałem sierotę.

.

Czyż nie jest państwo planetą wśród ludzi?

A człowiek gwiazdą? W nim światło się rodzi!

Razem zaś tworzą jedność po bożemu.

.

Niech myśl człowiecza w kosmosie się budzi

i znów harmonia, w niej człowiek się rządzi.

Bramy Olimpu, jak kilka lat temu!

 

 

EUROPO! MUZĄ TY JAK NIKE!

.
Europo! Targane twoje święte szaty i to na gwałt!
Dracula budzi się po raz wtóry, spragniony krwi,
Demony mu wtórują w elegii jakiejś strasznej.
Co ci wróżą, Europo, co ci szykują w planach?
.
Czyż im tego mało, co działo się przez milenia!
Zbrodnie krzyżowców, holokaust nazistów…
Że nawet ulgi dla powstańców warszawskich,
A w zamian zbrodniczy los w kleszczach Kremla!
.
Czas nieco inny, Polska już wolna, niejeden kraj,
Lecz ty, Europo, zraniona jak nieraz wcześniej.
Ukraina, córa twoja, tak bardzo ci ukochana,
W cuchnącej rzezi Kremla, w ogniach i dronów…
.
Europo! Czas wziąć swój los w swoje ręce,
Z Boską pomocą tyś zwycięska, muzą ty, jak Nike!

PROZA - miejsce I - Charles Garatyński

Miłość zza grobu

 

To tylko mała farerska wyspa, dwudziestu mieszkańców. Dwudziestu na dziesięciu kilometrach kwadratowych – raczej nie tutaj wybuchnie trzecia wojna światowa.

Częściej umiera się tu z nudy niż ze starości.

 A jednak pewnego letniego dnia, kiedy straszliwy upał dwunastu stopni przytłaczał mieszkańców Mykines, wybuchła kłótnia.

Mads nie wierzył własnym oczom.

 W miejscu, gdzie co rano przychodził, by pisać naprzeciw tego, co zwał swoją błękitną nieskończonością, ujrzał człowieka kopiącego dół w ziemi. Przedarł się przez długie trawy rozczesane poziomo przez wiatr, by do niego podejść.

Im bliżej podchodził, tym większy wzbierał w nim gniew, choć z natury miał duszę łagodną.

Z każdym krokiem sylwetka stawała się mniej rozmazana. Słońce wreszcie odsłoniło cień. Było to grube ciało i ta ruda czupryna – Tobias. Już w podstawówce Mads go nienawidził za jego głupie uwagi i uparty wyraz twarzy.

Mimo wysiłków, by się nawzajem unikać, wszystko zawsze kończyło się dramatem.

Trudno się dziwić – szkoła liczyła tylko troje uczniów.

 

Tobias sądził dokładnie to samo o Madsie, ale z jeszcze dziwniejszych powodów. Tobias nie cierpiał Madsa, bo ten zdawał się być zupełnie odporny na jego naturalną popularność. Wśród rówieśników Tobias był maskotką, ulubieńcem, do którego kierowano wszystkie uśmiechy.

Z wyjątkiem Madsa – zawsze wyniosłego i znudzonego. Dlaczego, do cholery, stawiał opór?

Może dlatego, że Mads uważał się za poetę. Kochał przyrodę i spokój, a gdy tylko mógł, uciekał z wioski, by pisać nad morzem. Tobiasnatomiast,choćniegardziłsztuką,byłzdeklarowanymprozaikiem.

Już w wieku trzynastu lat oszczędzał każdy grosz na samochód, który planował kupić, gdy tylko osiągnie pełnoletniość. Nie znosił niespodzianek, a poezja to błądzenie – zupełnie nie dla niego.

 — Tobias! Tobias! – wrzasnął Mads.

          Tamten nie odpowiedział. Miał na sobie koszulę z niedbale podwiniętymi rękawami i jeszcze mocniej uderzał w ziemię, jakby nie chciał usłyszeć rozlegającego się głosu.

  — Tobias! Nie możesz tu kopać tego dołu!

 — A niby czemu nie? – odparł, nie przerywając.

 — Bo to ja tutaj piszę!

— Co?

     — Tylko tu znajduję natchnienie. Potrzebuję spokoju i nie chcę przez cały dzień słyszeć twoich pieprzonych uderzeń łopaty. Poza tym żądam, byś nie ruszał niczego, żeby nie zniszczyć poetyckiej esencji tego miejsca.

— O czym ty mówisz?

— Nie zrozumiesz?! A po co w ogóle kopiesz ten dół?

Tobias przestał pracować i długo patrzył na rozmówcę, zanim się odezwał.

— Kopię sobie grób.

Mads otworzył usta, po czym je zamknął.

— Grób? – wydusił w końcu.

— Tak. Rak. Trzustki. Innymi słowy – po mnie. Trzy lata, może dwa, jeśli leczenie nie zadziała. I właśnie tutaj chcę spocząć.

Mads zaniemówił. Nie z powodu nowiny, lecz dlatego, że wyspa miała stracić jedną dwudziestą populacji – to będzie demograficzny wstrząs.

— Yy… no tak czy inaczej. Nie chcę, żebyś plugawił tę ziemię. W mojej wyobraźni ona należy do mnie.

Tobias w ogóle nie przejął się tym argumentem. Mads mógł sobie wyobrażać, co chciał – prawnie działka należała do Tobiasa, odkąd jakiś mętnie wspominany przodek ją przejął.

W głębi serca Tobias dobrze wiedział, że wybrał to miejsce właśnie po to, by zirytować Madsa. Widział go, wieczór po wieczorze, jak kręci się po okolicy.

Ale Mads nie odpuszczał:

         — Tobias, właśnie niszczysz najbardziej inspirujące trzy metry tej wyspy!

 — Gówno mnie to obchodzi!

 Mads wpadł w furię. Wrócił do domu z duszą na ramieniu. Przeszedł obok plaży z szarymi, połyskującymi kamieniami, zignorował wielki wodospad, nie spojrzał nawet na żadne z rozległych pól wokół.

Nie, żadne z tych miejsc nie mogło się równać z tymi kilkoma metrami na krańcu wyspy. Zabrakłoby tego czegoś.

Już nigdy nie mógłby tam usiąść, twarzą do świata, z notesem w ręku, i pomyśleć:

„jestem na swoim miejscu”.

I to przez Tobiasa. Od zarania dziejów – przez Tobiasa. Niech zdycha.

Mads nie zmrużył oka tej nocy. Krążył po przestronnym salonie z widokiem na port. Przeklinał samotność.

Próbował nawet kiedyś znaleźć bratnią duszę wśród siedmiu kobiet na wyspie, ale, jak się przekonywał, żadna nie potrafiła pojąć jego geniuszu.

Z przeszklonej ściany wypatrywał rozproszonych świateł zatoki.

Jutro znowu porozmawia z Tobiasem, spróbuje negocjować. Jakoś trzeba będzie go przekonać. Na litość nie zadziała. Chodziło tylko o pieniądze. Mads czuł się gotów roztrwonić cały spadek po zmarłej matce dla własnego przetrwania. Tak, to kwestia przetrwania. To nie był kaprys – nie miał wyboru. Musiał pisać, by nie runąć. A pisać mógł tylko tam, na tych trzech metrach. Ani mniej, ani więcej. To jest nienegocjowalne.

Nie żartuje. Wie, że takie frustracje mogą go doprowadzić do zguby. Bez codziennej rozkoszy pisania melancholia pożarłaby go bez reszty. Jutro trzeba będzie walczyć o to, co niezbędne. O świcie Mads ruszył znów w stronę swego ukochanego zakątka.

Opowie Tobiasowi o poezji i wzniosłości, i jeśli ten należy do gatunku ludzkiego, ulegnie ich czarowi. Nie będzie miał wyjścia.

Gdy się zbliżał, nie dostrzegał Tobiasa na horyzoncie. Ogarnęła go nagła radość i zataczał bieg ku swojej przystani.

Ale radość trwała krótko – tamten był na miejscu, w dole głębokim na dwa metry. Na widok Madsa Tobias westchnął i z trudem wydostał się z grobu.

— Czego znowu chcesz?

— Chcę kupić twoją ziemię, Tobias. Te trzy metry. Zapłacę ci, ile zechcesz.

— Nigdy!

                   — Oddam ci cały majątek po mojej matce!

                   — Zachowaj go sobie! Chcę zgnić właśnie tu, nigdzie indziej!

I wtedy, choć Mads uważał się za godnego reprezentanta poezji na Mykines, pozwolił sobie na osobliwy wybryk i wycedził:

— Ty kutasie bez jaj!

Tobias, który tylko czekał na jedno słowo za dużo, rzucił się na niego. I tak oto, szarpiąc się za kołnierze, obaj runęli do przyszłej mogiły.

Ale wcale się nie uspokoili – dalej się mocowali. Mads chwytał Tobiasa za koszulę obiema rękami. Tobias próbował przycisnąć mu głowę do ziemi. Tak się szarpali, że wilgotna ziemia zmieniła się w błotnistą papkę. Zapadali się powoli. Tak, grzęźli, ale nie przerywali walki.

Ich nieszczęsne usta szukały powietrza na powierzchni, ale żaden nie chciał ustąpić. Zresztą, już nie byli dla siebie tacy wrodzy. W gruncie rzeczy Tobias lubił czuć umięśnioną pierś Madsa przy swojej, a Mads delektował się grudkami ziemi na skórze Tobiasa.

Ich dłonie szukały mięsa ud, usta się odnalazły; miłość ich roznieciła. Brudy gleby wżerały się im w nozdrza i gardła. Aż w końcu jeden jęk rozkoszy, a po nim – cisza ostateczna.

Umarli w ten sposób – pobłogosławieni przez miłość i pragnienie, pijani błotem i uściskiem, spełnieni, że ich ostatnim domem stała się ta ukochana ziemia.

I tak oto wyspa Mykines straciła jedną dziesiątą swej populacji tego dnia.

SZTUKI WIZUALNE – miejsce I – Magdalena Scholle

SZTUKI WIZUALNE – wyróżnienie – Paweł Jasiński

Przejdź do treści