14/2026
dzisiaj
Ewie
próba powrotu do przeszłości jest tak bezsensowna
jak usiłowanie odgadnięcia przyszłości. obie
rozmijają się z rzeczywistością. nie ma nas
we wczoraj lub jutro. tylko
dzisiaj mogę obudzić się obok ciebie
i opowiedzieć swoje sny. jutro
może być za późno.
dzisiaj jutro
zapisuję wiersze sympatycznym atramentem. to kolejny
sposób zacierania śladów. każde słowo
istnieje tylko jeden dzień jak ja i jętka nad stawem.
jutra nie będzie. dokoła tylko dzisiaj tańczy
jak liść na wietrze a w środku ja piszący ten wiersz
sympatycznym atramentem.
imperia
wpatruję się w morze i kątem oka dostrzegam
wszystkie stoczone tu bitwy. zatopione
okręty chełpiące się swym orężem. karawele
zwożące bogactwa z nieznanych lądów. tak
rodziły się imperia i rozpadały się niczym zamki
z piasku. spoglądam na bawiące się obok dzieci
z uporem wznoszące kolejne
imperia.
krzyk rybitwy
uporczywie śledzę linię łączącą morze z niebem. moment
gdy ludziom wyrastają skrzydła i stają się ptakami.
jesienią – jak co roku – odlatują do ciepłych krajów
pozostawiając puste gniazda. tylko ja tkwię
na brzegu niczym stara łajba i powoli wrastam
w ogromniejący ciszą
krzyk rybitwy.
dziennik destrukcji
kurczy się mój notes z nazwiskami przyjaciół. rośnie
liczba wykreśleń i wyrwanych kartek. pogłębia się
faza rozkładu.
wyjmowania liter z wyrazów.
miejsca alternatywne
często w moich snach pojawiają się miejsca
w których nie byłem a które doskonale
pamiętam. włóczę się po przegniłych
schodach kamienic. zaglądam
do szaf pełnych rekwizytów z nie mojej
młodości. przeglądam albumy ze zdjęciami
nieobecności.
młodość
odeszłaś. próbowałem wytropić drobiny twego zapachu
ale daremnie. wszystkie ślady okazywały się fałszywe
i prowadzące donikąd. wszystkie dowody
na twoje istnienie w jednej chwili zmieniały się
w zwodne poszlaki. błędne ogniki rozpalane
na obrzeżach pamięci. idąc ich śladem
nie potrafiłem cię odnaleźć. w końcu
uwierzyłem że urodziłem się starym człowiekiem.
i że nigdy cię nie było.