+48 736-84-84-44

Tadeusz Zawadowski

14/2026

 

dzisiaj

 

                      Ewie

 

próba powrotu do przeszłości jest tak bezsensowna

jak usiłowanie odgadnięcia przyszłości. obie

rozmijają się z rzeczywistością. nie ma nas

we wczoraj lub jutro. tylko

dzisiaj mogę obudzić się obok ciebie

i opowiedzieć swoje sny. jutro

 

może być za późno.

 

 

dzisiaj jutro

 

zapisuję wiersze sympatycznym atramentem. to kolejny

sposób zacierania śladów. każde słowo

istnieje tylko jeden dzień jak ja i jętka nad stawem.

jutra nie będzie. dokoła tylko dzisiaj tańczy

jak liść na wietrze a w środku ja piszący ten wiersz

 

sympatycznym atramentem.

 

 

imperia

 

wpatruję się w morze i kątem oka dostrzegam

wszystkie stoczone tu bitwy. zatopione

okręty chełpiące się swym orężem. karawele

zwożące bogactwa z nieznanych lądów. tak

rodziły się imperia i rozpadały się niczym zamki

z piasku. spoglądam na bawiące się obok dzieci

z uporem wznoszące kolejne

 

imperia.

 

 

krzyk rybitwy

 

uporczywie śledzę linię łączącą morze z niebem. moment

gdy ludziom wyrastają skrzydła i stają się ptakami.

jesienią – jak co roku –  odlatują do ciepłych krajów

pozostawiając puste gniazda. tylko ja tkwię

na brzegu niczym stara łajba i powoli wrastam

w ogromniejący ciszą

 

krzyk rybitwy.

 

 

dziennik destrukcji

 

kurczy się mój notes z nazwiskami przyjaciół. rośnie

liczba wykreśleń i wyrwanych kartek. pogłębia się

faza rozkładu.

 

wyjmowania liter z wyrazów.

 

miejsca alternatywne

 

często w moich snach pojawiają się miejsca

w których nie byłem a które doskonale

pamiętam. włóczę się po przegniłych

schodach kamienic. zaglądam

do szaf pełnych rekwizytów z nie mojej

młodości. przeglądam albumy ze zdjęciami

 

nieobecności. 

 

 

młodość

 

odeszłaś. próbowałem wytropić drobiny twego zapachu

ale daremnie. wszystkie ślady okazywały się fałszywe

i prowadzące donikąd. wszystkie dowody

na twoje istnienie w jednej chwili zmieniały się

w zwodne poszlaki. błędne ogniki rozpalane

na obrzeżach pamięci. idąc ich śladem

nie potrafiłem cię odnaleźć. w końcu

uwierzyłem że urodziłem się starym człowiekiem.

 

i że nigdy cię nie było.

Przejdź do treści