14/2026
Granica
Jakże dziwnym pojęciem jest granica
matematyczna linia do której się dąży
ale lepiej się do niej nie zbliżać
świadectwo terytorialności naszych przodków
porośniętych futrami wymarłych zwierząt
oddzielających w jaskiniach światłość od ciemności
której bali się bardziej niż ognia
Granic nie szanują zmienne wiatry
chmury brzemienne deszczem lub śniegiem
ani nurty rzek pijanych wodą
zwierzyna łowna i gatunki chronione
przekraczają je bez żadnego pozwolenia
Na granicach kwitnie przemyt
roślinnych pyłków i nasion
za nic mają je chmary owadów
i ptaki nawet te niezbyt wędrowne
Tylko ludzie z zapałem
giną w walkach o granice
wyrywają je sobie łamią i zacierają
i wytyczają ciągle nowe
jakby granice były miarą ludzkości
w bezgranicznie wielkim kosmosie
Pobudka
Zasypiałem w bezpiecznym miejscu Europy
kiedy spałem ktoś zamienił świat na gorszy
obrócił klepsydrę Ziemi do góry nogami
wyciągnął z zakurzonych regałów
zaklęcia z mrocznych czasów
Mordowane miasta i gwałcone wsie
wróciły w transmisjach na żywo
strzelnice ulic w twierdzach osiedli
bezpłodne pola obsiane minami
pogoda z codziennym deszczem pocisków
Nic nie jest dane na zawsze
historia może zapukać do drzwi
każe spakować życie w niewielki tobołek
uciekać od ludzi zamienionych w bestie
Rodzina
Olena jest tutaj
jej rodzina tam
tam i tutaj to dwa różne kosmosy
oddzielone czarną dziurą wojny
Nad Czernichowem zapala się łuna
niesie się przez stepy i pola
pierwszy wybuch budzi serce
Olena wstaje przed świtem
chwyta smartfon jak magiczną kulę
żeby ujrzeć w nim jedno słowo
żyjemy
Noc spadających gwiazd
Mariana ma jeszcze w oczach
trzynaście lat zabawy
gdy pokój był tak oczywisty
jak niebo i łany słoneczników
Nie obchodzi jej polityka
tylko siwe kłęby strachu
spod gąsienic rosyjskiego czołgu
i zmiażdżony samochód dziadka
Mariana boi się patrzeć w niebo
zamiast gwiazd nocą spada śmierć
błyskiem i hukiem zabija marzenia
zapuszcza korzenie i rośnie
To co że wojna trzeba jakoś żyć
ogrzać dom którego jutro nie będzie
zdążyć ugotować ziemniaki
usiąść jeszcze razem przy stole
Mariana nie rozumie
jak mogłoby tego nie być