14/2026
Bling bling – iluminacja
trochę tu ekskluzywnie
mówi patrząc na kryształowe żyrandole
w kolorowym szkiełku dostrzega kosmos
droga mlekiem i miodem płynąca
z ust do ust
fuksjowa szminka odbita na łyżeczce
gdyby tak zerwać gwiazdę i possać
czy wybuchnie jak supernowa
czy brokat z jego języka
zalśni na kulistym kształcie
globu
jedno jest pewne
rozgwieździ się spojrzenie
ciało przestanie być niebieskie
i zagubione dłonie znajdą ukojenie
pełne jak nigdy wcześniej
Molekuły
sypnęłam cukrem
jabłka zarumienione zrzuciły skórkę
upojony nutami cynamonu
chciałbyś zanurzyć zęby
uszczknąć kawalątek
nie patrz tak na mnie
bo skończymy utytłani w maśle
z mąką we włosach
subtelnie lepcy
rozgrzani do stu osiemdziesięciu stopni
bez termoobiegu
w słodkim przesyceniu
tylko okruchy
Poszarpane
sikorki dygoczą na gałęzi
dmucha chłodny wiatr od wschodu
targa pióra
plącze włosy
gdy zagubiona schodzę ze ścieżki
zapominam którędy
do pocałunków
pieszczot
subtelnych
słów
chochliki z umorusanymi polikami
grają w klasy
coś szeleści
gżegżółka robiąca raban w cudzym gnieździe
a my spłaszczeni
spłoszeni
senni
sen
nick
t
W twoje ręce
masz silne dłonie
naznaczone doświadczeniem
a ja kolorowy liść
uciekam z drzewa
prosto w twoje ręce
jestem lilią tańczącą na wodzie
kołyszę się na fali
pragniesz mnie przywłaszczyć
zerwać różowe płatki
nasycić się ich zapachem
weź mnie bo marznę
twoje ramiona są ciepłe
ułożę się wygodnie
spokojnie zaczekam na wiosnę
Pokuszenie
pierwsze oblicze
błysk rybiej łuski
dżungla gęsto porośnięta
pięćdziesięciometrowa bertolecja
schyla się ku mnie
– no zerwij orzeszek
szeptem odganiam kostrączynę
strzepuję z ramion popiół
dmucham na twój policzek
drugie oblicze mniej surowe
puszysty piesek
przywiera łebkiem do łydki
chcę pogłaskać
ale przyjmuje kształt bazyliszka
gdy widzę ogon tężeję
nie patrz w oczy
tylko nie patrz mu w oczy