+48 736-84-84-44

Krzysztof Janiszewski

14/2026

 

Natasza maluje 

Natasza lubi malować
na wszystkim
co wpadnie jej w ręce

Przemaluje okno
które wcześniej płakało
A teraz skrywa kochanków

Zamaluje skazę na twarzy
Ból jej jestestwa
Zmartwienie zachlapie farbą

Natasza odmienia kolory
czerń przefarbuje w biel
a czerwień w lekki błękit

Jest czarodziejką naszych nastrojów

 

Mężczyzna może być tylko

 

Mężczyzna może być tylko
komentarzem kobiety
Dopowiedzeniem i didaskaliami
Kropką nad ,,i” wykrzyknikiem

Mężczyzna może być tylko
marginesem zapisanym ołówkiem
Notatką i rysem pierwotnym
Zdaniem niedomówionym

Mężczyzna może być tylko
akapitem kobiety
I cieniem zagadką ukrytą
Literą skrywaną pod maską

Może być tylko jej znakiem zapytania

 

Jazzowy nokturn

Siedzimy jak anioły na barowych stołkach
A skrzydła rosną nam po kolejnych lampkach wina
W tle sączy się jazz napełniając puste butelki –
Nie może zabraknąć nam natchnienia

Krzykliwe odgłosy współpijących
Przygłuszają nasze wyrzuty sumienia
Które topimy w nutach nowoorleańskiej melodii
Improwizujemy jak wytrawni jazzmani

Unieśmy nasze kielichy w górę
Niech grawitacja ich nie pokona
Wystarczy wspomnieć o dniu jutrzejszym
A wszyscy spadniemy łamiąc sobie skrzydła

 

Gdy opadają marzenia 

Spadają marzenia z chudych gałęzi
lecą w zapomnienie – na wieki
Nie pojawią się już na drzewie
Może odrodzą się na wiosnę

Teraz w ciszy zapadają
w zimowy sen niebytu
A ja – przy stole z cynamonką –
przyglądam się im z przerażeniem wiedząc

że nie jestem już twoim pragnieniem

 

W oczach psa

Spojrzałem psu w oczy –
zobaczyłem małą planetę
zniszczoną przez człowieka
łkającą o każdy kęs dobroci

Czarne ślepia wilgotniały
tonąc w deszczach tęsknoty
za prawdziwą normalnością
straconą jak wyrzucona kość

Przenikliwy wzrok –
zmieszany z bólem i niepewnością –

Zagubiony w otaczającym świecie
nie wiedział czy ulec czy atakować

Spojrzałem psu w oczy
I z przerażeniem zobaczyłem
w ich ciemnych zakątkach powiek –

Siebie

 

Luksus spowolnienia 

Luksusem jest brak pośpiechu
Swobodne opuszczanie powiek
pod słońcem gaszonym na niebie
w rytm spóźnionych wskazówek

Luksusem jest spowolnione
muskanie twoich bioder
Przeciąganie ramion do gwiazd
i ściąganie księżyca śpiącą dłonią

Luksusem jest słodkie życie
bez autostradowych prędkości
i neurotycznych szpilek
Zwalniam i ignoruję grawitację

 

Przebudzenie w tonacji dnia  

Budzę się z dźwiękiem klarnetu
i sennymi akordami fortepianu
Powolne frazy przelewają się pod powiekami
jak niedokończona noc

Koją transowym wspinaniem się
po klawiaturze codzienności
z kwartetem smyczkowym w tle
Przypominając o wschodzie słońca

Trzeba wstać i zrobić pierwsze kroki
na pięciolinii budzącego się poranka
Niech powolne przebiegi nut
zamienią się w harmonię dnia

 

Liturgia miłości 

Wchodzisz do naszej sypialni
jak do świątyni tajemnic
Z niepewnością naciskasz klamkę
i zamykasz za sobą drzwi

Cóż może się nam zdarzyć
na ołtarzu wspólnej miłości
Czemu drży twoja dłoń
i głos łamie się w półoddechu

Składamy dziś ofiarę swoich ciał
z naszych tęsknot pragnień obaw
A w białym całunie świeżej pościeli
zostawiamy grzech namiętności

jak w konfesjonale bezbożne słowa

Przejdź do treści