14/2026
Listy
Ten dzisiejszy też trafi do schowka.
Może kiedyś go znajdziesz. Przeczytasz
te wczorajsze i te sprzed kilku lat,
napisane na kartkach z zeszytów;
powiązane wstążkami lub luzem
pożółknięte koperty schowane
bez adresu, bez znaczka, bez stempla.
Każdego dnia wrzucane w niepamięć.
Poznasz prawdę, gdy otworzysz schowek.
Wszystkie listy w nim leżą dlatego,
że w tych, które wciąż do mnie wysyłasz,
nie podajesz adresu zwrotnego.
Miłe złego początki
To był poranek (pierwszy po lecie),
budzik nie dzwonił i nie piał kogut.
Cisza dzwoniła jak diabeł na mszę
na znak, że jeszcze poleżeć mogę.
Nad trawnikami mgła falowała,
suszyły beton pierwsze promienie;
liście na wierzbie z kroplami rosy
w bezruchu trwały ponocnie senne.
I nagle trzask, trach bez ostrzeżenia –
płosząc bezczelnie spokój najświętszy,
przeszedł w tryb pracy z trybu czuwania
mój elektryczny płytowy grzejnik.
Luka w czasie
Mówisz, że zdążysz mi powiedzieć,
wyśpiewać, wygrać, namalować,
odkryć i zakryć, poodsłaniać…
Na wszystko – mówisz – przyjdzie pora.
Być może jutro lub za tydzień
stworzy się taka luka w czasie,
że niemożliwe do zrobienia
od ręki – szast-prast – zrobić się da.
Słucham kolejnych obiecanek,
na wiatr rzucanych od niechcenia
i myślę sobie: kiedyś stwierdzisz,
że luka jest, a mnie w niej nie ma.