14/2026
Poza czas
krawędzie twojego dotyku
zmieniają włókna
w całym ciele
oni po tobie
przed tobą
trzech jeźdźców apokalipsy
ta jedna godzina wystarczyła Ci
by poznać moją mapę
pozamykać do mnie drogi
potem każda kolejna
nawigacja
o nie tym głosie
słowa odbijają się
o membranę z twojej
skóry
zrzuconej miesiące temu
kilka obcych postaci
zbiera twoje cząsteczki
rezonujące powidoki
i cóż
przystanę tu na chwilę
gdzie bezpiecznie
nauczę kogoś innego
udawać twoją obecność
Do boga
jak smakuje ziemia
ten wie kto cię kiedyś
pokochał
usta zakrył workiem
kazał oddychać
jak to jest pisać do ciebie
wie kto palce miał wybite
i oblane woskiem
jak to jest cię nie widzieć
oczy zasłaniać metalowymi
powiekami
och ten tylko wie
jak to jest nosić kołki z twoich słów
powbijane w ciało
wie
gość w moim ciele
gdy krząta się po twoim grobie
Czas niedokonany
żebraczka szepcze
odrzucone połączenie
to też forma dotyku
zbiera włos z poduszki
owija i nosi
jak pierścień obietnicy
prosi o tortury
kilka wiadomości
ze słowem kochanie
jedno nagie zdjęcie
ona jeszcze swoje oczy wydobywa
z dnia najpiękniejszego
i opętana ciszą
krzyczy
to nie jest o mnie
Kilka miesięcy bezpłodności
w tych powtarzalnych rytuałach
przejaskrawienia
mokre oczy już są
mi przypisane
podobno dziedziczne
cóż może mi się stać
w jego wielkim samochodzie
bez drzwi
i tak już jestem nietwoja
kim on może być
15 lat starszy
15 minut spóźniony
czym jest ta godzina
skurczonej sukienki
wypranej z zapachu nasienia
nie przyglądają mi się
twoje pierwsze dłonie
odezwij się
odezwij
gdy któraś z kolei
obudzi cię pomiędzy
rozciągniętymi jak ramiączka dobami
kurz naszego niewidzenia
pływanie w kałuży
muskanie stopami o dno
wypełnianie przestrzeni
do granic jej nikłości
pożądanie
Słowianka z rozplecionym warkoczem
bogowie namalowali ci ubranie
rozerwali portale
wykopali do świata
wysłali do mnie
jak nosisz łodygi włosów
które oblizuję tworząc kołtuny
uwielbiam się nimi dusić
na kolana
modlitwy mówią do mnie
ja się nie boję
siniaków
odparzeń od
twojej obecności
opętanie w którym
ocieram się
zdzieram naskórek
sączę keratynę
i tak
naga jak nigdy dotąd
zbieram je z prześcieradła
plotę z nich pierścionek
a przecież jestem już czyjaś
każdy kolejny
ogólny
skruszony
jakbym wykorzystała już
wszelakie zasoby męskiego
owłosienia
potem ten obraz
herosa
wmawiam szeptuchom
prababkom
tworzę motanki
z resztek które
ustami zbierałam z
podłogi
zwierzę teraz patrzy na mnie
z litością
jak wydłubuję z paznokci
twój smak
jak w kagańcu zaplatam
żadanice
Kim jestem bez ciebie
nikt tak mnie nigdy
nie uciszył
jak ty
nikt tak nie uciął gałęzi
na której odpoczywałam
wodę przemienił
na słoną
z oczu kipiącą
nikt tak jak przebieralni
nie potraktował
mego ciała
czasem walka to też
cisza
nie rozumiałam
w głowie
słowa i czyny
już niezmienialne
a po tobie
każde ciało obok
to tylko nowa
scenografia
Supeł
jeżeli nie spłonę
to kawałki siebie zostawię
w koszyku
będziesz mógł je obejrzeć
nie wybrać
zastanowię się wtedy
czy jeżeli mnie nie dotykasz
to czy jestem kobietą
założę na siebie
wszystko to co zostawiłeś
gdy pośpiesznie próbowałeś
mnie nie pokochać
a w marzeniach
zmienię się w rzeźbę
która w objęciach twoich
ma jedno przypisane znaczenie