+48 736-84-84-44

Katarzyna Kuca

14/2026

Poza czas 

 

krawędzie twojego dotyku

zmieniają włókna

w całym ciele

 

oni po tobie

przed tobą

trzech jeźdźców apokalipsy

 

ta jedna godzina wystarczyła Ci

by poznać moją mapę

pozamykać do mnie drogi

 

potem każda kolejna

nawigacja

o nie tym głosie

 

słowa odbijają się

o membranę z twojej

skóry

zrzuconej miesiące temu

 

kilka obcych postaci

zbiera twoje cząsteczki

rezonujące powidoki

 

i cóż

przystanę tu na chwilę

gdzie bezpiecznie

nauczę kogoś innego

udawać twoją obecność

 

 

Do boga 

 

jak smakuje ziemia

ten wie kto cię kiedyś

pokochał

 

usta zakrył workiem

kazał oddychać

 

jak to jest pisać do ciebie

wie kto palce miał wybite

i oblane woskiem

 

jak to jest cię nie widzieć

oczy zasłaniać metalowymi

powiekami

 

och ten tylko wie

jak to jest nosić kołki z twoich słów

powbijane w ciało

 

wie

gość w moim ciele

gdy krząta się po twoim grobie

 

 

Czas niedokonany  

 

żebraczka szepcze

odrzucone połączenie

to też forma dotyku

 

zbiera włos z poduszki

owija i nosi

jak pierścień obietnicy

 

prosi o tortury

kilka wiadomości

ze słowem kochanie

 

jedno nagie zdjęcie

 

ona jeszcze swoje oczy wydobywa

z dnia najpiękniejszego

 

i opętana ciszą

krzyczy

to nie jest o mnie

 

 

Kilka miesięcy bezpłodności 

 

w tych powtarzalnych rytuałach

przejaskrawienia

 

mokre oczy już są

mi przypisane

podobno dziedziczne

 

cóż może mi się stać

w jego wielkim samochodzie

bez drzwi

 

i tak już jestem nietwoja

 

kim on może być

15 lat starszy

15 minut spóźniony

 

czym jest ta godzina

skurczonej sukienki

wypranej z zapachu nasienia

 

nie przyglądają mi się

twoje pierwsze dłonie

 

odezwij się

odezwij

gdy któraś z kolei

obudzi cię pomiędzy

rozciągniętymi jak ramiączka dobami

 

kurz naszego niewidzenia

pływanie w kałuży

muskanie stopami o dno

wypełnianie przestrzeni

do granic jej nikłości

pożądanie

 

 

Słowianka z rozplecionym warkoczem  

 

 

bogowie namalowali ci ubranie

rozerwali portale

wykopali do świata

 

wysłali do mnie

jak nosisz łodygi włosów

które oblizuję tworząc kołtuny

 

uwielbiam się nimi dusić

 

na kolana

modlitwy mówią do mnie

ja się nie boję

siniaków

odparzeń od

twojej obecności

 

opętanie w którym

ocieram się

zdzieram naskórek

sączę keratynę

 

i tak

naga jak nigdy dotąd

zbieram je z prześcieradła

plotę z nich pierścionek

 

a przecież jestem już czyjaś

 

każdy kolejny

ogólny

skruszony

jakbym wykorzystała już

wszelakie zasoby męskiego

owłosienia

 

potem ten obraz

herosa

wmawiam szeptuchom

prababkom

 

tworzę motanki

z resztek które

ustami zbierałam z

podłogi

 

zwierzę teraz patrzy na mnie

z litością

jak wydłubuję z paznokci

twój smak

jak w kagańcu zaplatam

żadanice

 

 

 

Kim jestem bez ciebie    

 

 

nikt tak mnie nigdy

nie uciszył

jak ty

 

nikt tak nie uciął gałęzi

na której odpoczywałam

 

wodę przemienił

na słoną

z oczu kipiącą

 

nikt tak jak przebieralni

nie potraktował

mego ciała

 

czasem walka to też

cisza

nie rozumiałam

 

w głowie

słowa i czyny

już niezmienialne

 

a po tobie

każde ciało obok

to tylko nowa

scenografia

 

 

Supeł  

 

jeżeli nie spłonę

to kawałki siebie zostawię

w koszyku

będziesz mógł je obejrzeć

nie wybrać

 

zastanowię się wtedy

czy jeżeli mnie nie dotykasz

to czy jestem kobietą

 

założę na siebie

wszystko to co zostawiłeś

gdy pośpiesznie próbowałeś

mnie nie pokochać

 

a w marzeniach

zmienię się w rzeźbę

która w objęciach twoich

ma jedno przypisane znaczenie

Przejdź do treści