14/2026
***
o świcie gdy mgła jeszcze trzyma się traw
kobieta wchodzi między wrzosy
jakby chciała usłyszeć własny szept
w jej dłoniach drży chłód
którego nie potrafi nazwać
a jednak niesie go ze sobą
jak wspomnienie które nie chce odejść
każdy krok otwiera w niej nowe pytanie
dlaczego serce bije ciszą
i dokąd prowadzi ją ta droga
która nie ma początku ani końca
wrzosowisko oddycha powoli
a ona słucha
jakby w tym oddechu mogła odnaleźć siebie
***
o świcie odbiera ciszę jak dar
pod stopami chłód piasku i miękka wilgoć powietrza
idzie powoli wzdłuż fal
które układają jej myśli w długie wstęgi światła
wspomina twarze i głosy
które już nie wrócą
i czuje jak jezioro oddycha za nią
z każdym krokiem staje się lżejsza
jakby woda znała jej sekrety
zatrzymuje się
patrzy w dal
i pozwala sobie nie wiedzieć kim będzie dziś
poranek otwiera się w niej jak spokojna brama
***
idzie powoli jakby szukała własnego cienia
szelest liści niesie jej dawne pytania
a chłód dotyka ramion jak obietnica snu
w jesiennym półmroku czuje ciężar niewypowiedzianych słów
zatrzymuje się gdy wiatr ociera się o gałęzie
jakby pragnął coś powiedzieć
a ona słucha ciszy która zna jej imię
myśli o tym czego nie zdążyła pokochać
o drogach porzuconych zbyt wcześnie
o świetle które gasło zanim je zauważyła
idzie dalej wzdłuż alei przyprószonej złotem
szuka w sobie miejsca gdzie noc nie sięga
i tam na chwilę znajduje delikatne drżenie nadziei