14/2026
pudowy kamień, pudowy kamień
ja na nim stanę, on na mnie stanie
on na mnie stanie, spod niego wstanę
(E. Stachura, Missa Pagana, cz. Jak)
KAMIEŃ
Niebanalna materia, nawet nie żywioł, a przynależny
ziemi i wieczności. Leży albo lewituje. I bynajmniej
nie jak kamień w wodę. Wszędzie mu dobrze,
po wsze i obecnie.
Kamień – terror milczenia.
Czyny nieosądzone i ciężar w głąb rzucony.
Kamień – istota kamienia.
Jak świat światem twarda metafora.
Nie podnoś pamięci kamienia.
Ciężar ciemny zajrzy w oczy, oby nie chyżo.
Urodził się do milczenia.
Gdy czuwa na rozstaju – na myśl
nie przychodzi nawet pytać o wiek. Kamień.
Na pierwszy rzut oka – bezdroża szczelnie zamknięte.
Czego pilnuje? Jakiej podróży? Pukać do wnętrza
tylko wiersz może. Rzucam wiersz w wodę,
a kamieniem wraca. Do jakiego stopnia żywy,
do jakiego umiera w objęciach słowa.
Paradoks Schrödingera z martwiejącym pejzażem,
nadto wyniosłym i surowym, sterylnym w wyrazie
i prastarym, za to z obietnicą wieczystej drogi.
Kamień rzucam w wodę, w samo dno duszy –
wyzwala kręgi i powraca wierszem:
Kamień to taka strawa codzienna,
która w końcu połyka.[1]
Ile ciebie w gdziekolwiek, a ile we mnie?
Pudowy kamieniu i smugo po nim,
kamieniu obrazy i smugo po nim,
kamieniu oderwany od ręki i smugo po nim,
ucieleśniony kamieniu i smugo po nim.
Kamieniu, kamieniu, nasz bardzo wielki kamieniu.
Żarliwy kamieniu, biały kamyku, kamyku szczęścia,
wschodzący kamieniu. Kamieniu węgielny
– jakie wasze domy?
Skało potknięcia. Na wieki wieków opoko
na tobie kościoły, lecz pył z nich tylko ostaje się żywy.
Ile ciebie w gdziekolwiek, a ile we mnie,
kamieniu milowy?
Na zdjęciu wciąż żyjemy
Przekonują mnie słowami bogów,
a ja utraciłam pewność, co jest złem
i gdzie w nas grzech;
zakładam tylko, że być muszą,
bo sędziów wokół pełno.
Tkwiąc w wiecznym szachu,
można mieć wątpliwość.
Nieopatrznie nadepnęłam
na całe życie chrząszcza,
zmierzałam do kościoła zbyt prosto.
Czy będzie mi odpuszczone, gdy już uklęknę
na szachownicy posadzki
w ósmy dzień tygodnia?
Białe pole, czarne pole.
Ocenzurowane szachowisko,
a figury rozdane.
[1] Elżbieta Musiał, Mówię pochyloną cambrią, poemat Corpus delicti.