14/2026
To był maj 1981
pachniała Saska Kępa szalonym zielonym bzem*
Poczekalnia ambasady
Na ścianie plakat opery sydnejskiej
Jego marzenie Mój ból
Trzymamy się za ręce
Młodzi Nierozłączni Zakochani
*Agnieszka Osiecka, z piosenki „Małgośka”
Co ja tu robię
daleko od domu
omotana beznadziejną tęsknotą
nic niewiedząca o życiu
porwana przez miłość
za kratami losu
poniżana przez ludzi
których nie rozumiem
wyciągam ręce
kładę na nie oczy
szepczę imiona
Australio
wdzięczność do ciebie czuję podobną miłości
upajam się twoim egzotycznym czarem
słońce tylko u ciebie zachwyca mocą
ocean tylko tutaj oddycha w mych oknach
niczym matka wzięłaś mnie w ramiona
płacząc razem ze mną z tęsknoty za domem
połączyłaś z innością tak bym poznała świat
dałaś córkę, jej – dzieci, wszystkim nam ojczyznę
o miłość do ciebie nie pytasz przybyszów
nie pytasz czy pokochałam cię już całą sobą
mądra – znasz moje korzenie i wiesz za czym tęsknię
wiesz dobrze co czuję gdziekolwiek jestem
Krzesła po Babci
na dwóch kontynentach przyszło mi żyć
przy dwóch stołach jeść na dwóch łóżkach śnić
tam gdzie mnie nie ma i zamknięte drzwi
życie trwa dalej tylko sąsiad śpi
w warszawskiej szafie plotkują ubrania
marząc o ciałach i zapachu prania
szczotki do zębów pogodzone z losem
dziwią się paście zbuntowanej w proszek
a mydło bez przerwy ze złości się pieni
tyłem odwrócone do smutnych grzebieni
jedynie krzesła po babci szczęśliwe
od trzech pokoleń w tej samej rodzinie
inne w tułaczce po antykwariatach
wdzięcznie czekają do lata
W porze wyjazdu
z ojczyzny do ojczyzny
z miłości do miłości
z tęsknoty do tęsknoty
zawsze ktoś gdzieś się cieszy
że będzie mnie więcej
ktoś płacze że będzie mnie mało
Inter mundos
Między światami
dzika pora życia
omija zimy
i przedłuża lata
o wiosnę nie dba
martwiąc się na zapas
czy zdąży zobaczyć
złotą polską jesień
jedną nogą w deszczu
drugą w piasku plaży
o dziwnych godzinach
śpiąca w samolotach
czasami przysiada
na bezpańskiej chmurze
skarżąc się wiatrowi
na cygański żywot
Powrót
bzy moje, gdzie wasze kwiaty?
spóźniłaś się kochana
pękając od soków
mdlejąc od swej woni
płatki opadły
sparzone przez słońce
choć suche – jesteśmy
by powiedzieć witaj
jak w dzień twych narodzin
gdy kwilenie z okna
każdy listek słyszał
wiesz przecież jak bardzo
czekamy na ciebie
błagając by granic
nie zamknięto nagle
udało się! jesteś!
znów tańczą firanki
w uśmiechniętych oknach
czajnik w kuchni śpiewa
w rytm piosenki z radia
kurz wiruje w kątach
a ty znowu w oknie
napawasz się wonią
swojego dzieciństwa
Pamięć
obrastamy mchem
codziennie
dźwięki brzmią
oczy widzą
inaczej
bliżej nam niż dalej
zabierzemy ze sobą pamięć
naszą Polskę
przodków prawdziwych patriotów
dzieci pozostaną na obcej ziemi
hybrydy
z naszego popełnienia