+48 736-84-84-44

Barbara Felczak

14/2026

 

Znaki

Gdyby moja doczesność zakończyła się

drastycznie i ciało czekało na identyfikację

pamiętaj że pod prawym policzkiem
ukrywałam bolesną bliznę

 

Gdyby jednak twarz zatraciła dawny wyraz

pamiętaj o zabliźnionym półokręgu

na prawej piersi wokół sutka

skąd chirurg usunął niepokój

 

Gdybym musiała poświęcić kobiecość

pamiętaj o zakończeniu lewego uda

tam znajdziesz bruzdę z dzieciństwa

po udanym skoku w przepaść

 

Gdyby jednak to co zewnętrzne

okazało się niezdatne do oględzin

nie zapomnij że przechowuję                            

DNA we fragmentach naskórka

 

bym mogła przyznać się do siebie

własny krzyż wbić w ziemię                             

i zamieszkać pod oswojonym kamieniem

by moje życie pozostało dla ciebie

 

Szczególne

 

 

Złodziejka

 

Tak przyznaję się

Nie mam nic na swoją obronę

W tamtym momencie nie dbałam o jutro

 

Gdy przechodziliśmy przez jesienny park

i noc tak czule żegnała miniony dzień

włamałam się do jego kieszeni

gdzie ukrywał lewą dłoń

i ukradłam odrobinę ciepła

i tak bardzo powstrzymywałam się

przed ponownym naruszeniem

nietykalności cielesnej

 

Musiałam patrzeć jak moje słowa

rozbijają się na szybie zimnych oczu

strącał je z płaszcza za koleją

jak niechciane paprochy

co szpecą wizerunek

 

wtedy dotarło do mnie

że w życiu za mało cenimy
rzeczy których nie zrobiliśmy

 

 

 

Stodoła

 

Ojciec kochał teatr

a że miał do stolicy daleko

i prac na roli ogrom

zbudował wielką stodołę co pomieści

zboże i jego aktorskie zapędy

bo nie samym chlebem żyje człowiek

potrzebuje też rodzinnych igrzysk

 

Nie znaliśmy dnia ani godziny premiery

znienacka wcielał się w rolę

wierzeje stawały się kurtyną

a za nimi własna szubienica

 

Gdy stanowczym ruchem

nakładał na szyję stryczek

widownia w błagalnym tonie

padała przed nim na kolana

 

I wisi do dzisiaj w tej stodole

taką na wiek obrał rolę

A bisy odgrywa w naszych snach

 

 

 

Matka i córka

 

Po lewej stronie moja córka – życie

pęczniejący kłos pszenicy

łąka ukwiecona perspektywami

ptasi entuzjazm przed pierwszym lotem

 

Po prawej stronie moja matka – śmierć

przejrzały owoc z wyślizgującą się pestką

pożerana zdobycz w łapach czasu

rżysko po ściętej egzystencji

 

Pośrodku ja w jednakiej służbie            

przypływom i odpływom istnień

 

Każda z nas jak okno

za którym ezoteryczne światło:

zaczyna się żarzyć płonie miarowo dogasa      

 

Jedno ciało naciągnięte na trzy oblicza dusz

Przejdź do treści