Jeszcze niedawno sterczałem przed drzwiami ludziowej jadłodajni i zastanawiałem się, skąd wytrzasnąć ten cudowny plastikowy prostokąt, za który dają tu jedzenie, a teraz…
Dzięki temu, że przygarnęła mnie taka jedna ludzia i dzięki mojemu wrodzonemu cwaniactwu, ustawiłem się do końca życia.
Aby się odwdzięczyć i jednocześnie polepszyć swój byt, zeswatałem ją z producentem psich przekąsek.
Jak? Po prostu nasikałem mu do buta.
Tak go przepraszała, że aż umówili się na randkę.
A ja w bonusie dostałem jeszcze miłość mego życia – okazało się, że zeswatany ludź ma piękną chihuahuę o słodkim pyszczku.
Ale są też minusy – non stop jemy przekąski. Brakuje mi kości…