Jest piękne wiosenne popołudnie. Słyszę śpiew ukochanych kosów, czuję zapach bzu, majowe słońce pieści moją twarz, bose stopy rozkosznie dotykają miękkiej trawy. Łączę się cała z sobą, z naturą i z moją córką. Biegam za nią jak oszalała po ogrodzie. Endorfiny działają. Czuję się jak dziecko.
– Aniu, no pokaż się, Aniu!
– Stara, ślepa ciuciubabka po omacku chodzi, szuka poczciwego dziecka, co ją oswobodzi.
Ciuciubabko, chodź tu bliżej, bardzo cię prosimy, zgadnij kto to, powiedz, kto to, to cię wnet zwolnimy! – śpiewa radośnie Ania.
– Aniu, gdzie jesteś?
– Szukaj mnie mamusiu, szukaj, łap mnie! – chichocze.
– Córeczko, gdzie jesteś?! Halo! Aniu?- wołam.
– Ciuciubabko, szukaj swego poczciwego dziecka!
– Mam cię córeczko, złapałam i nie wypuszczę już. Moje poczciwe, cudowne dziecko. Nigdy cię nie opuszczę, rozumiesz? Nigdy. Zawsze będę przy tobie. Kocham cię. Aniu? Gdzie biegniesz? Aniu, stój! Aniu, nie odchodź! Proszę cię, nie opuszczaj mnie. Aniu! – krzyczę z całych sił.
Przez własny krzyk obudziłam się w środku nocy. Znów. Moje ciało jest zlane potem. Dyszę. Serce rozhuśtane. Piżama cała mokra. Nie mogę złapać oddechu. Duszę się. Znów.
– Kolejny koszmarny sen… Kiedy to się skończy? – pomyślałam, biorąc przepisane przez lekarza tabletki. Aby upewnić się, że powinnam ich użyć, znów czytam ulotkę: „stosować w stanach lęku oraz niepokoju”.
– Dlaczego Aniu? Dlaczego? – pytam. Łzy lecą mi po policzkach. Jak każdej nocy. „Lek działa przeciwlękowo, uspokajająco, nasennie oraz niweluje uczucie zagrożenia” – czytam dalej. Biorę, upewniwszy się, że nadal go potrzebuję.
– Wciąż towarzyszy mi to uczucie zagrożenia. Żaden lek go nie zniweluje. Wszystko się wali… Mój cały świat. Zawalił się. Mój świat. Moja Ania… – powtarzałam w kółko, zasypiając. Odcięło mnie. Ktoś zgasił mi w głowie światło.
***
13 maja 2024
-Wiecie, że dziś Międzynarodowy Dzień Opiekuna Medycznego? Jak skończę ogólniak, to chcę iść w tym kierunku. Moja mama nim jest. To moja bohaterka. Wkłada w swoją pracę całe serce. Opiekuje się chorymi, niesamodzielnymi, starszymi ludźmi. Chciałabym, tak jak ona, pomagać innym. A wy? Co chcecie robić po maturze?
– Anka, no nie pierdol. Serio chcesz myć komuś dupę i zmieniać pampersy
– ? ![]()
– LOL
– ![]()
– Napisz, ile razy dziennie twoja matka myje komuś dupę?
– Spadaj.
– LOL
– Chcę być youtuberem, w miesiąc zarobię więcej kasy niż twoja matka przez rok.
– Co, nie powiesz nam? Dawid chciał się do niej umówić. Może jemu też umyje?
Telefon wypadł mi z ręki. Łzy ściekały po twarzy i jedna za drugą kapały na stół. Podniosłam telefon drżącymi rękami i czytałam dalej to, co działo się na klasowym WhatsAppie Ani:
20 czerwca 2024
-Anka wygląda jak gruba, ruda świnia z tymi swoimi włosami i nadwagą.
-Dawno się tu nie odzywała.
-Chyba chodzi na praktyki do swojej matki i myje dupy staruchom.
-Chce pomagać ludziom. Ale beka.
-A co, jak ktoś się zesrał?
-No świnia w chlewie. Ja pierdolę, ale jazda.
15 lipca 2024
– Widziałam Ankę, jaka z niej gruba świnia.
– Jak się za siebie nie weźmie, to nikt jej nawet kijem nie dotknie.
-I jeszcze te jej rude włosy, lepiej niech je sobie, kurwa, ufarbuje.
-Jakbym tak wyglądała, to chyba bym się zabiła.
***
W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen. Ojcze nasz, któryś jest w niebie święć się imię Twoje, przyjdź królestwo twoje, bądź wola twoja jako w niebie, tak i na ziemi. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj. I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom. I nie wódź nas na pokuszenie, ale nas zbaw ode złego. Amen.
Nie wierzę – pomodliłam się na głos w kościele. Nie pamiętam, kiedy ostatnio to robiłam, kiedy czułam tak silną potrzebę modlitwy. Kościół był pusty. Wypełniony jedynie zapachem kadzidła. Kolana wbijały mi się w drewniany klęcznik. Bolały. Jak moja głowa od tych wszystkich myśli. Co ja tu robię? Po co się modlę i do kogo? Przecież nie wierzę w Boga.
– Przepraszam, przepraszam – zawołała, siedząca z tyłu, siwiuteńka staruszka. – Usłyszałam, jak pięknie się pani modli. Chce pani różaniec? Bóg na pewno pani wysłucha. Za taką żarliwą modlitwę, to na pewno. A może razem odmówimy koronkę do miłosierdzia bożego? Proszę, to mój różaniec.
– Ojcze Przedwieczny, ofiaruję Ci ciało i krew, duszę i bóstwo najmilszego Syna Twojego, a Pana naszego Jezusa Chrystusa, na przebłaganie za grzechy nasze i całego świata…
– Proszę przestać! Co pani robi? – krzyknęłam z całych sił, aż staruszka stanęła na baczność. – Żadnej koronki miłosierdzia! Nic mu już nie ofiaruję, o nic nie będę błagać. Rozumie pani? Za grzechy nasze i całego świata?! Jakie grzechy? Moja córka popełniła samobójstwo. Nie żyje. Moje jedyne dziecko. Moje światło. Miała przed sobą całe życie. Rozumie pani? Gdzie ten Bóg? Nie widzi, jak dzieci zabijają dzieci? Gdzie, no gdzie on jest? Moje serce krwawi. Nie ma Boga, rozumie pani?! Nie ma! – krzyknęłam i z płaczem wybiegłam z kościoła.
***
Moje serce zostało złamane, gdy straciłam swoje dziecko. Dziecko, które miało przed sobą całe życie, pełne marzeń, nadziei, planów i pasji. Dziecko, które kochało życie, kochało mnie, kochało świat, który je otaczał, mimo że nie zawsze potrafiło w nim znaleźć swoje miejsce. Było wyjątkowe, miało w sobie ogrom: miłości, czułości, energii. Przynosiło uśmiech i radość wszystkim, którzy je znali. I mimo że starałam się być obok, próbowałam chronić, nie zauważyłam, jak bardzo cierpiało w ciszy – moja siostra przerwała czytanie posta na Facebooku i wybuchnęła płaczem.
– Ta kobieta przeżywa dokładnie to samo, co ja. Też byłam obok. Kochałam Anię całym sercem, chroniłam, a mimo to nie zauważyłam, jak bardzo cierpi w ciszy. Choć jej słowa sprawiły, że serce zaczęło mi krwawić, choć mnie wzruszyły, nie poleciała mi ani jedna łza. Ja już nie mam czym płakać… Rany, jak ta kobieta to pięknie napisała, ile ma w sobie siły. Jeszcze… Czytaj proszę dalej – powiedziałam spokojnym, opanowanym głosem.
Hejt – te straszne słowa, które potrafią zniszczyć, zabić radość, odebrać wiarę w siebie. Nie zauważyłam, jak bardzo one raniły moje dziecko, jak bardzo te wirtualne ciosy przenikały do jej wrażliwej duszy. Były momenty, gdy wracała do domu z cichym, smutnym spojrzeniem. Czasami próbowałam ją pocieszyć, mówiłam, że wszystko będzie dobrze, że nie warto zwracać uwagi na złośliwe słowa, że to tylko internetowa iluzja. Ale to nie wystarczyło. Te słowa, które miały być tylko chwilowym bólem, stawały się coraz cięższe. W rzeczywistości wywoływały w niej wątpliwości, poczucie samotności, bezsilności. Żadne słowa pocieszenia nie były w stanie ukoić tego bólu, który był jak kamień, który powoli zatapiał moje dziecko w ciemności. Nikt nie widział, jak bardzo cierpiało. Nikt nie rozumiał, jak silny wpływ na młodą psychikę może mieć hejt. Słowa, które miały tylko zranić, w końcu stały się przyczyną czegoś, co nigdy nie powinno się wydarzyć. Zostałam wstrząśnięta wiadomością, która zmieniła moje życie na zawsze. Moje dziecko już nie wróci. Pozostaje tylko pustka, niezrozumiała cisza, której nie potrafię wypełnić – skończyła czytać moja siostra. Przytuliłyśmy się mocno i zalałyśmy łzami. Płakałyśmy i płakałyśmy.
– Musimy coś z tym zrobić. Nie tylko moją córkę zabił hejt. Skontaktuję się z tą kobietą. Dla Ani – wyszeptałam siostrze do ucha.
***
Dziś 13 maja, mamy rok 2025, sztuczna inteligencja wyręcza nas niemal w każdym aspekcie życia, tymczasem ich praca jest niezastąpiona. Dzień w dzień, ramię w ramię stają do wspólnej pracy, w której centrum znajduje się pacjent. Ich wsparcie jest bezcenne, a pomoc przywraca wiarę w człowieka.
Troska o chorego i jego godność – to ich codzienna rzeczywistość. A uśmiech pacjenta jest najlepszym dowodem na ich zaangażowanie.
Drodzy! Z okazji Międzynarodowego Dnia Opiekuna Medycznego przyjmijcie serdeczne życzenia: wielu sukcesów, satysfakcji z pracy i szacunku, na jaki zasługuje wasza praca! – powiedzieli w radiu.
Dziś minął rok od jej śmierci. Znów jest piękne wiosenne popołudnie. Znów słyszę śpiew ukochanych kosów i czuję zapach bzu. Majowe słońce pieści moją twarz, bose stopy dotykają miękkiej trawy, ale ogród nie jest już taki sam. Dookoła bezlitosna pustka. Nie potrafię jej wypełnić. Nic nie czuję. Nie ma endorfin. I tylko myśli biegają jak oszalałe w mojej głowie. Wciąż tyle pytań bez odpowiedzi.
– Stara, ślepa ciuciubabka po omacku chodzi, szuka poczciwego dziecka, co ją oswobodzi.
Ciuciubabko, chodź tu bliżej, bardzo cię prosimy, zgadnij kto to, powiedz, kto to, to cię wnet zwolnimy! – wyszeptałam jednym tchem. Po czym wyciągnęłam z koperty jej list do mnie i przeczytałam fragment, który czytam dzień w dzień, słowo w słowo:
Przepraszam mamo, ale już nie mam siły. Wybacz mi, że tak kończę. Przez nich nie chce mi się żyć. Czuję strach. Dlaczego mnie tak nienawidzą? Wyśmiewają. Co ja im zrobiłam? Nie mogłaś mi pomóc. Dziękuję Ci za wszystko, co dla mnie zrobiłaś. Jesteś moją bohaterką. Kocham Cię mamo. Moja najlepsza na świecie ciuciubabko. Twoja Ania
Słońce nadal pieści moją twarz. Dyszę. Serce łopocze. Nie mogę złapać oddechu. Duszę się. Życie to jedna wielka ciuciubabka.