+48 736-84-84-44

Czy media to fabryki emocjonalnej manipulacji?

Nauka. Dla jednych jest boginią niebiańską, dostojną,
dla drugich – dostawczynią masła – krową dojną.

Fryderyk Schiller

 

Patocelebryci/ patoidole

Kiedyś, zdaje się, że w epoce nie tak znów odległej (a jednak chyba na zawsze minionej), czyli jeszcze jakieś dwadzieścia lat temu, autorytetem był człowiek nauki, talentu, osiągnięć lub idei. Dziś może to być nawet… burdelmama.

Szymborska, choć niektórzy przypisują autorstwo tych słów także aforyście (tak, tak kiedyś naprawdę istnieli aforyści, nie jak dziś tylko aferzyści) Stanisławowi Jerzemu Lecowi, pisała: ,,Ludzie głupieją hurtowo, a mądrzeją detalicznie”. Obecnie to już całkiem nieaktualne, teraz co prawda nadal głupiejemy hurtowo, ale trwale zastygamy w tym stanie. Inteligencja stała się anachroniczna i passe.

Dagmara K. szerzej znana jako Królowa Życia, eks-gangster pruszkowskiej mafii Jarosław S. pseudonim Masa oraz Blanka L. celebrytka, była pracownica KSW (MMA) i sopockiej Zatoki Sztuki, która ze sztuką zawsze miała tyle wspólnego, co picie w Szczawnicy ze szczaniem w piwnicy – są to obecnie osoby znane, rozpoznawalne i robiące karierę w mediach. Co ich łączy? To patocelebryci, którzy piszą i wydają książki, występują w telewizji i internecie, kreują się na gwiazdy, na opiniotwórczych ekspertów mających często rzesze młodocianych fanów i naśladowców. Czy to jest normalne?

Kiedy zupełnie przypadkowo (w listopadzie 2022 r.) znalazłam się w warszawskim Blue Cite podczas odbywającej się tam promocji książki Dagmary K., były tak dzikie tłumy, osoby w każdym wieku i obojga płci, choć przeważały kobiety. Było to zadziwiające.

O ile jeszcze mogliśmy się tego spodziewać po internecie, bo on wciąż jest przestrzenią nieokiełznaną i niekontrolowalną, o tyle od telewizji oczekiwać moglibyśmy promowania jakichś głębszych wartości czy treści. Niestety telewizja krocząc przed upadkiem, ślepo podąża  za internetem, naśladuje jego płyciznę i płynie ku pieniądzom.

To, że patocelebryci w mediach mainstreamowych, publicznych zrobili karierę, zwłaszcza Dagmara (udział w polsatowskich ,,Królowych życia” 2016/17-2022 oraz tvn-owskim hicie przeniesionym do Polsatu ,,Taniec z Gwiazdami” – edycja 14-ta w 2024), zdaje się być niepokojące. Czy dzisiaj telewizja stawia sobie jeszcze jakieś cele poza zarabianiem pieniędzy? Czy ma misję? Czy ważny jest dla niej walor i poziom prezentowanego programu bądź zapraszanego gościa? Czy naprawdę liczą się już tylko wskaźniki oglądalności i klikalności?

 

Masa

Kim jest Jarosław S. Masa?  Skruszonym mafiozem, kluczową postacią dzięki, której w 2000 r. doszło do rozbicia mafii pruszkowskiej, byłym ochroniarzem i zaufanym człowiekiem Andrzeja K. Pershinga, wreszcie współpracującym z organami ścigania świadkiem koronnym, czy od 2018 roku ponownie działającym aktywnie gangsterem, który usłyszał zarzuty: wyłudzenia kredytów na kwotę 650 tysięcy zł, łapownictwa, korupcji i składania fałszywych zeznań?

W latach 90-tych w strukturach tzw. grupy pruszkowskiej Masa zajmował się: m.in. wymuszeniami, haraczami, przemytem i handlem kradzionymi autami.

W latach 2014 – 2020 przeszedł metamorfozę i stał się nagle pisarzem, który (z Arturem Górskim) wydał pięć książek, będących cyklami wywiadów rzek:

,,Masa o kobietach polskiej mafii” (2014) – opowieści o rolach pań w świecie przestępczym: żonach, kochankach i matkach gangsterskiej elity;

,,Masa o pieniądzach polskiej mafii” (październik 2014) – kulisy finansów pruszkowskiej grupy, kontrabandy, korupcja i luksusowy styl życia gangów;

,,Masa o porachunkach polskiej mafii” (maj 2015) – opisy działań przestępczych, przemocy i rywalizacji między bossami;

,,Masa o bossach polskiej mafii” (listopad 2015) – sylwetki czołowych postaci: Pershinga, Słowika, Para­sola, itp.

,,Masa o życiu świadka koronnego” – szczególnie osobista opowieść o życiu po przejściu na współpracę z prokuraturą: ochrona, codzienność, zmiany tożsamości.

Cała seria dostępna jest zarówno w wydaniach papierowych jak i audiobookach. I jak podaje Piotr Pytlakowski z tygodnika ,,Polityka”, Masa zarobił dotąd na honorariach za współautorstwo ponad 2 mln zł.

Jarosław S. odnajduje się także w formacie telewizyjnym, wprawdzie nie prowadził dotąd jeszcze własnego programu, tzn. nigdy nie był  jego gospodarzem, ale występował jako gość w różnych medialnych produkcjach i projektach (Alfabet Mafii, TVN 2004 czy Skandaliści, Polsat News / Polsat Box Go 2017).

Według Pytlakowskiego Masa jest także współwłaścicielem internetowej telewizji.

Kiedy czytam, że aktywnie prowadzi swój fanpage na Facebooku, nie dowierzam. Bo fanpage to jednak, jakby nie patrzeć strona fanowska! Czyli w naszym kraju gangster może legalnie prowadzić stronę służącą do kontaktu z fanami, zamieszczać tam dowolne treści i zdjęcia, a nawet co gorsza takich wielbicieli, obserwatorów czy naśladowców w ogóle posiadać. To prowadzi do wniosku, że można: wymuszać haracze, kraść i przemycać, działać w zorganizowanej grupie przestępczej, po czym, jak gdyby nigdy nic, pewnego dnia zacząć pisać o tym książki (owocnie monetyzując, a nawet romantyzując swoje poczynania).

W październiku 2024 r. sąd I instancji wydał wyrok: 6. lat pozbawienia wolności i 55 tys. zł grzywny, ale ponieważ wyrok jest nieprawomocny, Masa pozostaje nadal na wolności i czeka na rozstrzygnięcie apelacji. Nie odbywa obecnie kary, gdyż sąd wybrał zastosowanie środków wolnościowych na czas procedury odwoławczej.

Sam Masa w jednym z podcastów (w wywiadzie udzielonym Monice Sławeckiej w ,,Pętli zbrodni”) przyznał, że ,, W internecie, na stronach poświęconych tematom kryminalnym, prym wiodą kryminaliści”. ,,Zrobiła się moda na bycie kryminalistą. O zgrozo! Myślę, że to przejdzie. Widać to już u młodzieży”- mówił.

Kreuje się na bohatera, Janosika, dzięki któremu skarb państwa zaoszczędził swego czasu 2 miliardy zł, które, rzekomo bez jego pomocy, trafiłyby do szarej strefy.

Chętnie opowiada o tym, jak mafia nielegalnie handlowała dziełami sztuki np. z biskupem  krakowskiej kurii, który sprzedał im (tzn. mafii pruszkowskiej) kolekcję obrazów Potockich za trzysta kilkadziesiąt tysięcy dolarów.

,,Porozmawiajmy o czasie, gdy prowadził pan hulaszczy tryb życia” – prosi dziennikarka. ,,Ja całe życie prowadziłem hulaszczy tryb życia” – odpowiada Masa. I dodaje: ,,Byłem rozpasany”. A nieco później dopowiada: ,,Troszeczkę mnie wyhamowało to pół roku, które siedziałem […] i jak siedziałem to też sobie tam kupowałem funkcjonariuszy. I na przykład nie pasowały mi hiszpańskie winogrona, tylko musieli dla mnie ściągać argentyńskie”.

Niektórzy twierdzą, że Masa już swoje odsiedział = odpokutował, zresocjalizował się, posypał głowę popiołem; ale jego wypowiedzi wcale o tym nie świadczą.

Czy to aby na pewno jest materiał na idola?

Królowa seksu i łez

Dagmara K. to przykład osoby, która przyciągnęła uwagę opinii publicznej zarówno swoją osobistą historią, jak i medialną kreacją — od reality show przez aktorstwo po autobiografię, budując rozgłos dzięki kontrowersjom.

W 2009 roku została skazana najpierw na 4 lata więzienia, po czym zmniejszono jej wyrok do 3 lat, z których odsiedziała 21 miesięcy. Wyrok wydano za sutenerstwo, stręczycielstwo, zmuszanie młodych kobiet do prostytucji, zlecenie gwałtu na swojej pracownicy oraz za pobicie ciężarnej kobiety.

Przebieg jej kariery medialnej:

Znana z udziału w reality show „Królowe życia” (TTV 2016–2022);

Gościnne występy w programach „Poznaj swoje prawa” i „Pamiętniki z wakacji”;

Reality show „Made in Maroko” (2018) – dokument podróżniczy z jej udziałem;

Autorski program „Dagmara szuka męża” (Super Polsat od grudnia 2023), emitowany w dwóch seriach, ale usunięty z ramówki i VOD po kontrowersjach.

Uczestniczka 14. edycji „Tańca z Gwiazdami” (Polsat), w której występowała od marca do kwietnia 2024. Podobno zrezygnowała z udziału w programie z przyczyn zdrowotnych, choć według niektórych źródeł została usunięta przez stację, o czym miałoby świadczyć nie pojawienie się jej w ostatnim finałowym odcinku, w którym pokazują się wszyscy uczestnicy danej edycji.

Wystąpiła także w filmach Patryka Vegi: „Kobiety mafii 2” (2019) oraz „Pętla” (2020), a także w serialowych adaptacjach tych produkcji. Następnie także w filmach „Ślicznotka” (2022) i „Ślicznotka. Początek” (2023). Za rolę w „Ślicznotce” otrzymała nawet nagrodę dla najlepszej aktorki drugoplanowej na Europejskim Festiwalu Filmowym w Koszalinie.

Ta głośna, nadmiarowa, wulgarna (nie tylko w języku), charakterna, bezpośrednia, przebojowa, apodyktyczna, niewykształcona kobieta  –  wkroczyła na salony gwałtowniej niż sam Dyzma, tyle, że on udawał elitę, a ona – przynamniej zdaniem niektórych – stała się nią.

Jest takie miejsce u zbiegu dróg,
Gdzie się spotyka z zachodem wschód…
Nasz pępek świata,
Nasz biedny raj…
Jest takie miejsce,
Taki kraj[1].

Gdzie ludzie całkiem stracili głowy i wyżej cenią kurtyzany nad białogłowy.

 

Blania

Blanka Lipińska zanim zdobyła sławę jako autorka erotycznej trylogii „365 dni”, pracowała w zupełnie innych branżach – w tym od 2012 r. w Federacja KSW, gdzie jak sama twierdzi, odpowiadała za rekrutację i szkolenie tzw. ring girls (kobiet pojawiających się między rundami walk MMA) oraz była menadżerką klubu nocnego w Sopocie The Roof, w którym zarządzała rezerwacjami loży i sprzedażą wejściówek premium w latach 2015-2017. Wszystko to brzmi niewinne, jednak klub The Roof to mieszcząca się na dachu słynna część sopockiej Zatoki Sztuki. Co prawda sama Blanka wielokrotnie podkreślała, że zaczęła tam pracować już po medialnych aferach związanych z Zatoką Sztuki i nigdy nie była zaangażowana w sprawy dotyczące przestępczości nieletnich, o których dowiedziała się dopiero z dokumentów i mediów; a jednak podjęła pracę w miejscu okrytym złą sławą i spędziła tam kilka lat. Jak twierdzi, nie była świadoma ani tragedii ani żadnych nielegalnych działań w klubie. Wydaje się to jednak wręcz niemożliwym, aby przez cały ten czas nie odkryła w jak drapieżnym i patologicznym miejscu się zatrudniła. Wyraziła jedynie ogólny sceptycyzm, co do kondycji moralnej branży: Kluby to nie są grzeczne miejsca (przyznała w rozmowie z Kubą Wojewódzkim i Piotrem Kędzierskim).

Zatoka Sztuki w Sopocie, na której dachu mieścił się  klub nocny The Roof, nabrała bardzo złej reputacji, jako miejsce skażone seksualną przestępczością, praniem pieniędzy i powiązaniami biznesowo – politycznymi.

Zatoka Sztuki stała się synonimem mrocznej afery, w której centralną rolę odegrał Krystek – oskarżony o wykorzystywanie seksualne nieletnich – a sam klub i jego partnerzy mieli czerpać z niej korzyści. Choć lokal początkowo promowano jako kulturalną wizytówkę Sopotu, dość prędko okazało się, że stał się miejscem kryminalnych działań. Cała sprawa doprowadziła do wyroków sądowych: Krystek został skazany na 15 lat więzienia, a Marcin T. (właściciel klubu) na 6 lat.

Debiutancka seria Lipińskiej „365 dni” budziła poważne zastrzeżenia dotyczące promowania erotyki z elementami gwałtu i porwaniami jako formami spełnienia seksualnego. Choć znaczna część czytelników się tym fascynowała, krytycy podnosili zarzuty o deprawowanie młodzieży, a także obrazę uczuć religijnych (m.in. plakatami filmu na podstawie książki, które w niektórych miastach zostały objęte cenzurą i zakazano ich wieszania w przestrzeni publicznej).

Lipińska często podkreśla, że jej książki (trylogia ,,365 dni”) są tworzone z myślą o rynku i komercyjnym sukcesie, a nie jako dzieła literackie. Dla niej pisanie to forma produktu medialnego, a nie wyraz artystycznych aspiracji.

„Nie jestem pisarką, bo nie piszę dla sztuki. Jestem autorką, bo tworzę coś, co się sprzedaje” — takie podejście prezentowała zawsze w wywiadach.

Blanka sama przyznała, że nie ma klasycznego warsztatu pisarskiego — nie studiowała literatury, nie ma redakcyjnego doświadczenia. Zaczęła pisać książki jako osoba spoza środowiska literackiego, zatem nie chce rościć sobie tytułu pisarki, który dla wielu oznacza kogoś z dorobkiem artystycznym i głębszym zapleczem literackim. Określenie siebie jako autorki zamiast pisarki pozwala jej lepiej kontrolować swój wizerunek: bardziej jako celebrytki, influencerki i osoby medialnej niż typowej przedstawicielki środowiska literackiego.

Jest to chyba pierwszy znany przypadek, gdy autor publicznie przyznaje się, że nie umie pisać, nie ma warsztatu, a książkę traktuje wyłącznie jako wyrób komercyjny.

Czy istnieją w ogóle  jeszcze jakieś granice do przekroczenia, czy już ostatni „ideał – sięgnął bruku!”?

 

Manipulacja

Medialna manipulacja nie jest ani czymś nowym, ani też pojawiającym się wyłącznie na naszym rodzimym gruncie. Przyjrzyjmy się zatem prekursorom – Stanom Zjednoczonym.

JonBenét Patricia Ramsey, zaledwie sześcioletnia, śliczna dziewczynka, nazywana przez media Małą Miss Ameryki, została zamordowana w swoim domu w Boulder w nocy z 25 na 26 grudnia 1996 r. Do dziś ta sprawa pozostaje nierozwiązana i mimo stawiania wielu hipotez oraz przesłuchania licznych podejrzanych, których wykluczono, mimo iż przyznawali się do jej popełnienia (jak Gary Oliva czy John Mark Karr) nadal nie wiadomo, kto dopuścił się tego okropnego czynu. Niestety policja, do czego sama się przyznaje, popełniła, zwłaszcza na początkowym etapie śledztwa, szereg błędów, a nawet z pomocą mediów dokonała swoistego linczu na rodzicach zamordowanego dziecka. Prasa przez lata oskarżała Ramseyów o utrudnianie śledztwa lub wręcz winę za śmierć JonBenét.

Czy to, co spotkało Ramseyów po morderstwie ich córki, było naginaniem przez policję i media faktów do z góry powziętego osądu? Czy tak zaczęła się nagonka i pierwszy hejt medialny na zrozpaczonych rodziców?

Mimo że już 15 stycznia 1997 r., czyli zaledwie 20 dni po dokonaniu zbrodni, policja ogłosiła wyniki testów DNA (wymazy i wyskrobiny), wykluczające wszystkich członków najbliższej rodziny jako podejrzanych w sprawie, to jednak…

Funkcjonariuszka policji, śledcza, która jako pierwsza odpowiedziała na zgłoszenie z Departamentu Policji w Boulder, niejaka Linda Arndt w wywiadzie telewizyjnym udzielonym stacji ABC (na ekranie w prawym górnym rogu widnieje: Time Tunnel) w programie ,,Good morning America” 19 kwietnia 1999 r. oskarżyła o śmierć dziewczynki jej ojca, Johna Ramsaya. Twierdziła, że pozawerbalnie czuła się w jego obecności zagrożona, liczyła naboje w kaburze przed dotarciem wsparcia innych policjantów i dziwiło ją, że John przegląda pocztę (co on sam tłumaczył potem tym, że sprawdzał, czy nie otrzymali dalszych instrukcji od porywaczy).

W stacji CNN w programie ,,Larry King Live”, dwukrotnie (w marcu i 31 maja 2000 r.) wystąpili rodzice zamordowanej Małej Miss, John i Patsy Ramseyowie oraz detektyw policji w Boulder w Kolorado – Steve Thomas, który na wizji oskarżył  kobietę o zamordowanie córki. Działo się to na oczach milionów widzów, w dodatku bez wskazania żadnych dowodów. Detektyw Thomas nie poprzestał jednak na tym i jeszcze w tym samym roku 2000 wydał książkę, w której nadal oskarżał Patsy o zamordowanie córki. Jego hipoteza zakładała, że matka miała się rzekomo zdenerwować na JonBenét za to, że ta w nocy zmoczyła łóżko. Zdjęcia i opisy pokoju dziewczynki nie potwierdziły jednak takiego zdarzenia, a więc była to czysta konfabulacja. Steve Thomas pobiegł z tym do mediów, poruszył temat morderstwa, w którym wciąż toczyło się śledztwo, co już samo w  sobie uznać można za mało profesjonalne,  i nadal nie mając dowodów przeciwko rodzicom, oskarżał ich (głównie matkę dziewczynki) publicznie. Ramseyowie pozwali autora i wydawnictwo o zniesławienie.

18 i 19 września 2016 r. (emisja dwuczęściowa) stacja telewizyjna CBS przygotowała program „The Case of: JonBenét Ramsey”, tym razem oskarżając o śmierć JonBenét jej brata, Burke’a Ramseya. Program ten był bardzo kontrowersyjny, ponieważ do studia zaproszono dziesięcioletniego chłopca (tyle lat miał bowiem Burke w chwili śmierci swojej siostry), którego zadaniem było zainscenizowanie morderstwa na głowie lalki–manekina w blond peruce, i tym samym przekonanie widzów, że dziecko jest w stanie zabić. Rzekomym motywem tej zbrodni miało być zjedzenie przekąski z ananasa, którą – jakoby – dziewczynka miała podkraść bratu, ściągając w ten sposób na siebie jego niepohamowany gniew. Burke pozwał stację CBS za zniesławienie.

Prokuratura oczyściła go z zarzutów, gdyż doskonale wiedzieli, że to nie jego charakter pisma widniał na liście z żądaniem okupu oraz że nie byłby w stanie samodzielnie stworzyć garoty. Ale media ferowały wyroki, w dodatku pochopnie, w sposób niezwykle krzywdzący i niszczący reputację tej (i tak już zrozpaczonej i) skrzywdzonej rodziny.

Jak widać cała rodzina Ramseyów po kolei (John w 1997 r., Patsy w 2000 r., a Burke w 2016 r.) była oskarżana w mediach przez policję i same media. Jak łatwo przyszło im rozsiewać oskarżenia i ferować wyroki… w dodatku bez dowodów, opierając się na spekulacjach i manipulacjach faktami.

Sama policja także była w tej sprawie mocno podzielona.

9 lipca 2008 roku prokurator okręgowa Mary Lacy oficjalnie oczyściła rodzinę Ramseyów – Johna, Patsy (zmarłą w 2006 roku) i ich syna Burke’a – z podejrzeń o udział w morderstwie JonBenét Ramsey. W swoim liście do rodziny przyznała, że najnowsze badania DNA wykazały obecność materiału genetycznego należącego do nieznanego mężczyzny, który nie pasował do żadnego członka rodziny ani osób znanych śledczym. Lacy przeprosiła także rodzinę Ramseyów za to, że zostali oni niesprawiedliwie uznani przez opinię publiczną za podejrzanych, głównie z powodu błędów popełnionych na wczesnym etapie śledztwa. Decyzję o oczyszczeniu rodziny oparto na nowoczesnych analizach DNA z wykorzystaniem technologii Touch DNA.

Niektórzy policjanci nadal uważają, że to oczyszczenie rodziny Raseyów nastąpiło zbyt pochopnie i przedwczesne.

Jednak nawet mimo oczyszczenia rodziny z zarzutów w 2008 r., (osiem lat później) w 2016 r. nie powstrzymało to telewizji przed wyemitowaniem programu ,,The Case of: JonBenét Ramsey”, forsującego teorię o winie Burke.

W marcu 1997 r., (a więc już trzy miesiące po morderstwie JonBenét) detektyw z Colorado Springs, pracujący wcześniej także w  hrabstwie El Paso, niejaki Andrew Louis Lou Smit nazywany amerykańskim Sherlockiem Holmesem, ponieważ sam rozwiązał ponad 200 spraw zabójstw, został poproszony  o pomoc przez prokuraturę hrabstwa Boulder (a konkretnie przez prokuratora Alexa Huntera), na co przystał, mimo że w 1996 r. przeszedł już na emeryturę. To on pierwszy wykluczył sprawstwo, a nawet jakikolwiek udział w morderstwie członków rodziny Ramseyów. Wiedział, że nie popełnili tej zbrodni, opierał się na obecności obcego DNA pod paznokciami i na bieliźnie dziewczynki. Obalił też wcześniejszą tezę policji, jakoby nie doszło do włamania, udowadniając (sam kilkukrotnie tego dokonał), że przez okienko w piwnicy może przecisnąć się dorosły mężczyzna, co inni śledczy wykluczyli. Zwrócił także uwagę na garotę, która wskazywała na kogoś z doświadczeniem w uprowadzaniu lub znęcaniu się. Nie pojawiała się w tak zwanych zbrodniach rodzinnych. Nie każdy potrafiłby ją przygotować czy użyć. No i jako jedyny zauważył i dowiódł, że okrągłe ślady na ciele dziewczynki pochodziły z paralizatora, którym prawdopodobnie ją obezwładniono, a który sprawca zabrał ze sobą.

Lou Smit do końca życia (zmarł w 2010 r.) wspierał Ramseyów i stawał w ich obronie, działał poza mediami i był odporny na próby wywierania na nim presji.

Niestety 7 września 1998 r., po 18 miesiącach śledztwa zrezygnował, ponieważ policja w Boulder mocno forsowała tezę o winie rodziców dziewczynki, z czym absolutnie się nie zgadzał. Argumentował swoją rezygnację tym, że nie może współpracować przy prześladowaniu niewinnych, a w jego ocenie John i Patsy Ramsey byli niewinni. Smit doszedł do wniosku, że śledztwo zmierza w stronę polowania na kozła ofiarnego, a nie rzeczywistego poszukiwania prawdy.

Dlaczego zatem media (prasa i telewizja) tak bardzo, niemal obsesyjnie koncentrowały się na  domniemanej winie Ramseyów? Dla słupków oglądalności i klikalności?

Śledztwo ugrzęzło, nie było nowych dowodów ani podejrzanych, a Ramseyowie zawsze byli pod ręką, stali się łatwym celem. Media ciągle do nich wracały. Mieszkali w pięknym, dużym domu, byli zamożną rodziną, Patsy była byłą miss, kobietą elegancką i stylową – to idealnie nadawało się do tabloidowego spektaklu, telewizyjnego show. To brutalne i okrutne, ale lepiej sprzedaje się historia pt. Matka zabiła córkę niż Ktoś obcy włamał się do domu. Media były głodne winnych, a Ramseyowie byli widoczni, chłodni w emocjach, milczący i bogaci — czyli idealni do roli tych złych.

Czy media miały prawo zgotować tej rodzinie dodatkowe piekło?

 

Korona z lajków, cierń z Darknetu

Spróbujmy przyjrzeć się jeszcze najmłodszej fabryce manipulacji, czyli internetowi.

Kiedy piętnastoletnia youtuberka Piper Rockelle miała pod swoimi filmikami 2 miliony wyświetleń tygodniowo, czołowy amerykański kanał informacyjny CNN miał tych wyświetleń 200 tysięcy. W półtora roku udało jej się pozyskać milion subskrypcji, co dawało: znaczne zasięgi, gwarantowało rozpoznawalność oraz pieniądze z reklam i samego Youtuba. Tak jak inni dziecięcy influencerzy zarabiała setki tysięcy dolarów miesięcznie. Pokazywała codzienne życie swoje i garstki zmieniających się przyjaciół. Jeden z nich wyznał przed kamerą, że jako czternastolatek z ekipy Piper zarabiał nawet 50 tysięcy dolarów miesięcznie.

Jak naprawdę wygląda ta odnoga przemysłu rozrywkowego i czym różni się od kręcenia telewizyjnych filmów z dziecięcymi gwiazdami? Jedno i drugie to biznes, branża i monetyzacja, ale prawo nie nadąża za szybkością zmian we współczesnym, cyfrowym świecie.

Czy influencerstwo to praca, główne bądź jedyne źródło dochodu, czy wciąż tylko hobby?

W Kalifornii oraz Illinois obowiązuje prawo Coogan Law, które chroni dziecięcych aktorów, a od 2023 r. zostały nim objęte także młode gwiazdy internetu: influencerzy i youtuberzy. Zabezpiecza ono przed nadużyciami finansowymi i przeciwdziała sytuacjom, w których rodzice lub menadżerowie wykorzystują dziecko jako źródło dochodu. 15% zarobków dziecka musi trafić na konto powiernicze, z którego może być wypłacone dopiero po osiągnięciu przez gwiazdę pełnoletności.

Ekipa Piper Rockelle kręciła dziennie od 10 do 15 filmików wrzucanych na Youtuba, nagrywając dzieciaki od 11.00 rano do 1.00-2.00 w nocy, przy czym nie było wyznaczonych przerw, często nawet tych na posiłki czy regenerację.

W świecie celebrycko-influencersko-yotuberskim obowiązują pewne niepisane reguły, które bardziej precyzyjnie można określić jako emocjonalny haczyk, wabik, tak zwany crush.

Kiedy na ekranie pojawia się chłopak i dziewczyna – widzów to przyciąga, z jakiegoś powodu lubią to obserwować, lubią zastanawiać się nad zauroczeniem czy ewentualnym podkochiwaniem się tych osób w sobie, co dobrze się sprzedaje i generuje większą liczbę wyświetleń. A to z kolei pociąga za sobą tak zwane shipowanie, czyli kibicowanie tej parze, nawet jeśli jest to tylko para stworzona na potrzeby danej serii filmików. To powoduje wyobrażenie sobie relacji łączących twórcę i widza. I stanowi potężną siłę w popkulturze.

Z tego doskonale zdawali sobie sprawę twórcy kanału Piper Rockelle: całą ekipę dzielono na pary, a każdą odchodzącą z niej osobę natychmiast zastępowano kimś możliwie jak najbardziej podobnym do niej fizycznie.

Podobnie postępują producenci seriali, gdy widz przyzwyczaja się do postaci, a aktor chce odejść, więc nie jest to niczym zaskakującym czy nowym.

Są jeszcze pranki, czyli żarty, psikusy, dowcipy, celowo zaaranżowane sytuacje mające zaskoczyć, rozśmieszyć lub wkręcić inną osobę – często w sposób niewinny, ale czasem też kontrowersyjny.

Choć nie mówi się o tym powszechnie i głośno, występuje także seksualizacja. Na miniaturowych zdjęciach i afiszach graficy nawet nastolatkom powiększają: piersi, torsy, pupy i uda, a także umieszczają fotki, na których te dziecięce gwiazdy wyglądają i zachowują się prowokacyjnie, wyuzdanie, wulgarnie, czasem obscenicznie i kontrowersyjnie, bo to przyciąga odbiorców, dzięki którym pozyskują: lajki, subskrypcje i falouersów, czyli idące za tym wymierne korzyści w postaci kontraktów i współprac.

Czy trzynastolatka w bikini na filmikach to tylko niewinne dbanie o zasięgi w sieci, czy nadużycie?

I kto właściwie to ogląda? Czy tylko dzieci, rówieśnicy? Otóż nie.

Znane platformy takie, jak: Tik Tok, Snapchat, OnlyFans, BrandArmy opierając się na twórczości indywidualnej i relacji twórca-odbiorca, zezwalają zaistnieć w sieci od 13 roku życia, ale subskrybentów przyjmują od 18 roku życia. Paradoks? Czy to aby właściwy kompas moralny, nieprowadzący do nadużyć?

Badania przeprowadzone w Australii w 2015 r. (w grupie wiekowej 10-15 lat) dowodzą, że aż 60% zgłoszonych przypadków grooming‑u (próby uwiedzenia dziecka przez osobę dorosłą) zdarzyło się na platformach społecznościowych oraz że 50% zdjęć na pedofilskich forach pochodzi z social mediów rodziców.

Gazeta ,,Wall Street Journaloraz niezależni badacze (Stanford University i University of Massachusetts Amherst) opublikowali raporty, w których postawili krytyczny zarzut wobec Instagrama: algorytmy tej platformy rzekomo wspierają sieci pedofilskie i promują konta publikujące materiały seksualizujące dzieci, a dowodem na to jest choćby fakt, że dziecięce i młodzieżowe: sportsmenki, tancerki, cheerleaderki i gimnastyczki mają wśród swoich obserwujących zadziwiająco duży odsetek (według tego raportu jest to aż 92%) dorosłych mężczyzn, którym zdarza się pisać do nich obsceniczne czy sprośne komentarze bądź wiadomości.

Czy zatem Instagram wspiera pedofilię?

,,Wall Street Journal” twierdzi, że tak, skoro algorytmy sprzyjają łączeniu kont dziecięcych  z dorosłymi o seksualnych zainteresowaniach, promując je w rekomendacjach i sugerując kolejne konta podobnego typu. Nie oznacza to jednak, że Instagram świadomie wspiera pedofilię, ale że system rekomendacji działa w sposób niezamierzony, który może prowadzić do użytecznego dla pedofilów efektu.

Darkinternet

Często określany także jako Darknet lub Dark Web – to zamknięta, ukryta część internetu, która nie jest indeksowana przez tradycyjne wyszukiwarki (takie jak Google czy Bing) i wymaga specjalnego oprogramowania, konfiguracji lub uprawnień do uzyskania dostępu. Istnieje, by zapewnić anonimowość użytkownikom i stronom, kojarzona jest z działalnością przestępczą oraz handlem niedozwolonym i niedostępnym w standardowym internecie.

Nie będę się o niej szeroko rozpisywać, jednak pragnę uczulić i przypomnieć, że ona istnieje naprawdę, nie jest bajką o żelaznym wilku. Kwitnie tam: handel narkotykami, bronią, wyłudzanie danych, ataki i usługi hakerskie, a także pornografia nieletnich.

Dlatego nim wrzucimy do sieci (najczęściej w dobrej wierze) zdjęcia nasze i naszych dzieci z wakacji nad morzem czy basenem, pomyślmy przez chwilę przed czyje oczy może ono trafić i na jakie konsekwencje narazić.

A media, pod płaszczykiem udostępniania treści edukacyjnych, nowości wydawniczych i filmowych, promowania oraz popularyzowania nowoczesności, potrafią także – głównie oczywiście dla korzyści finansowych – ogłupić i zmanipulować. Na szczęście wciąż mamy jeszcze wpływ i wybór co do tego, czy, i ewentualnie w jakim zakresie, im na to pozwolić.

 

[1] J. Pietrzak – tekst, Zbigniew Raj – muzyka, Jest takie miejsce,1988.

Przejdź do treści