+48 736-84-84-44

Laura Alszer

13/2025

Substancja

 

poezja nie zawsze jest piękna

czasami składa się z liter

oblepionych gęstą substancją

sklejone w wyrazy

krzyczą do ciebie

uciekaj!

 

skutek jest odwrotny

nic bardziej nie przyciąga

niż swąd nadpalonych wersów

pachnących jak włosy

czarownicy płonącej na stosie

 

wyciągam papierosa

odpalam

a ty kaszlesz

 

oczy patrzą zachłannie

zlizują litery

zardzewiałe podskakują

chrzęszczą

stają ci w gardle

 

gaszę papierosa na ostatniej strofie

ucieka z dymem

czujesz niedosyt

 

wiem

wrócisz po więcej

 

 

Iluzja

 

w świetle neonów połyskuje pustka

przykładam dłonie do gładkiej struktury

szukam odbicia

idę przez lustrzany labirynt

zagubiona chcę odnaleźć siebie

 

nagle go widzę

czarne oczy przeszywają

jak zardzewiała pinezka papier

gdy śmieje się szkło pęka

 

biegnę

jest tuż za mną

nie ucieknę

ślepa uliczka sprowadza na manowce

ściany napierają z każdej strony

gdzie jest powietrze?

 

błysk ostrych zębów przegryza ciemność

ręce miażdżą szyję

chcę oddychać

chcę tylko oddychać

mdleję

 

gdy otwieram oczy

znowu widzę lustra

mój krzyk rozdziera je na kawałki

rozpadają się jak

zraniona męska duma

 

skrawki przecinają skórę

krew ścina z nóg

ostatnie co pamiętam

to śmiech diabelski śmiech

 

otwieram oczy

czarna tkanina zasłania tafle

on stoi z boku

więzi mnie wściekłym spojrzeniem

nie odwracam wzroku

 

im wyższy puls tym on jest większy

zachowuję spokój

podchodzę bliżej

uśmiecham się a on maleje

 

wyciągam rękę

jest coraz mniejszy

przytulam go

zrywam zasłony

 

patrzę na swoje odbicie

 

 

Glock

 

wtulona w chłód ulicy

rozpłaszczam się

wnikam w chodnik

ludzie przechodzą 

nie widzą 

klapki spadają z balkonu

iloraz zdarzeń i wyłupanych ptasich oczu

 

rozrzucona kostka brukowa uwiera

za śmietnikiem kamienicy

nastolatek dopala papierosa

 

jakaś kobieta

przechodzi po mnie w szpilkach

boli

podnoszę się twardsza

mrok krąży w żyłach

 

glock pasuje do dłoni jak sutanna do księdza

wychodzącego z kościoła

módlmy się

jest niedziela

 

prostuję ręce

lekko zginam w łokciach

Przejdź do treści