+48 736-84-84-44

Wrzucili je na ciężarówki i wozili przez trzy dni…

Jakże pięknie grała na pianinie.

Muzyka, która wydobywała się spod jej drobnych paluszków, zachwyciła go tak mocno, że łapiąc raz za serce, nigdy już nie puściła. Och! jakże ona pięknie grała.

 Stach ciągle słyszał tę melodię i wszędzie widział piękną Żydówkę o imieniu Sala.

Gdy się ukrywała przed Niemcami w ich stodole, była już Sabiną. Nie pokazywała się wtedy ludziom, nie wolno jej było, bo ludzie za worek kartofli mogli donieść na gestapo.  

Była cichutka i czujna jak polna myszka, siedziała w ukryciu,  tylko czasami i na krótko, opuszczając kryjówkę.

            Salcia była od Stacha starsza o 3 lata.

Gdy wybuchła wojna, miała 20 lat i nigdy jeszcze nie posmakowała, co to znaczy pocałować mężczyznę,  być blisko  niego, patrzeć mu w oczy.  Była niewinna jak lilia, a i on też nigdy nie całował jeszcze żadnej dziewczyny. Pokochała  tego prostego chłopaka, Polaka, dobrego syna swojego odważnego ojca, który przed wojną robił interesy  z Żydami.

Między młodymi zakwitła miłość czysta jak źródlana woda. Byli zakochani  i szczęśliwi, a Staszek  marzył, że tak będzie  przez całe ich życie. Bo przecież wojna kiedyś się skończy, a Niemcy odejdą.

            Na świecie pojawił się owoc ich miłości. Sara urodziła synka. Nikt z sąsiadów nie wiedział o tym i dowiedzieć się nie mógł. Gdy dziecko płakało, specjalnie nie doili krów, by ich ryk zagłuszał płacz dziecka.

           
            Pewnego dnia zjawił się u nich zbyt dociekliwy Niemiec. Ojciec Staszka zabił go na drodze, auto schowali w słomie, a jego samego pogrzebali w ogrodzie.

Staszka odesłano do kuzynów.

            W międzyczasie zmarło dziecko Sali i Staszka. Może się go pozbyto?

Tego Stach nigdy się już nie dowiedział.

Chłopczyk zmieścił się w małej trumience, na zrobienie której potrzeba było zaledwie połowę desek, jakich potrzebuje się, by zbić trumnę dorosłemu, a więc to tak, jakby było tylko  pół człowieka.

            A potem nastąpiło wyzwolenie i przyszli Ruskie. Salę, razem z córką organisty Marysią, rzucili na ciężarówkę i wozili po okolicy przez 3 dni. Co z dziewczętami robili? Tego chyba mówić nie trzeba. Wiadomo.

            Dwóch innych Kacapów, którzy zwęszyli w gospodarstwie niemiecki samochód, co go Stach ukrywał w słomie od wojny, też zakopali w ogrodzie, obok ich kamrata z wojny 1920 roku, po którym ostał się tylko narowisty koń.

Koń rżał, wierzgał, ale gdy dostawał trochę owsa lub kostkę cukru, robił się łagodny jak baranek. Konia można było okiełznać, człowieka nie.

            Sala z rozpaczy i bólu wskoczyła do studni. Ruscy wyłowili jej ciało i pochowali za kapliczką pod wielkim głazem. Przycisnęli, jakby się bali, że wygrzebie się z dołu i ucieknie.

            Stach nie wiedział, gdzie leży ciało ukochanej, bo Marysia postradała zmysły i milczała jak grób. Prosił, żeby wskazała miejsce zbrodni, mówił, że to dla niego ważne, ale ona była głucha na te prośby. Wyła z bólu jak wilk, albo jak ktoś kogo rozrywają na strzępy.  Tak strasznie wyła!!!

            Stach ciągle szukał prawdy, przyjeżdżał, prosił, ale wszyscy milczeli.

Nagle po 23 latach, Maria przemówiła ujawniając, gdzie spoczęło ciało jej przyjaciółki Sali, po czym niebawem sama także zmarła.

*   *   *

            Jakże pięknie grała.

Jakby miód prosto do serca spływał, a nie do gardła. To była najpiękniejsza muzyka. Urzekła Stacha swoją delikatnością i powabem.

            W ogrodzie leży pięć i pół człowieka, choć ksiądz mówi, że ludzi należy chować na cmentarzu, a nie jak psy i koty pod płotem.

Stach jednak prosił księdza, błagał na kolanach, proponował nawet 200 dolarów, by też mógł tam spocząć, ale ksiądz się tylko zezłościł i ani myślał spełnić jego prośby.

Co księdzu szkodzi pochować obok Sali jeszcze jednego człowieka – Staszka, który pokochał tę żydowską dziewczynę i muzykę, którą grała…ciągle gra, a on dalej ją słyszy.

Co to komu szkodzi???

*   *   *

            W Olsztyńskim Teatrze Lalek obejrzeć można spektakl „Pięć i pół człowieka” w reżyserii Andrzeja Bartnikowskiego. Głównymi odtwórcami ról są: Marcin Młynarczyk, Karolina Sadowska i Sylwia Wiensko.

Odpowiednia, skromna i prosta scenografia sprawia, że oddana zostaje rzeczywistość tamtych wojennych dni.

Znajdujemy się w stodole, w której rozgrywa się cała historia.

Stach pracuje przy heblu. Jest koń ruskiego sołdata, zabitego i pogrzebanego w ogrodzie, jest niemiecki samochód z kierowcą, kręci się żydowski drejdel, widzimy rodzącą Sarę, ojca Stacha, który morduje z zimną krwią, by ratować własną rodzinę. Jest zakochany Stach i piękna Sara. Pojawia się dziecko – owoc ich miłości, które umiera i także zostaje pochowane w ogrodzie.

A wszystkiemu towarzyszy: strach, krzyk i ból.

            To wzruszający spektakl, który łapie za gardło i duszę, wyciska łzy i pozostawia mocno zarysowany ślad na sercu.

To nie tylko skomplikowana wojenna miłość Żydówki i Polaka, to także bezprawie i bestialstwo zarówno Niemców jak i Rosjan. To tragizm jaki niesie ze sobą każda wojna.

Przejdź do treści