+48 736-84-84-44

Wyglądali jak dwa aniołki. Ona nieco starsza, ale szczuplutka i delikatna, więc nie było widać między nimi różnicy wieku.

            Alicja już jako dziecko była bardzo uzdolniona muzycznie. Najlepsza w klasie pianina.

On – Ilan, młodszy od niej o dwa lata, trochę niesforny, także czuł muzykę w sercu. Grał na skrzypcach. Nauczyciele pokładali w nim wielkie nadzieje. Mówili, że będzie z niego wspaniały wirtuoz.

Zarówno Alicja jak i Ilan byli chlubą i nadzieją swojej szkoły. Zostali wybrani z grona najlepszych uczniów na koncert, który był nie lada wyzwaniem, bowiem zaproszeni byli na niego sami ważni goście spoza szkoły, w tym rodzice uczniów. Było to wydarzenie na miarę całego ówczesnego Wrocławia (lat 50. XX wieku).

            Oboje chodzili do tej samej szkoły muzycznej i byli w niej najlepsi, więc zarówno szkoła jak i rodziny miały nadzieję na ich światowe kariery. Byli doskonałym materiałem, dziećmi ze słuchem absolutnym, wrażliwymi i bardzo pracowitymi. Takie cechy czynią ludzi wyjątkowymi.     Rodzice Alicji i Ilana przyjaźnili się. Zapraszali wzajemnie. Rozmowom nie było wtedy końca. Mały Ilan słyszał, jak ojciec przepowiadał przyszłość…

            Zapamiętał ostatnią wizytę, po której więcej spotkań nie było. Rodzice rozmawiali o wyjeździe. Tata Ilana przekonywał rodzinę Alicji do wyjazdu, twierdził, że nie ma innego wyjścia, jak tylko wyjazd z kraju, który niechętnie patrzy na Żydów, nawet tych, którzy sprzyjają komunizmowi.

Tata Alicji uważał jednak, że ich miejsce jest właśnie we Wrocławiu. Jako mecenas miał tu doskonałą pracę, i sądził, że drugiej takiej nie znajdzie nigdzie na świecie. Obawiał się, że na obczyźnie sobie nie poradzi, w przeciwieństwie bowiem do taty Ilana, nie znał języków. Był raczej bojaźliwy, i wierzył, że uda im się spokojnie i cichutko żyć dalej w Polsce, która przecież jest ich domem, czy tego chcą, czy nie.

Rodzina Ilana wyjechała w roku 1957.

*

            Owego pamiętnego dnia koncertu dwa aniołki spoglądały na siebie z dumą, ale i tremą. Alicja poklepała jednak wtedy Ilana po ramieniu i powiedziała: Będzie dobrze. I prawie tak by było, gdyby nie wypadek, który przydarzył się chłopcu, powodując przerwanie występu i prawie płacz Ilana. Musiał jednak być wtedy dzielny i trzymać fason, chociaż było to trudne.

Kiedy grał, a Alicja mu pięknie akompaniowała, pękła struna w jego skrzypcach. Trzeba było szybko wymienić instrument, a mały Ilan wypadł z rytmu. Nowy sprzęt był mu nieznany, więc gra była sztywna i rwana. To już nie było to, co na jego instrumencie, ale cudowna Alicja robiła wszystko, by potknięcia nie zostały zauważone. Wiedzieli o nich tylko oni i nauczyciele.

Potem nastąpiły brawa. Wielka owacja na stojąco. Mały Ilan wiedział, że należą się one dziewczynce, która uratowała całą sytuację, i sprawiła, że gra na pianinie zauroczyła wszystkich, a jego fałszowania nie zostały zauważone. Był z siebie bardzo niezadowolony, chociaż wszyscy chwalili także jego występ. Po tym koncercie wiedział już, że nie zostanie muzykiem.

Wróżył cudowną karierę swojej przyjaciółce Alicji i nie pomylił się.

*

             Każde poszło swoją drogą. Alicja zdobyła w Polsce sławę, zrobiła muzyczną karierę, była profesorem Konserwatorium Muzycznego we Wrocławiu.

Ilan znalazł się w USA i także był profesorem (dziś już emerytowanym) Uniwersytetu Kalifornijskiego. I pomimo wieku jeździ z wykładami, z dziedziny fizyki, po całym świecie.

A kiedy jest w Polsce, odwiedza Alicję, która jest dla niego jak starsza siostra. Starsza, która ciągle wygląda jak aniołek.

Przejdź do treści