+48 736-84-84-44

(Inspiracja: dzieje polskiego oręża)

 

Białe skrzydła ochlapane błotem stepu. Skrzydła wyrosłe z konarów rozłożystego dębu, brata perlistej wstęgi północnej Rzeki. Duma orłów przyniesiona do wichrowego Świata Burzanów, błyszcząca stalową piersią w starej pieśni kryształowych wód. Ramię z żelaznym piórem i stalowym karwaszem wzniesione w odwiecznej godności. W złotym przedświcie triumfu. Ramię łamiące róg Białego Księżyca. Ramię czterystu przednich dusz i duch prostych strzech. Wierni strażnicy słowiańskich wrót. Tarcza wiekuistej Ryby i Gwiazdy. Prometeusze Wschodu.

To oni przybyli z kamiennych bram zwieńczonych dębowym krzyżem. Przyszli z szarych bastionów Dniestru. Przybyli w łopocie sokolich i jastrzębich piór. W prastarym wojowniczym duchu z dalekich puszcz. To oni byli kwiatem z białych kopii i krwistych proporców. Sercem żelaznych serc.

*     *     *

Sługa Białego Księżyca uśmiechał się coraz szerzej. Butne spojrzenie skośnych oczu ostrzyło grot pogardy. Wzgardziło garścią szaleńców stroszących srebrzysty oręż. Wznoszących tarcze niezłomnych dusz. Dzień zabrał uśmiech sługi. Zgasił go tak, jak światło gasi każdą noc. Sługa Białego Księżyca utracił pięść czarnego zwiadu, pięć setek rumaków i mur hardości. Pewność łatwego lauru. Stał się sługą bezradności. Musiał patrzeć jak uskrzydleni szaleńcy budują bastion z chłopskich chat. Żelazny sojusz obrońców matek i dzieci. Czarna szarańcza wyłaniała się jednak z fioletów horyzontu. To rój pożerający niewinność i oczekujący złotych wież. Mrowie przeciwko wierze nielicznych.

*     *     *

Smolista chmara grotów nad purpurą kałkanów – gniew Białego Księżyca, syna piaskowego Turbanu. Jad Wschodu trawi serca Krwistych Proporców – chwieje się czas wybrańców znad dalekiej Rzeki. Ugina się Gozdawa, łamie się Leliwa, pękają złote Podkowy…Lecz dzień się jeszcze nie kończy – ramię z karwaszem ożywa. Zmartwychwstaje z dumą szlachetnego ptaka. Powoli podnosi się z błota stepu. Rośnie, jak młody dąb podlany deszczem wiary. Jaśnieje błyskawicami z żelaznych kul. Stalą szabli! Piorunem gniewu wojownika! Czarne groty wracają do smagłych strzelców. Uderzają taranem. Roztrzaskują butę. Mrowie poruszone, przerażone uporem garstki!

Czerń jednak nie ustępuje. Jej tabun przynosi nowe fale strzał, ryk zdziczałego morza, które chce zalać zmęczonych obrońców chat. Zmieść ich gniewem Turbanu z dalekich piasków! W krótkich oddechach ciszy jak feniks powraca złota myśl. Głos czterystu poranionych dusz. Czterystu nieulękłych strażników:

Miłość Ojczyzny naszym prawem!

To oni odrzucają żądania Smagłych Twarzy. To oni zrzucają arkan i wznoszą się jak świetlane orły. Bo nigdy nie ugięli i nie ugną karku!

Czarne Morze zatrzymuje się. Studzi gniew. Hołduje zawahaniu. Wreszcie zabiera smoliste groty i zuchwalstwo mrowia. Cofa się za ukradzione Kamienie.

*     *     *

Brunatna Tarcza przed szeregiem Bohaterskich Kopii. W mowie prostej, pełnej żołnierskiego uznania i szarej wdzięczności. Brunatna Tarcza pośród niskich chat. W pokłonie przed brudną sukmaną. Brunatna Tarcza w zielonych wrotach. W złotej bramie stepu i nadziei. Bo tam bohaterstwo i poświęcenie. Bo tam – Hodów.

Przejdź do treści