13/2025
Synestezja
głaszczę skrzydła ważki czy tylko mi się wydaje
że odbłyskują głosem najcichszej
z twoich próśb o niezmienność i
wtedy moją jest każda z ważek
ukrytych we włosach o znajomym zapachu
fioletowieje zmrok zagłusza melodię
fałdami aksamitnej tkaniny i nagle
świt niczym kamień wsunięty pod poduszkę
jak mielizna w obcym morzu
na obrazie anonimowego twórcy
***
jest czarnym kotem.
pochłania światło, przemykając wąską smugą
zza uchylonych drzwi; kto wie, czy słyszy
mój głos, kiedy goni za piszczącym posiłkiem
lub tylko umyka przed wzrokiem. powidoku
miękkiego kształtu na dłoni, czy twoja skóra pamięta
ciepło? o kim tak mruczysz w pradawnym dialekcie?
najczarniejszy z kotów, stąpasz znów bliżej
i coraz bardziej się boję, że chcę wiedzieć.
Kamienny wiersz
że w twardej skorupie ten sam sen ma władzę
nic nie poradzę
nie chcę wypalić do sadzy
półnadziei przeliczeń
odmniemać
tych znaczeń
nie słowem lecz dźwiękami opity na amen
i lity jak bezruch czekając mielę mantrę
zaklinacz okazji rozwiązań bądź doznań
ja nie chcę nie muszę zamiennych szczęść poznać
jak w ciemnej jaskini wykute w dół stopnie
lub posąg kaleki a śmieszny od moknień
w kamiennym uporze wciąż tonę
lecz błyszczę
w dręczącej pieszczącej
malignie
nie znikniesz