13/2025
Ukraina – krwawy kurz
Krwawy kurz unosi się nad ziemią
Świat płonie i strach się zbliża
Cienie na murach się kładą
Nikt o nas nie pyta
Niedziela w Sumach
to tylko pomyłka, jak mówi wódz
zdarza się cóż
żyjmy dalej złudzeniami
i już
Życie na wojnie
Tu nie ma snów
ani spokoju
Ziemia krzyczy
Nie zna przebaczenia
Każdy krok to taniec na krawędzi
życie bez zapomnienia
Skrzypiące buty w marszu po zgliszczach
Serca z kamienia
tyle wspomnień z wczoraj
bo jutra już nie ma
Życie na wojnie
Tu nie ma snów
ani spokoju
Ziemia krzyczy
Nie zna przebaczenia
Każdy krok to taniec na krawędzi
życie bez zapomnienia
Kiedyś może przyjdzie świt
Gdzieś za horyzontem
A teraz w błocie topi się krzyk
gdy oddech krótki i piach w gardle
Czekamy na cud
Choć wiemy
Że to żart
Tu nie ma snów
ani spokoju
Ziemia krzyczy
Nie zna przebaczenia
Każdy krok to taniec na krawędzi
życie bez zapomnienia
Poezja jest czasem niestosownie piękna
wyobcowana
często niebezpieczna
zbyt blisko twego ciała
banalnie prosta i zawiła czasem
jest jak platoniczna miłość
iluzoryczna
gdy ją chwytam
i oplatam myślą, słowem lub czynem
ginie
czai się w mroku, ginie
a kiedy otulam ją
otwieram drzwi
i chcę więcej
czeka, obserwuje
chwyta oddech
łapie rytm i śmieje się
jak szpak gwiżdże na mnie
i stroi się w oddali
łap mnie, goń
szepce
ucieka
poezja jest czasem niestosownie piękna
wyobcowana
często niebezpieczna
zbyt blisko twego ciała
Sny
Sny czasami są niesfornie mgliste,
jak twoje włosy, rozwiane nad ranem,
gdy noc zaplata je echem wyzwań
wspomnień niejasnych
Sny mijamy, jak ulice zgięte w łuki
półświateł splątanych
są jak milczenie wyspy na mapie
twarze odbite w lustrze
i kosmykach włosów,
nieutulone
Sny pachnące deszczem i ciszą
tkaniną zmierzchu
gdy noc wplata w nie swoje przesłanie
niespokojne
i błyskawic światów rozdartych tysiące
Sny, jak ty tańczą na wietrze
jak ścieżki w lesie, co znikają w oddali
i zostawiają zapach tęsknoty
za czymś nieznanym
migocą i gasną
Snów i ciebie nikt nie dogoni
nie dogoni