+48 736-84-84-44

Różowy rowerek

Teresa nie chciała mieć dziecka. Studia, praca, doktorat i kariera zawsze były na pierwszym miejscu.

– Jest nam dobrze we dwoje – mówiła, kiedy wspominałem o dziecku.

To ja zachowywałem się jak niespełniona matka. Zaglądałem do wózków, zagadywałem maluchy na spacerach, zazdrościłem ojcom trzymającym pociechy za rączkę.

I stało się. Zanim Teresa zrobiła test ciążowy – już wiedziałem. Gdy oznajmiła mi przerażonym głosem: Jestem w ciąży, miałaś już imię. Wybłagałem, żeby nie podjęła jakiejś nieodwracalnej decyzji, po prostu wymodliłem cię dla siebie.

Teresa obnosiła się ze swoją brzemienną łaskawością na każdym kroku. Obwiniała mnie o poranne wymioty, obrzęki na nogach i wybuchy na Słońcu. Była wściekła, że nie może już tyle pracować, ale wciąż zostawała po godzinach w instytucie. Nie dbała o dietę, wracała obolała i narzekająca. Powtarzała: Ta TWOJA ciąża jest okropna, kiedy ten koszmar się wreszcie skończy? A ja podtykałem jej witaminki, masowałem stopy, podawałem kolacje. Byłem jej bezgranicznie wdzięczny, że da mi ciebie. Cierpiała. Ale lubiła chwile, kiedy po wieczornej kąpieli nakrywałem ją troskliwie, całowałem brzuszek na dobranoc, grałem na gitarze i recytowałem wiersze. Z kapryśną minką twierdziła, że już jest zazdrosna o maleństwo. Nie protestowała, kiedy oznajmiłem, że będę przy porodzie.

– Wreszcie przejmiesz sobie to jajo jak pingwin cesarski, mój ty cesarzu – żartowała.

Któregoś wieczoru postawiła warunki:

– NIE karmię piersią, NIE wstaję w nocy, NIE biorę urlopu wychowawczego – pójdziesz na tacierzyński. No i oczywiście kupisz mi wymarzoną tojotkę – chyba zasługuję na odrobinę luksusu po TYM WSZYSTKIM?!

Zgodziłem się. Wynegocjowałem jedynie, że piersią będzie karmić przez trzy miesiące, dla zdrowia dziecka.

Oboje dobrze zarabialiśmy. Mieliśmy willę za miastem po moich rodzicach i piękny ogród, o który dbał pan Stanisław. Pokoik dziecięcy urządziłem sam. Z radością biegałem po zakupy. Każdy drobiazg – każdą zabawkę, ubranko dla ciebie – przynosiłem jak zdobycz.

W przeddzień terminu porodu przyśniłaś mi się. Jechałaś do mnie na różowym rowerku.

– Tatusiu jadę już do ciebie – zawołałaś z radosnym uśmiechem.

Zerwałem się o świcie, spakowałem rzeczy i oznajmiłem Teresie:

– Ubieraj się, jedziemy do szpitala. Dzisiaj rodzimy.

– Ale przecież jeszcze za wcześnie, nic się nie zaczęło – zaprotestowała zdziwiona, ale zaraz dodała:

– Wiem, wiem jasnowidzu, za chwilę będę gotowa.

 

Lekarz, podając mi zawiniątko, oznajmił: Macie piękną, zdrową córeczkę.

Teresa sarkastycznie skwitowała: Jeszcze się napatrzę, po czym opadła na poduszkę.

Świat przestał istnieć, a raczej został podporządkowany twojej maleńkiej osóbce – wreszcie byłaś tylko moja! Przeobraziłem się w niańkę, kucharkę, pielęgniarkę, gosposię i Mikołaja. A ty rosłaś, rosłaś, mądrzałaś i … uwielbiałaś mnie.

Teresa wracała coraz później z pracy i coraz częściej oznajmiała, że wyjeżdża na kilkudniowe delegację. Zdarzało się, że nie widywaliśmy się całymi dniami. Miałem żal, że nie interesuje się dzieckiem. Tobie to nie przeszkadzało, nie byłaś z mamą tak bardzo związana emocjonalnie jak ze mną.

– Tatku, mam cię caluśkiego dla siebie, ale będzie zabawa – wołałaś. A kręcone kitki podskakiwały radośnie.

W sobotę jak zwykle pojechałem na większe zakupy, a moje królewny oglądały razem bajkę. Nie wiem, jak to się stało, chyba zbytnio spieszyłem się do domu, do ciebie, i za mocno nacisnąłem gaz. Samochód roztrzaskał się o drzewo. Szkoda, lubiłem go, był wygodny i niezastąpiony do wspólnych wypadów.

***

Wróciłem do domu, ale nie odzywałaś się do mnie, nie chciałaś się bawić. Byłaś smutna, płakałaś i wołałaś: Chcę do taty! A przecież byłem w twoim pokoju. Ciężko zachorowałaś, więc Teresa została w domu na zwolnieniu lekarskim. Czuwałem przy tobie całymi dniami, bo miałaś wysoką gorączkę, ale nie mogłem ci pomóc. Znajomy lekarz zabierając cię do szpitala, powiedział cicho do płaczącej Teresy: Zrobimy, co w naszej mocy.

Chciałbym pocieszyć was obie, ale nie potrafię wydobyć głosu, a dłonie przenikają przez wszystko. Czuję się dziwnie – jakbym był duchem?

***

Dziś miałem piękny sen. Znowu jechałaś do mnie na różowym rowerku.

– Tatusiu jadę już do ciebie – zawołałaś z radosnym uśmiechem.

TUTAJ też będziemy się wspaniale bawić – pomyślałem.

 

…w pęknięciu słońca

pachniesz nową obietnicą

wyczekiwaniem nienarodzonego

przenikasz krzyk

i stawiasz stopy na wierszach

 

w rozpadlinie czasu

twój różowy rowerek

wyrasta świeżymi pędami…

Przejdź do treści