+48 736-84-84-44

Po deszczu na placu zabaw

Długo wpatrywał się w monitor laptopa. Mail zawierał tylko kilka zdań, ale dla niego miały one niebagatelne znaczenie. 

To jest tak nieprawdopodobne, że wprost trudno mi uwierzyć, iż jednak się wydarzyło – przeczytał po raz trzeci; wolno, jakby bał się przegapić ukrytą między wierszami wiadomość. Spotkajmy się dzisiaj wieczorem. Będę czekać od dziewiętnastej – dopisała jeszcze na zakończenie Inka. 

Spojrzał na zegar w prawym dolnym rogu monitora, który informował, że minął właśnie kwadrans po siódmej. Odetchnął z ulgą. Kliknął na ikonkę Internetu i po chwili wszedł na czat. Bez trudu odszukał nick Kayleigh i zaprosił dziewczynę na priv.

Jestem – wystukał na klawiaturze i natychmiast wysłał wiadomość.

Odpowiedź nadeszła po kilku sekundach.

A ja już powoli traciłam nadzieję.

Wróciłem później niż zwykle. I tak mamy szczęście, że od razu sprawdziłem pocztę.

Kochany, przecież nie mam do Ciebie żalu. Przykro by mi jednak było, gdybyśmy mieli się dzisiaj nie spotkać.

Musimy ustalić plan awaryjny – odpisał. 

Wygodniej rozsiadł się w fotelu. Jak zwykle zanosiło się na dłuższą rozmowę. Inka przejawiała typowo kobiecą, jego zdaniem, cechę: gadulstwo. Tyle że w tym przypadku wcale mu to nie przeszkadzało. 

Mogę słać do Ciebie maile co godzinę – przeczytał po chwili.

Nie miałbym czasu, by na wszystkie odpisywać – odpowiedział.

Wystarczyłaby mi świadomość, że je czytasz – napisała dziewczyna.

Zaczął wystukiwać na klawiaturze odpowiedź, kiedy jego uwagę przykuł dźwięk dochodzący z przedpokoju. 

Czyżby? – zdążył pomyśleć i już po chwili mógł być pewien: do pokoju wtargnął z ponaddźwiękową prędkością kilkuletni chłopiec. Miał rozwichrzone blond włosy. W ręku trzymał piłkę, którą natychmiast rzucił w jego stronę, krzycząc przy tym:

– Łap, tato!

– Czyś ty zwariował, Tomek? – odparł Andrzej, chwytając piłkę w powietrzu, nim ta zdążyła trafić w monitor komputera. – Nie rób tego więcej.

– Czego ma nie robić? – spytała, pojawiwszy się w progu drzwi, Aneta. 

– Rzucać piłką, jakby był na boisku.

– To mu ją zabierz – powiedziała oschle kobieta.

– Nie zdążyłem.

– Tomek – zakomenderowała matka – natychmiast marsz do przedpokoju. Zdejmij buty i umyj ręce.  Sama natomiast pomaszerowała do kuchni, rozpakować wypełnioną po brzegi zakupami torbę. Stamtąd zawołała:              –Mógłbyś mi pomóc? 

–Po prostu postaw ją na stoliku, ja wszystko wypakuję – odparł z pokoju.

– Znowu zapomnisz, jak ostatnio – odpowiedziała Aneta i zamilkła.

Andrzej zerknął na monitor. Zdążył napisać tylko dwa słowa: Nie wiem… 

Czego właściwie nie wiem? – zastanowił się.

Jesteś tam jeszcze? – odezwała się dziewczyna.

Musiałem pójść do toalety – odpisał krótko, kasując uprzednio owe, nie pasujące mu w tej chwili do żadnej myśli, którą chciałby wyrazić: nie wiem.

– Tato – usłyszał za plecami cichy głos Tomka. Dla odmiany chłopiec wszedł teraz do pokoju tak cicho, że nawet go nie usłyszał. 

– Co robisz?

– Pracuję.

– Piszesz? – Malec stanął po jego lewej stronie i bezmyślnie gapił się w monitor. Na szczęście w przedszkolu nie nauczyli go jeszcze czytać. 

– A kiedy będę mógł się pobawić? – zapytał wyjątkowo przymilnym tonem. 

Andrzej spojrzał na zegarek.

– Obawiam się, że dzisiaj nie będzie, to już możliwe.A widząc zmartwioną minę syna, dodał: – Późno już jest. 

– Mama powiedziała, że jak wrócę z nią do domu, to pozwolisz mi, jeszcze trochę pograć przed snem.

– Rzeczywiście tak było – potwierdziła Aneta, ponownie pojawiwszy się w drzwiach.

– Mam więc przerwać pracę, bo ty… – zaczął nieco poirytowany, ale kobieta nie dała mu dokończyć:

– Nie musisz.

– Mamo – cicho zaprotestował Tomek. – Obiecałaś.

– Widzisz, że ojciec nie ma dla ciebie czasu – odparła Aneta, obróciła się na pięcie i wróciła do kuchni. Malec, ze łzami w oczach, spoglądał na ojca.

– A ręce umyłeś? – spytał Andrzej.

– Jeśli chcesz, to zaraz umyję – odpowiedział chłopiec i pobiegł do łazienki.

Tęsknię za Tobą – napisała dziewczyna.

I ja, ale będę musiał kończyć. Napiszę do Ciebie jutro – kliknął po raz ostatni na pole wyślij i wyszedł z Internetu. Po chwili obok niego stał już Tomek, prezentując pod wszystkimi możliwymi kątami czystość swoich dłoni.

– Masz pół godziny – rzucił Andrzej, wpuszczając malca na swoje miejsce.

Aneta chowała właśnie masło do lodówki, gdy Andrzej stanął za jej plecami i przełożywszy rękę nad jej ramieniem, sięgnął po puszkę piwa. Otworzył ją, wziął kilka łyków i wciąż bez słowa, siadł na taborecie przy stoliku. 

– Wybacz, lecz w żaden inny sposób nie udałoby mi się ściągnąć go z podwórka – tłumaczyła Aneta, nie spoglądając nawet na męża.

– Wiem, wiem – odparł od niechcenia.

– Komputer to zabawka nie tylko dla dużych chłopców.

– Przede wszystkim nie dla dużych chłopców – powiedział, nie kryjąc w swym głosie niezadowolenia. – Dla niektórych jest to jeszcze nawet narzędzie pracy, ale jak widać, nie wszyscy mogą to zrozumieć.

– Trochę chyba przesadzasz. – Aneta wyprostowała się, zamknęła lodówkę i usiadła naprzeciw Andrzeja. – Kiedy wychodziłam z domu rano, siedziałeś przy komputerze, kiedy wróciłam z pracy, zastałam cię w tym samym miejscu. Gdy szłam zrobić zakupy, powiedziałeś, że nie możesz iść ze mną, bo właśnie pilnie szukasz czegoś w Internecie. Mam rozumieć, że do tej pory nie znalazłeś?

– Wolałbym nie rozmawiać z tobą takim tonem.

– Jak sądzę, wolałbyś ze mną w ogóle nie rozmawiać.

– Przestań. – Andrzej oparł się o ścianę, przechylił głowę do tyłu i wziął kolejny łyk piwa. – Jesteś przewrażliwiona.

– Dopiero teraz to dostrzegłeś? Owszem, jeśli tak wolisz, jestem przewrażliwiona. I ciągnie się to już od kilku miesięcy, ale by to dostrzec, należałoby najpierw wyściubić nos z komputera.

Andrzej dopił piwo, zgniótł w ręku puszkę i wyrzucił ją do kosza na śmieci. 

– Porozmawiamy, jak się uspokoisz – powiedział, wychodząc z kuchni.

***

  Czym się zajmujesz? – spytała Kayleigh.

W angażu mam wpisane: researcher. Dzięki temu mogę dużo czasu spędzać przed komputerem – odpisał.

I nikt Cię nie kontroluje?

Dopóki wypełniam swoje obowiązki – nikt.

Nawaliłeś już kiedyś?

Nigdy. Nigdy nie nawalam!

W pracy czy w życiu?

Praca jest dla mnie życiem – napisał w pierwszym odruchu, ale po chwili skasował całe zdanie, które wydało mu się nazbyt patetyczne. Wybrał bezpieczniejszą opcję: Nie stanowi to dla mnie żadnej różnicy.

Z rozmowy wyrwał go dźwięk telefonu. Odchylił się na krześle, by dosięgnąć komórki leżącej na nocnym stoliczku. 

Dzwoniła Aneta.

– Andrzej, przepraszam cię, ale dostaliśmy pilne zlecenie i będę musiała zostać dłużej w pracy.

Wiedział, co to znaczy i przewidywał, jakie będą następne słowa żony.

– Odbierz Tomka z przedszkola i zrób mu coś na obiad albo zabierz do maca. Zresztą zrób, jak uważasz. Mogę na ciebie liczyć? – wreszcie zamilkła, przerywając rwący potok słów.

– A mam inne wyjście?

– Jeśli jesteś bardzo zajęty, mogę zadzwonić do mamy…

– Nie, nie musisz jej fatygować. Pójdę po młodego.

Jeszcze tego brakowało, żeby zwaliła się tu teściowa – pomyślał.

Miałem właśnie telefon od szefa. Muszę pilnie pojechać do wydawnictwa – napisał i wysłał wiadomość.

O której wrócisz? – spytała Kayleigh.

Umówmy się na dwudziestą.

OK – odpowiedziała dziewczyna i rozłączyła się.

***

Po powrocie do domu natychmiast sprawdził pocztę elektroniczną. W skrzynce pojawił się list od Kayleigh. Pisała go w środku nocy, siedząc w ciemnym pokoju przy szeroko otwartym oknie. Z dworu dochodziły doń odlegle pohukiwania sowy i szum wiatru w konarach rosnących nieopodal drzew.

…w tak romantycznym otoczeniu brakuje mi tylko Ciebie. Chociaż nie. Jesteś przecież przy mnie duchem. Spoglądam, co jakiś czas na Twoje zdjęcie na monitorze, i dzięki temu zdajesz się być bardzo blisko mnie. Bliżej nawet niż mógłbyś, to sobie wyobrazić.

Cokolwiek to znaczy, świat zaczyna zmieniać swoje oblicze – pomyślał Andrzej. 

Wszedł na czat. Odszukanie dziewczyny, zajęło mu zaledwie kilka sekund.

Zastanawiam się, jak to możliwe, by ktoś taki jak Ty, wciąż był sam – odpowiedziała na jego krótkie: Czekam!

Niezbadane są wyroki Zegarmistrza Światła.

A może naszym życiem kieruje Zegarmistrz Mroku?

Znaczyłoby to, że jest ono jedynie iluzją.

Teraz na odpowiedź przyszło mu czekać kilka minut. Zaczął się już niecierpliwić, ale nie chciał pierwszy przerywać milczenia. 

Coraz częściej odnoszę takie wrażenie – odpisała wreszcie Kayleigh – że mój świat pogrążył się w mroku i tylko Ty potrafisz wnieść do niego odrobinę światła. Komu mam dziękować za to, że jesteś, że dane nam było się spotkać, że od chwili poczęcia naszej znajomości, poczułam się, jakbym zmartwychwstała.

Czy jesteś gotowa przekroczyć kolejną granicę? – odpowiedział pytaniem.

Obojętnie, co się za tym kryje – tak!

Uzbrój się w cierpliwość.

Nigdy mi jej nie brakowało.

Z zamyślenia wyrwał go głos żony, dobiegający z sypialni:

– Andrzej, długo jeszcze będziesz siedział przed komputerem?

– Chwilkę – odparł.

– Zanim się położysz, sprawdź, czy Tomek się nie odkrył.

Przytaknął ruchem głowy, którego Aneta dostrzec nie mogła.

Dobranoc – krótkim pożegnaniem przerwał konwersację. Wyłączywszy komputer, rozebrał się w pokoju i w samej bieliźnie poszedł do sypialni. Rzucił się na łóżko.

– Sprawdziłeś, co u Tomka?

– A co się stanie, jeśli zaśnie odkryty?!

– Dobrze, ja wstanę.

Aneta, cicho mieląc w ustach jakieś przekleństwo, poczłapała do pokoju syna. Nie było jej kilka minut. Po powrocie do sypialni, usiadła na tapczanie i zamarła w bezruchu.

– Co znowu? – zainteresował się Andrzej.

– Chyba złapał w przedszkolu jakieś przeziębienie. Jest cały rozpalony – wyszeptała. – Będziesz musiał pójść z nim rano do pediatry. 

– Rano? Mam pilne zajęcia – próbował się bronić, ale wiedział, że to na nic. Innego wyjścia nie było. 

Aneta położyła się obok niego. Andrzej czuł, że żona nie może zasnąć. Nerwowo przewracała się z jednego boku na drugi. 

– Chcesz mi coś powiedzieć? – zapytał.

– Nie – odparła.

– Może źle się czujesz?

– Może. Ale na to nie ma lekarstwa.

– Na wszystko jest lekarstwo – powiedział z przekonaniem.

– A na ból duszy?

Odwrócił się plecami do żony. Rozmowa zaczęła bowiem schodzić na niebezpieczne tory.

***

Czekając z Tomkiem na wizytę u lekarza, spędził w przychodni niemal całe przedpołudnie. Pech chciał, że chyba wszystkie dzieciaki w mieście postanowiły w tym samym czasie rozchorować się na grypę. Gdy wracali, na dworze zerwał się wiatr i zaczęło padać.

– Naciągnij mocniej czapkę! – rozkazującym tonem rzucił Andrzej.

– Kiedy mi tak gorąco… – próbował bronić się mały. 

– Bo jesteś przeziębiony i masz temperaturę – tłumaczył. – Ale jeśli nie będziesz o siebie dbał, to możesz złapać zapalenie płuc.

– I co wtedy?

– Co wtedy? – powtórzył Andrzej. – Wezmą cię do szpitala.

Tomek, usłyszawszy to, automatycznie naciągnął czapkę na uszy.

Po drodze zatrzymali się jeszcze w aptece, by wykupić lekarstwa. I tu trafili na kolejkę, więc kolejną godzinę musiał spisać na straty. Nerwowo spoglądał na zegarek.

– Spieszysz się, tato? – spytał chłopiec.

– Nie – odparł. – Tylko nie lubię stać w kolejkach.

– Chciałbym już być w domu – mruknął mały pod nosem, przestępując rytmicznie z nogi na nogę. 

– Ja też, ale nic na to nie poradzimy.

Kiedy wrócili do domu, Andrzej kazał synowi natychmiast położyć się do łóżka, po czym zadzwonił do żony.

– O której będziesz w domu? – spytał, kiedy usłyszał jej pełen niepokoju głos.

– Co jest Tomkowi? – Aneta odpowiedziała pytaniem.

– A co może być? Grypa – odparł krótko. – O której będziesz? – powtórzył pytanie.

– Może nawet trochę później niż zwykle – stwierdziła po chwili zastanowienia.

– A jeżeli będę musiał wyjść?

– Nie możesz przecież zostawić go samego – zaprotestowała Aneta.

– Nie jest już takim małym chłopcem.

– Andrzej! – podniosła głos. Od razu jednak zamilkła. Chyba nie chciała sprzeczać się w obecności innych osób. 

– Po prostu przyjdź jak najszybciej, to nie będzie problemu – powiedział i nie czekając na odpowiedź, przerwał połączenie. 

W drzwiach przedpokoju stał przebrany już w piżamę Tomek. 

– Z kim rozmawiałeś? – zainteresował się.

– Z mamą.

– O której przyjdzie?

– A kto to może wiedzieć? – odparł. – Teraz połóż się do łóżka.

– Dobrze.

– Podam ci lekarstwa.

***

Kiedy wrócił do domu, Aneta jeszcze nie spała. Przez niedomknięte drzwi sypialni dostrzegł świetlny refleks nocnej lampki. 

A może zasnęła, zapominając wyłączyć światło – pomyślał, zdejmując buty. W milczeniu przeszedł przez korytarz. Najpierw postanowił jednak przejrzeć skrzynkę mailową w laptopie. 

Znalazł tam tylko jedną wiadomość:

Musimy się wreszcie spotkać. Ta sytuacja jest już dla mnie nie do zniesienia. Brakuje mi Ciebie. Potrzebuję Twojej bliskości, Twojego ciepła. Chciałabym w końcu usłyszeć Twój głos – napisała Inka. – Wyznacz datę i miejsce!

Długo wadził się z myślami, nim wystukał na klawiaturze odpowiedź:

Nie boisz się zawodu? – spytał krótko i od razu wysłał wiadomość. 

Na odpowiedź nie musiał długo czekać.

Wszystko będzie lepsze od tej niepewności, która teraz mnie zżera – odczytał na monitorze.

W takim razie spotkajmy się choćby jutro – odpisał.

Gdzie mieszkasz? – zapytała Inka.

W Gdańsku. A Ty skąd jesteś?

Z Łodzi.

Tym razem wystawiła jego cierpliwość na dużą próbę. Kolejna wiadomość nadeszła po kilku minutach. Zaczął się już złościć, gdy wreszcie przeczytał:

Cóż, mogło być gorzej.

Gorzej?

Mogło się okazać, że Ty mieszkasz w Szczecinie, a ja w Ustrzykach Dolnych.

Zaczął już wpisywać odpowiedź, kiedy usłyszał za plecami czyjeś delikatne kroki. To był Tomek.

– Dlaczego jeszcze nie śpisz? – spytał.

– Zasnąłem – odparł chłopiec – ale mnie obudziłeś.

– Wracaj szybko do łóżka – powiedział i odwrócił się z powrotem w stronę monitora.

– Boję się. 

– Czego się boisz?

– Nie chcę być sam.

– Przecież nie jesteś – stwierdził ze zdziwieniem Andrzej. – Jeśli nie chcesz spać sam, to idź do mamy.

– Mamy nie ma – odpowiedział Tomek.

– Jak to nie ma? Widziałem światło w pokoju…

Poderwał się z krzesła i poszedł do sypialni. Świeciła się lampka nocna, ale łóżko było puste, nawet niepościelone. 

– Dawno wyszła? – zapytał Tomka.

– Ch-chyba dawno – zająknął się chłopiec, a w jego oczach pojawiły się łzy. Kiedy wróciła z pracy, grałem w Diablo. Tak się zdenerwowała, że bardzo na mnie nakrzyczała. A potem sama czegoś szukała w komputerze.

Andrzej podszedł do syna i pogłaskał go po głowie. Chłopiec przytulił się do niego.

– Zabrała coś ze sobą?

– Widziałem, jak wyjmowała walizkę z szafy – odpowiedział Tomek.           Wcześniej nie mówiła, że wyjeżdża – dodał płaczliwym tonem. 

– Widocznie w ostatniej chwili coś jej wypadło.

Andrzej pochylił się i wziął chłopca na ręce. Zaniósł go do pokoju i położył do łóżka. 

– Będziesz dzisiaj ze mną spał? – spytał Tomek.

– Taaak – odparł Andrzej po dłuższym zastanowieniu. – Najpierw jednak odpiszę na wiadomość, dobrze?

Przejdź do treści