13/2025
Rusałka
Nim się spostrzegłem, na oka chwytne mgnienie
roztrzepotane chichotliwie, lubieżne tchnienie
skokiem chyżo przypadła i kostycznie
fibr skóry każdy poczęła drażnić, w obłęd
mnie rzucając paroksyzmów, wikła skręt
bezradny podległości wstydliwej, bezliczne
gilgoty kładąca na ciele wziętym w karb
perwersji niemocy, okrzyków mimo i skarg
litanii, okrucieństwa oczom na skrzydłach
swych hektyczne sączy rubiny. Gdy płomień
pełga na podmuchu bezwolny, tak ja na skrach
jej dotyku spalam się na wstydu popiół, a jak drga
struna pod wolą przemożną, tak w histerii się wiję
śmiechu udręki, a ona chichotem szyderczym się zanosi
bez ustanku, w plugastwie celująca w tyle zostawia żmiję –
nie szczędzi, a wzmaga katusze tego, co o zmiłowanie prosi.
Ściany jaskini szare, gładkie, upstrzone kroplami rosy.