11/2024
nemo sine culpa[1]
na najwyższej gałęzi urodziłam owoc
podobno gorzki
z niegdysiejszych wzlotów i uniesień
pozostało uniesienie brwi
wzruszam ramionami
w lustro spoglądam tylko gospodarczo
i nie jestem zdziwiona kiedy przyczajony za ramą
smuteczek wystawia środkowy palec
odwdzięczam się tym samym
chociaż wiem że już odpuściłam
nie antyszambruję w przedpokojach
możnych i mogących
jak trawa
najlepiej czuję się na łące
wyściełane krzesła mnie nie kuszą
kiedy pod powiekami bledną
ślady rozkołysania nocy pachnących
naszym bezgrzechem
odchodzę
nieprzekonana
Palimpsest
czyli luźne nawiązanie do „Zasad filozofii” Georga W.F. Hegla
szumy w tle są ważne
mimo że zamazane nie pozwalają zapomnieć
niewiele znaczą pokrywające je runy nie sięgają
sekretu
trzeba położyć szare na szare by uzyskać
wyrazistość kiedy sowa Minerwy wyleci o zmierzchu
wszystko stanie się jasne
czy dlatego nawet myśl jest tylko ciemnofioletowym
cieniem rysującym krakelury wybrzmiałych
wspomnień
we wnętrzu jeszcze ciepłej dłoni układam niedopasowane
puzzle pamięci rozsypane paciorki
zbędnych słów skarżą się
żałośnie
próbuję pozbierać nie kalecząc przyszłych marzeń
bezszelestnie upadających czarno-białymi snami
kiedy chłód prześcieradła kładzie się cieniem
na powiekach
znikam
chłonąc ostatnie ślady
czułości
wróżenie ze starych fotografii
w mieście cichego poranka
gdzie kolor błękitny jest symbolem oddalenia
ulica urwana chciałaby spotykać się z ulicą wspólną
przechodnie nie podnosząc oczu blakną
kiedy ból stacza (zwycięską) walkę z rozumem
więc nie dziw się że uciekam
chociaż w bagażu mam jeszcze tyle miejsc
do wypełnienia
podobno pustka jest dobra
nie rdzewieje
i ma odcień twoich oczu
Scherzo ma non troppo, czyli sonet muzyczny
Nie namawiaj na miłość w tonacji durowej
na lśniącej politurze, chłodnej i bez rysy.
Głos podnosisz i rękę. We mnie cisza krzyczy,
kiedy ćwiczysz ten akord, który dudni w głowie,
a nocą pachnie piżmem. Nie dręcz klawiatury,
moich nut nie przyśpieszysz, więc graj piano, piano
− jej ciepło, biel i gładkość − całe moje wiano.
W tej tonacji molowej, nie podrap mi skóry,
Zgubiona w dźwięków ciżbie, rezonuję tonem
fałszywego odprysku, półnutą zdziwienia.
Na kimś innym ćwicz solfeż. Ciszej kamertonie
wyznaczniku nieczuły. A ty nuty zmieniasz,
choć krąg kwintowy zgodny, klawiatura milczy.
Zły instrument wybrałeś. Apetyt mam wilczy.
[1] Nikt nie jest bez winy