12/2025
Może dzięki tobie uwierzę w zmartwychwstania
Co kilka wiader węgla wsypywanego do komórki
wypalałeś sporta. Lubiłam patrzeć, jak palisz.
Fascynował mnie wyraz twojej twarzy – nieodgadniony, daleki.
Właśnie taki byłeś – zawsze gdzie indziej, nawet jeśli obok.
A jednak nauczyłeś mnie wbijać gwoździe,
ciąć drewno na rozpałkę, trzeć ziemniaki na placki…
Trochę ty, trochę ja – mówiłam. Aż do pierwszej krwi.
Opatrywałeś moje kolana. Nagłe: patrz, patrz Zorro,
wystarczało, by odwrócić uwagę.
Stary opatrunek zerwany błyskawicznie.
Śmiech, śmiech, śmiech.
To ty oszukiwałeś w karty i w Chińczyka.
Jestem sracz nie gracz i z tatą nie umiem grać,
recytowałam, stojąc na krześle.
Śmiech, śmiech, śmiech.
Zamarł, gdy spytałeś, pokazując zdjęcie obcej kobiety:
która ładniejsza, ona czy mama?
Tych kilka słów to twój testament.
Nauczyłeś mnie chodzić w za ciasnych butach,
a mimo wszystko szybko biegać.
Choć boli, wciąż uciekam.
Płacz, płacz, płacz.
Ponoć tym, którzy umierają w Boże Narodzenie,
odpuszczone są wszystkie grzechy,
Jeśli to prawda, znów się dobrze ustawiłeś,
tato.
za mało słońca za mało wody zbyt wiele słów
oglądam świat tylko przez liście monstery
podzielenie go na kilka fragmentów
o różnym kształcie i wielkości
daje poczucie że odkrywam nowe lądy
że istnieje możliwość
by osiąść na którymś z nich
tam gdzie każda kropla deszczu
błyszczy neutralnością
łaskocze budząc śmiech
teraz nie potrafię zdecydować
po której stronie okna trudniej znieść życie
nie unoszę głowy jak kwiat bez słońca
więdnę choć rozkwitam
goryczą a mogłam
wniknąć wraz ze światłem
w liście monstery zamieszkać w świetle
stać się światłem które spływa do korzeni
wybuchnąć pnączem
być matką bo ty tego chciałeś
w swoim świecie
wiadomość na którą już dawno przestałam czekać
czy możemy się spotkać
pomyślałam że jeszcze jest szansa
by odnowić naszą przyjaźń
ja tego potrzebuję
sięgnęłam po fotografie
te w głowie i te z dna pudełka po butach
starszym dobrze patrzyło z oczu
mimo słabego oświetlenia zapowiadały
świetlaną przyszłość
przyćmiewały kolory młodszych
i ból który powoli zastępował tło
by przebić się przez postacie
rozmazać kontury i twarze
zadrżała mi ręka na szczęście
nie na tyle mocno bym nie mogła odpisać:
ale ja tego nie potrzebuję